2S7 Pion (1/48)

Zawsze mnie fascynowały takie duże armaty. Nie wiem dlaczego 🙂 . Kiedyś dawno temu zobaczyłem na FB zajawkę o „producencie” oferującym gotowy, wydrukowany model tego niesamowitego pojazdu w 1/48 i postanowiłem go sobie kupić. Nie wdając się za bardzo w szczegóły, jest to pierwszy i ostatni model jaki kupiłem z tej firmy. Podejrzewam, że nie byłem jedyny jaki miał podobne doświadczenia, bo chyba przestali oni działać jakiś czas temu…
W związku z tym, że technologia jest z XXI wieku, to wydaje się, że sama budowa powinna odbyć się bez większych problemów. Niestety, jak się temu dobrze przyjrzeć, to zaczynają wychodzić błędy: np. niektóre elementy w rzeczywistości są inne po prawej i lewej stronie a w modelu ten sam element jest po prostu zaprojektowany raz i dany dwa razy. Jak już zacząłem budować (i patrzeć na zdjęcia maszyn muzealnych na necie) to okazało się że brakuje naprawde dużej ilości części. Niektóre, bez których nie mógł bym tego modelu zbudować, musiałem sobie zaprojektować sam i wydrukować na swojej drukarce, ale w niektórych przypadkach musiałem po prostu zostawić to jak jest. Największy problem miałem z lufą. Na szczęście udało mi się ją zmusić do wyprostowania przez wsadzenie do środka metalowej rurki (bo samo nagrzewanie i prostowanie nic nie pomagało), a po odłamaniu części która miała łączyć ją z resztą modelu (celowo 🙂 ) i zastąpnieniu jej przez metalowy pręt, udało mi się wszystko połączyć w miarę permanentnie 🙂 .
Detale odwzorowane są bardzo dobrze. W większości są one naprawdę imponujące i świetnie pokazują jakie są możliwości druku 3D. Niestety, sam druk jest problemem, bo nie obędzie się przecież bez użycia podpórek. I tu okazało się że mnóstwo ich było zrobione na odwal i albo się nie dało ich odciąć bez uszkodzenia części, albo po prostu złączone były z częścią „na stałe”.
Do tego w przesyłce mnóstwo części się połamało. W większości przypadków producenci drukowanych modeli biorą pod uwagę, że „wysyłka to przygoda” i albo projektują elementy tak że są wydrukowane zmniejszając możliwość ich uszkodzenia, albo pakują je bardzo dobrze. Niestety, w tym przypadku nie było ani tak, ani tak :). Całe mnóstwo uszkodzeń było spowodowane tym, że części były po prostu wrzucone do pudełka. Przysłowiową „kroplą która złamała grzbiet wielbłąda” był fakt, że jak zasugerowałem poprawienie tego w przyszłości to dostałem odpowiedź że „to nie jest ich problem.”
Malowanie i brudzenie były w porównaniu raczej bezproblemowe. Jedyne co zajęło mi o wiele więcej czasu niż się spodziewałem, było uzyskanie odcienia zielonego o jaki mi chodziło (jaki widziałem na zdjęciach na necie z muzeum z Czeskimi oznaczeniami). W końcu udało mi się to osiągnąć przez zmieszanie Olive Drab (ANA613) i Light Ghost Gray (obydwa z MRP). Do numerka wyciąłem sobie winylowe maski, a Czeskie godło to kalka w skali 1/35 z modelu z magazynu.
Na to poszły washe z oleji Abteilung 502 zmieszane z Oil Expert Enhancing Medium z VMS. W związku z tym, że wzorowałem się na maszynie muzealnej także różne brudzenia itp ograniczyłem do absolutnego minimum.






















