Mitsubishi A5M4, Soryu Kokutai, Matsuo Hagiri (Wingsy Kits 1/48)

Chciałbym bardzo podziękować Jarkowi Jaworskiemu i Grześkowi Ciskowi za pomoc w przygotowaniach do budowy tego modelu.

Pilot

Pilotem “mojego” A5M4 był japoński as marynarki Matsuo Hagiri, który odniósł 13 zwycięstw powietrznych. Zwycięstwa te odnosił na Zerach i Shiden-Kaiu. Na Mitsubishi A5M4 latał w Japonii i na wodach Morza Chińskiego. Przygotowywał się do wzięcia udziału w przyszłych kampaniach. Z jego bojową karierą możecie się zapoznać w artykule zamieszczonym tutaj: https://pme.org.pl/2020/06/09/matsuo-hagiri-wasacz-zawadiaka/.

Model

Mitsubishi A5M4 z Wingsy Kits był dla mnie sporym zaskoczeniem. Poztywnym zaskoczeniem. Kształty modelu dość wiernie przypomniają oryginał, choć nie mierzyłem jego wymiarów. Poziom zdetalowania jest bardzo wysoki. Ale nade wszystko rzuca się w oczy przepiękna faktura powierzchni z bardzo ostrymi liniami podziału blach i drobnym nitowaniem. Wingsy Kits dotrzymało w tym zakresie najlepszych światowych standardów. O czym przekonałem się podczas klejenia, to to że dopasowanie części jest wzorowe! Daję tu ocenę 10/10. Tak przyjmnie sklejało mi się tylko P-47D w 1/48 z Tamiyi. Jedyne wady modelu, to widoczne tu i ówdzie schodki będące śladem po druku cyfrowym matki modelu, nieco toporny i odstający od reszty fotel pilota, oraz nieco za grube krawędzie spływu usterzenia pionowego i poziomego. Schodków jest jednak mało i występują tylko na detalach. Parę ruchów papieru ściernego i problem z głowy. Fotel najlepiej zrobić od podstaw. Problem grubych krawędzi spływu załatwił Aires wydając żywiczne zamienniki steru kierunku i całego usterzenia poziomego. Części Airesa są perfekcyjne. Ich faktura powierzchni jest idealnie kompatybilna z fakturą modelu Wingsy Kits. Pasują do modelu również w sposób nienaganny. Dodatkowo skusiłem się na żywiczne kolektory spalin Quickboosta. Te w modelu są całkiem niezłe, ale nie mają otworów na końcach rur. Pewnie, że można je łatwo wywiercić, ale ja wybrałem opcję dla leniwych. Quickboost oferuje te kolektory dla wersji A5M2b, ale w A5M4 były one indentyczne. Przynajmniej w modelu Wingsy Kits.

Kleimy

Silnik

Budowę tego modelu zacząłem od silnika. Prawdę mówiąc zacząłem go robić jeszcze przed zakończeniem modelu P-51D-5-NT Ernesta Fiebelkorna:

Zazwyczaj tego nie robię i nie lubię zaczynać nowego modelu przed skończeniem poprzedniego, ale maskowanie Mustanga tak mnie wymęczyło, że potrzebowałem odskoczni. Silnik Kotobuki jest w modelu bardzo ładny. Po grubości żeberek widać, że to jednak plastik, a nie żywica, ale i tak cylindry wyglądają bardzo ładnie, a po włożeniu silnika w osłonę i przysłonięciu go rusztowaniem i tak niewiele widać co tam się dzieje. W silniku zmodyfikowałem tylko dwie rzeczy.

Pierwszą było dodanie przewodów do świec. Same przewody powyginałem z kawałków drutu ołowianego o długości 7.5mm i średnicy 0.2mm. Największym wyzwaniem była zegarmistrzowska zabawa z wierceniem małych otworków w pierścieniu wokół osłony kartera (część F12), z których te przewody wychodziły. Przy okazji odciąłem od pierścienia dwa “kolanka” skierowane do tyłu i zastąpiłem je wygiętymi plastikowymi prętami sięgającymi tylnych rejonów silnika, żeby nie sztukować kolanek przedłużkami (F5 i F6). W cylindrach wywierciłem na wylot otworki o średnicy 0.5mm, w które włożyłem odcinki rurki mosiężnej 0.5mm / 0.3mm jako symulację świec.

Drugą było zastąpienie plastikowej ośki śmigła aluminiową rurką. Ta dostarczona w zestawie jest plastikowa i krótka. Bałem się, że po jej zastosowaniu śmigło może mieć tendencję do smutnego opadania, więc wszystkie części silnika przewierciłem na wylot, w tylną część silnika wstawiłem pierścień wydrukowany na drukarce 3D, który ma utrzymywać poziom otworu na całej długości silnika. Potem wstawiłem w ten otwór “łożysko” z rurki mosiężnej. Samo śmigło osadziłem na długiej rurce aluminiowej z Albion Alloys, którą wsunąłem do “łożyska” i zabezpieczyłem od tyłu okrągłym pierścieniem wydrukowanym na drukarce 3D. Żeby łatwiej później utrzymać geometrię aluminiowej osi nawierciłem też głębszy otwór w piaście śmigła. To już była saperska robota, którą powierzyłem Proxxonowi MF-70. Oś musiała być prostopadła do śmigła. Żadnych wymówek!

Między cylindrami są trzy charakterystyczne wloty powietrza do gaźnika i chłodnicy oleju. W modelu są one jakby płytko zaślepione. Już miałem je pogłębić, kiedy znalazłem w necie zdjęcie oryginału, na którym widać, że wloty te miały zamontowane bardzo drobne siatki i to, co zrobiło Wingsy Kits przypomina całkiem udatnie wygląd oryginału.

Przed sklejeniem cylindry silnika pomalowałem Alcladem ALC-102 Duralminum. Osłona kartera (część F8) na zdjeciach czarnobiałych ma średnioszary odcień. Kolorowe zdjęcia zachowanych Mitshubishi Sakae z Zer sugerują kolor szary, albo szarozielony. Nie mając pojęcia co mam wybrać pomalowałem osłonę kartera Bilmodelem 171 RLM 02 Grau. Kable do świec pociągnąłem brązowym Bilmodelem 162 Polish Brown Sep 1939, bo też nie miałem pojęcia jaki odcień mogły mieć w oryginale.

Mimo, że instrukcja zaleca naklejnie obu połówek osłony silnika (A3 i A5) na silnik, to da się spokojnie najpierw skleić połówki, dokleić rząd klapek chłodzących od tyłu, a dopiero po tym wsunąć od przodu silnik. Tak więc zrobiłem aby uniknąć uszkodzenia silnika podczas obróbki osłony. Tylną krawędź klapek chłodzących znaczenie pocieniłem, bo jednak jest ona dość dobrze widoczna w modelu po sklejeniu. Dopiero na końcu, po sklejeniu całego bloku dokleiłem od przodu czołowy pierścień osłony (A4). Mimo, że części pasują idealnie, to i tak nie sposób było unikąć wypełnienia klejem cyjanoakrylowym linie łączenia na bokach osłony. Potem obróbka papierem ściernym, po której część nitów zniknęła. Trzeba było też odtworzyć linię podziału blach między czołowym pierścieniem, a tyłem osłony. Tutaj skorzystałem z mojej ulubionej metody, czyli wytrasowanie nowej linii za pomocą czeskiej piłki na stojaku zbudowanym z klocków Cobi. Pod osłonę podłożyłem kawałki cienkich plastikowych arkuszy i dwóch, czy trzech cienkich kartek papieru. Dzięki temu ostrza piłki były na takiej wysokości jak trzeba. Obracając osłonę piłkę trzymałem cały czas na podeście. Po tej operacji odtworzyłem nity moim ulubionym nitovadlem, a większe okrągłe zatrzaski odtworzyłem igłą lekarską w oprawce. Na koniec zmiękczyłem linie i nity rzadkim klejem Mr. Cement SP.

Osłonę silnika pomalowałem czarnoszarym Mr. Paint MRP-077 Nato Black, a potem półbłyszczącym bezbarwnym MRP-125 Super Clear Semigloss Varnish.

Przed włożeniem śmigła trzeba pamiętać o rusztowaniu utrzymującym w oryginale osłonę wokół silnika, które w modelu jest zrobione z elementu fototrawionego (cześć PE9). Nie wiem dlaczego Wingsy Kits zrobiło ten element z przerwą. Przy takim wiotkim elemencie można go spokojnie ułożyć w silniku w postaci pełnej gwiazdy bez przerwy u góry. Tak też zresztą zrobiłem, bo przed włożeniem rusztowania zlutowałem go i pomalowałem na czarnoszaro.

Zamiast rozwiercać wyloty kolektorów spalin (F1 i F3) zastąpiłem je żywicznym zestawem kolektorów Quickboosta. Pasują idealnie.

Podwozie główne

Obudowane osłonami podwozie łatwo jest skleić, bo tu też wszystko pasuje jak ulał, ale trudniej pomalować. W modelu szczelina między kołami, a “kapciami” jest po sklejeniu minimalna. Żeby zasłonić pomalowane wcześniej koła do szczeliny wokół nich wsunąłem kawałki obwoluty z dwustronnej taśmy klejącej do wykładzin TESA. Przednie i tylne kawałki obwoluty pozwijałem w pół na wiertle. Obwolutę przytrzymałem taśmą Tamiya i zabezepieczenie to przetrzymało cały proces obróbki osłon podwozia, malowania na aluminiowo, naklejanie kalkomanii napisów i znaczków eskploatacyjnych, malowania na półmatowo i brudzing.

Kokpit

Tu postanowiłem zaszaleć. Plastikowy fotel w modelu jest toporny. To najsłabsza chyba część w modelu. Jest to o tyle rażące, że pozostałe części kokpitu są w zestawie przepiękne. Postanowiłem więc, że sam sobie fotel wydrukuję. Literatura pokazuje jednak, że w A5M stosowane były aż trzy typy foteli. We wczesnych A5M1 i A5M2 fotel był niski i bardziej przypominał wzronictwo z pierwszej wojny światowej. Później zastosowano wyższy, bardziej ergonomiczny fotel, który wymagał innego sposobu zawieszenia na tylnej ścianie kokpitu. Zawieszenie tego typu stosowano potem jeszcze w Mitsubishi Zero. Kształ tego nowego fotela jest dobrze udokumentowany, bo obfotografowali go Sowieci, którzy zdobyli jednego A5M2b. Fotel ten był jednak lity, bez żadnych otworów odciążających. Rysunek perspektywiczny kokpitu A5M4, który zamieszczono w publikacji Maru Mechanic pokazuje podobny fotel, ale już z szeregiem otworów odciążających. Bardzo przypomina on fotel z Mitsubishi Zero. Zdecydowałem, że skoro robię A5M4, czyli samolot ostatniej wersji produkcyjnej, to mógł on mieć już ten fotel w stylu Zera i taki model 3D zrobiłem.

Zmiana fotela wymagała jednak innego zawieszenia niż to, które jest w modelu. Poszedłem więc dalej i zrobiłem model 3D całej tylnej ściany z zawieszeniem fotela z wszystkim dodatkowymi detalami. Żeby nowa ściana pasowała do kokpitu przymocowałem plastikową ścianę z modelu (E13) do kartki papieru, pociągnąłem ją czarnym sprajem, zdjąłem plastik i kartkę ze śladu obrysu zeskanowałem jako wzór konturu. Do tego zaprojektowałem jeszcze trójkątną kasetę z dźwigniami sterowania silnikiem. Do tego dorobilem orczyk z obręczami wokół stóp pilota.Zachęcony wynikami poszedłem dalej w esktremę i zaprojektowałem sobie klamry do pasów pilota. Modele 3D zrobiłem jak zwykle w Rhinoceros 3D i wydrukowałem w EPAXie X-1. O dziwo wszystko wyszło, nawet te nieszczęsne klamry. Ale tych ostatnich zapomniałem sfotografować. Będą widoczne na zdjęciach gotowego kokpitu.

Jeśli ktoś ma dostęp do drukarki 3D, to proszę się częstować:


Wewnętrzne powierzchnie konstrukcji A5M były malowane Aotake-iro, ale kokpit był pomalowany na zielono. Według wzornika zaproponowanego przez Donalda Thorpe kolor kokpitu Mitsubishi to oliwkowozielony zbliżony do wzoru Munsell 10 Y 4/4. Najlepszym jego przybliżeniem w mojej szufladzie z farbami był MRP-023 A II 3 Green WWII Russia. Wiem, że to dopasowywanie jest trochę karkołomne, ale tak naprawdę w Japonii nie stosowano wzroników farb wnętrza i pewnie co samolot, to inny odcień. Pasy pilota to był kawał męskiej przygody. Zrobiłem je z dwóch warstw taśmy maskującej Tamiya. Jedną pomalowałem na “parciano” MRP-377 Camouflage Beige (Hemp), a drugą na “skórzano” MRP-322 Bruno Mimetico 1936. Jak dotąd wszystko było proste. Ale przewlecznie tych pasów przez filigranowe klamry z druku 3D to już była zabawa. Połamałem tych klamer z pięć zanim pasy były gotowe. Na poniższych zdjęciach pomalowany i wybrudzony kokpit:

Po sklejeniu kokpit wygląda z zewnątrz mało finezyjnie, ale perfekcyjnie pasuje do kadłuba. Co ciekawe można spokojnie skleić połówki kadłuba, obrobić spoiny i wsunąć kokpit od przodu lekko rozchylając przednie ściany kadłuba.

Wnętrze kadłuba poza rejonem kokpitu powinno być utrzymane w kolorze Aotake-iro. W moim modelu najpierw pomalowałem te powierzchnie Alcladem ALC-101 Aluminum, a potem pokryłem je mieszanką transparentnych Mr. Paint 1 x MRP-267 Blue Clear + 1 x MRP-268 Green Clear.

Przód kadłuba

Po wklejeniu kokpitu i naklejeniu grzbietu kadłuba przed kabiną natykamy się na jedyny problem konstrukcyjny w modelu. Pasować wszystko pasuje idealnie (patrz zdjęcia poniżej). Jednak obróbka tego miejsca zakończyć się musi anihilacją imitacji wystających zatrzasków mocujących panele do kratownicy (patrz czerwone strzałki). Jednak na zdjęciach prawdziwych A5M widać, że zatrzaski te wcale nie są tak wystające. Są wyraźnie zaznaczone, ale są też płaskie. Dlatego w moim A5M4 ściąłem plastikowe czopy całkowicie i zasymulowałem okrągłe zatrzaski wciskając w ich miejscu “stempel” z igły lekarskiej 0.5mm.

Usterzenie

Tak jak pisałem wcześniej warto dokupić do modelu Wingsy Kits żywiczne elementy usterzenia Airesa. Na zdjęciu poniżej widać porównanie krawędzi spływu w modelu (po lewej) i krawędzi spływu w Airesie (po prawej)

Skrzydła

Nie mam nic do zeznania. Sklejają się znakomicie i pasują znakomicie do kadłuba.

Przygotowanie do malowania.

Tyle się napracowałem nad kokpitem, że zacząłem się poważnie obawiać, że go uszkodzę malując zewnętrzne powierzchnie. Wpychanie to kokpitu Blue Taca, czy nawet gąbki nie wchodziło w grę przez las dźwigni i dźwigienek które były najeżone na burtach. Dlatego postanowiłem powspominać czasy Małego Modelarza i skleiłem sobie kartonowy kaptur zasłaniający otwór w kokpicie, a potem poszedłęm za ciosem i dorobiłem kartonową zatyczkę do otworu na przedzie kadłuba.

Malujemy

Całe oznakowanie A5M4 Hagiriego musiałem zrobić sobie sam. Do części oznakowania zrobiłem winylowe maski, a resztę wydrukowałem na czystej kalkomanii Tango Papa Decals. W sumie nawet gdybym miał gotowe kalkomanie, to i tak skończyłoby się na maskach i własnych kalkomaniach. Z reguły większe elementy oznakowania maluję, a drobne elementy wolę sam drukować, bo nie znam cieńszej i lepiej wtapiającej się w tło kalkomanii niż Tango Papa Decals. Jakiś czas wahałem się, czy najpierw pomalować mojego A5M4 na aluminiowo, a dopiero na tym namalować oznakowanie, czy też postąpić odwrotnie, czyli pomalować model w odpowiednich miejscach na czarno i czerwono, przymaskować co trzeba i pojechać na tym z aluminium. Wygrała ta druga opcja. Po pierwsze w czarnym napisie fundacyjnym na skrzydle łatwiej jest kontrolować grubości linii malując aluminium na czarnym. Po drugie cyfra “2” w napisie fundacyjnym na prawym skrzydle przylega do garbu na skrzydle i maskowanie “po bożemu” byłoby bardzo trudne. Po trzecie czerwona farba jest dobra jak się ją kładzie na białe tło, więc lepiej całe połacie modelu pomalować w ten sposób niż budować na aluminium piramidę z warstw białej i czerwonej.

Tak więc całego A5M4 pomalowałem na biało podkładem Tamiya Fine Surface Primer White. Potem odpowiednie miejsca pomalowałem na czerwono. Z doborem czerwonego miałem pewne dylematy. Z dyskusji na forum j-aircraft.com wynika, że w publikacjach wymieniane są dwie referencje do koloru Hinomaru – ciemniejsza zbliżona do FS 31136 i jaśniejsza zbliżona do 31302. Wczytując się w te dyskusje postanowiłem pójść w stronę jaśniejszego odcienia i jako odpowiednik japońskiego czerwonego przyjąłem Mr. Paint MRP-025 A II KR Red. Pomalowane czerwone elementy, czyli sześć Hinomaru, usterzenie i czerwony pasek zasłoniłem maskami i pomalowałem na czarno miejsca pod napis fundacyjny. Użyłem do tego podkładu Mr. Paint MRP-085 Fine Surface Primer – Black. Następnie na czarnych miejscach nakleiłem maski napisu fundacyjnego. Na poniższym zdjęciu widać poszczególne fazy maskowania:

I w końcu przyszła faza malowania na aluminiowo. Jak już pisałem, przyjąłem hipotezę, że A5M4 były malowane aluminiowym lakierem. Lakier ten wychodził na zdjęciach z epoki dość matowo. Zdecydowałem więc, że pomaluję całego Mitsubishi Alcladem II ALC-106 White Aluminum, a potem pokryję cały model półmatowym bezbarwnym lakierem MRP. Takie rozwiązanie pozwoliło później na dość proste wykonanie obdrapań lakieru przez nałożenie małych kropelek Humbrola Maskola na aluminiową powierzchnię przed pomalowaniem na matowo. Nakładanie Alclada na matowe powierzchnie nie jest za bardzo wskazane, ale tu efekt końcowy i tak miał być matowy, więc nie przejąłem się tym za bardzo. Przede wszystkim trzeba jednak uważać na sproszkowaną farbę, która mogła się zgromadzić w zagłębieniach, jak na przykład przejście skrzydło – kadłub. Myślałem, że w modelu udało mi się wszystkie sproszkowania wykryć i zeszlifować, ale po pomalowaniu na aluminiowo kilka takich miejsc jednak wylazło i jeszcze raz musiałem je potem szlifować i uzupełniać aluminiową powłokę. Przy malowaniu Alcladem warto go rozcieńczyć 1:1 rozcieńczalnikiem do lakierów. Ja rozcieńczam go rozcieńczalnikiem Mr. Paint. Na zdjęciu poniżej model pomalowany już na aluminiowo ze zdjętymi maskami:

Oczywiście jak przy niemal każdym maskowaniu trzeba było robić pewne miejscowe poprawki. Ważne jest jeszcze to, żeby usunąć wszelkie „krawężniki”, które mogły powstać na granicy maskowanych kolorów. Nadaje się do tego świetnie folia ścierna Tamiya Lapping Film.

Po nałożeniu warstwy Alclada przyszła kolej na nałożenie kalkomanii. Wszystkie kalkomanie na modelu zaprojektowane zostały w CorelDRAW i wydrukowane drukarką laserową na papierze Tango Papa Decals. Wszystkie wzory masek i kalkomanii, które użyłem na tym modelu, możecie sobie ściągnąć w formacie CorelDRAW i Adobe EPS:


Na zdjęciu poniżej widać efekt nałożenia kalkomanii. Dopiero na tym etapie usunąłem z górnych powierzchni płatów cztery wypukłe łezki, które mają symulować światła nawigacyjne do lotu w formacji. Później światła te odtworzyłem za pomocą kropel kleju światło utwardzalnego Rocket UV Glue.

I teraz wreszcie przyszedł czas na wiatrochron. To niechybny czas, że klejenie zbliża się do finału. I zgodnie z prawami Murphiego nadszedł w sklejaniu pierwszy kryzysowy moment. Aby ramki owiewki miały patrząc od środka kolor zielony pomalowałem ramki najpierw na zielono MRP-023 A II 3 Green WWII Russia, potem Alcladem White Aluminum, a na końcu półmatowym lakierem Mr. Paint. Wyglądało to nawet przekonująco, ale podczas ściągania masek okazało się, że farba schodzi płatami także z ramek. Chcąc nie chcąc zacząłem myć wiatrochron w płynie do usuwania farby z Wamodu. Jednak chyba myłem zbyt pośpiesznie i użyłem za dużej siły i wiatrochron pękł nad otworem na celownik teleskopowym. Zmełłem ciche przekleństwo i napisałem do Wingsy Kits e-maila z prośbą o sprzedanie mi samej przeźroczystej wypraski do A5M4. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Rusłan z WK zaproponował mi, że wyśle mi zastępczy wiatrochron za darmo! Co za obsługa klienta. Wingsy Kits ma u mnie wielki plus i wielkie zaufanie. Tak się zdobywa lojalnego klienta.

Wiem, że przesyłka została wysłana z Ukrainy, ale nie chciałem czekać i podebrałem owiewkę z drugiego A5M4, którego miałem w szafie (EDIT: przesyłka doszła i mam już uzupełnione drugie pudełko). Po przyjrzeniu się drugiej owiewce zauważyłem, że ona ma w miejscu, w którym pękła poprzednia, mikroskopijną ryskę widoczną dopiero pod lupą. Możliwe, że jest to jakieś mechaniczne uszkodzenie, które tworzy się przy wyciąganiu wypraski z formy. Radzę więc bardzo z wiatrochronem uważać. Tym razem nie ryzykowałem i najpierw delikatnie wymyłem wiatrochron w płynie do mycia szyb, a potem, po zamaskowaniu pomalowałem ramki najpierw czarnym podkładem Mr. Paint, a potem naniosłem Alclada White Aluminum i półmatowy lakier bezbarwny Mr. Paint. Tym razem udało się pomalować owiewkę bezproblemowo. Na zdjęciu poniżej macie zbliżenie na starą pękniętą owiewkę, którą wykorzystałem do testowania kształtu masek. Z tym miejscem obchodźcie się bardzo ostrożnie:

Celownik teleskopowy w modelu jest poprawny, ale doszedłem do wniosku, że szybciej zrobię sobie nowy z rurek aluminiowych Albion Alloys. Tuba celownika to rurka 0.8 / 0/6 mm o długości 13.8mm, a obejmy to rurki 1.0 / 0.8 mm o długości 0.5mm. Przedni pręt podporowy to pręt ze stopu niklu i srebra z Albion Alloys o średnicy 0.2mm wklejony w wywiercony otwór. W kadłubie w miejscu przedniej podpory wywierciłem otwór 0.5mm i wkleiłem kawałek mosiężnej rurki Albion Alloys o średnicy 0.5 / 0.3 mm.

Brudzing robiłem już po pomalowaniu całości na półmatowo. Wykorzystałem do tego mieszankę 1/1 Tamiya Panel Line Accent Color Dark Brown i Tamiya Panel Line Accent Color Gray. Niektóre miejsca, głównie na spodzie skrzydeł za silnikiem przybrudziłem olejnym Abteilung 502 ABT002 Sepia i Abteilung 502 ABT160 Engine Grease. Powierzchnie skrzydeł u ich nasady potraktowałem delikatnie pigmentem MIGa Industrial Dirt, żeby zwiększyć kontrast między matowym „lakierem”, a miejscami gdzie wystaje „gołe” aluminium. Poniżej wstydliwe zdjęcie cyknięte podczas brudzenia. Wtedy modele wygladają strasznie…

Kolejne zawahanie nastąpiło przy robieniu dodatkowego zbiornika paliwa. Tu możemy napotkać najwięcej schodków po druku 3D. Już na wcześniejszym etapie zastąpiłem przednie wsporniki zbiorniki dwoma prętami mosiężnymi wklejonymi w skrzydło. Teraz nawierciłem otwory na pręty w zbiorniku i obrobiłem zbiornik jak się da. Chciałem, żeby zbiornik wyglądał jak niepomalowany lakierem i pomalowałem go podkładem Bilmodela i Alcladem II ALC-105 Polished Aluminium. Antyczny pylon pomalowałem na czarnoszaro MRP-077 Nato Black. Jednak okazało się, że Polished Aluminum ściera się brzydko, a w dodatku przeoczyłem likwidację kilku „schodków”, a na miejscu złączenia połówek zbiornika wylazła szczelina. Chcąc nie chcąc wymyłem zbiornik w Wamodzie i odciąłem cały pylon. Obrobiłem wszystko jeszcze raz i pomalowałem tym razem ALC-101 Aluminium. Wyszło o niebo lepiej. Ostatni element to oczywiście drut anteny. Jak we wszystkich moim ostatnich modelach zrobiłem go z elastycznej linki Uschi van den Rosten Rig That Thing Fine.

Farby użyte na modelu

Lakier aluminiowy na całym samolocieALC-106 White Aluminum
a na tym
MRP-126 Super Clear Semimatt Varnish
Czerwony identyfikacyjnyMRP-025 A II KR
Kolor osłony silnika MitsubishiMRP-077 Nato Black
a na tym
MRP-125 Super Clear Semigloss Varnish
Napis fundacyjnyMRP-085 Fine Surface Primer Black
Kolor śmigła od tyłuMRP-315 Colore 10 Bruno variant S.I.A.I.
Kolor kokpitu MitsubishiMRP-023 A II 3 Green WWII Russia
Kolor osłony karteru silnikaBilmodel 171 RLM 02 Grau
Aotake-iro1 * MRP-267 Blue Clear
1 * MRP-268 Green Clear
na podkładzie
ALC-101 Aluminum

Podsumowanie

A5M4 z Wingsy Kits to jeden z najlepszych modeli, jakie kiedykolwiek robiłem. Nie jest idealny (miejscowe „schodki” 3D na detalach, toporny fotel, zbyt grube krawędzie spływu usterzenia). Ale jakość faktury powierzchni z liniami podziału i nitami to światowa czołówka. Spasowanie części jest idealne. Tutaj daję 10/10. Ostatni taki werdykt dałem Thunderboltowi z Tamiyi w 1/48.

Galeria

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •