Artukuły historyczne

„Paddy” Finucane – irlandzka gwiazda w RAF

602 Squadron RAF - powrót do Circusów

Brendan Finucane wrócił do służby pod koniec stycznia 1942 roku. W tym czasie dowódcą 452 dywizjonu został jego kolega i były dowódca eskadry „B” S/Ldr Keith Truscott. 26 stycznia 1942 na od dawna zasłużony odpoczynek odszedł zaś dowódca dywizjonu 602 Nowozelandczyk S/Ldr Alan C. Deere. I to na jego stanowisko awansowano wracającego z rekonwalescencji Finucana. “Paddy” został tam przyjęty z entuzjazmem. Mimo kontrowersji ze zgłaszaniem zwycięstw i problemów ze stratami pilotów podczas akcji dowodzonych przez FInucana, Irlandczyk cieszył się w skrzydle Kenley i w całym Fighter Command wyjątkową estymą.

W styczniu 1942 roku RAF nie wrócił jeszcze do prowadzenia wielkoskalowej ofensywy nad Francją. I zimowa pogoda nie dopisywała i jednostki myśliwskie lizały rany po ciężkich walkach w 1941 roku. Poza tym Brytyjczycy chcieli się lepiej przygotować do walki z okrytymi złą sławą Focke Wulfami. Pierwsza w 1942 roku operacja Circus, czyli Circus 111 została zorganizowana 11 lutego 1942. Skrzydło Kenley nie wzięło jednak w niej udziału. Nie doszło w niej zresztą do walk z Luftwaffe. 12 lutego 1942 Niemcy przeprowadzili śmiałą operację przedarcia się przez pancerniki Scharnhorst i Gneisenau, oraz ciężkiego krążownika Prinz Eugen z Brestu do Niemiec przez Kanał La Manche. Akcja ta, znana dziś jako tzw. “Channel Dash” doprowadziła do wielkich i krwawych starć Kriegsmarine, Royal Navy, a przede wszystkim Luftwaffe i RAF. Skrzydło Kenley wzięło w tym udział eskortując torpedowe Beauforty, ale sam Finucane tego dnia nie startował.

Spitfire Mk.Vb AB866 „LO-Y” z dywizjonu 602. Zwraca uwagę śmigło Rotol Jablo (RX5/14 lub RS5/24) z wczesnym krótkim kołpakiem Universal Rotol Spinner, który był stosowany wcześniej w Spitfirach Mk.II i rury wydechowe wczesnego typu z wylotami w kształcie nerki (kidney shaped exhaust).
Co ciekawe, samolot ten ma kamuflaż Day Fighter Scheme z bardzo ciemnym szarym (mixed grey), który pojawił się na wielu na maszynach przemalowywanych pośpiesznie po w okolicach 15 sierpnia 1941. Trzeba zwrócić uwagę, że przemalowanie zostało wykonane w 8 Maintenance Unit. 12 sierpnia 1941, podczas dostawy Spitira z Castle Bromwich do 8 MU, przy lądowaniu na lotnisku 8 MU w Little Rissington, w AB866 pękła opona i pilot J. G. Bergel postawił go na nosie. Naprawiano go w 8 MU aż do października 1941 i to podczas tej naprawy przemalowano go na te nietypowe kolory. Zapewne tam dodano do tylnej ramy owiewki odstające „skrzydełka”, które miały dociskać ją w locie do kadłuba.
Do 602 dywizjonu AB866 dotarł dopiero 14 października 1941. Nie nalatał się tam operacyjnie, bo zimą z 1941 na 1942 roku ofensywa RAF nad Kanałem zamarła. Już 14 stycznia 1942 Francuz Sgt Roland de la Poype lądował nim na brzuchu. Po naprawie AB866 służył między innymi w dywizjonach 315 i 317. De La Poype stał się zaś skrzydłowym Brendana Finucane, a potem wybrał się na przygodę do Związku Sowieckiego jako pilot pułku „Normandie Niemen”. Wojnę zakończył z 7 zwycięstwami indywidualnymi i 9 zespołowymi.
[Źródło: Anthony Cooper „’Paddy’ Finucane and the Legend of the Kenley Wing”, wydawnictwo Fonthill]

20 lutego 1942 nie organizowano większych operacji zaczepnych. Dywizjony 452 i 485 ze skrzydła Kenley nie wykonywały żadnych lotów bojowych. Jedynie dywizjon 602 poderwano do dwóch lotów operacyjnych. O 11:45 czterech pilotów poderwano do przechwycenia niezidentyfikowanego samolotu, ale alarm zaraz odwołano i 10 minut później Brytyjczycy wylądowali. Bardziej atrakcyjna okazała się rozpoczęta niecałą godzinę wcześniej, czyli o 10:55 akcja misja przeprowadzona przez S/Ldr Finucana i jego skrzydłowego P/O R. L. Lewisa. Choć w księdze dywizjonu zapisano, że była to misja typu “Rhubarb”, czyli lot nękający nad Francją wykonywany najczęściej w sile pary samolotów, to w raporcie Lewisa pojawia się informacja, że była to misja “Jim Crow”, czyli lot w poszukiwaniu statków lub okrętów wroga. I wydaje się to, że relacja Lewisa była bliższa prawdy.

I tak około 11:30 Finucane z Lewisem dolecieli w okolice Mardyck koło Dunkierki, gdzie dostrzegli małą łódź transportową. Zaatakowali ją, ale nie dostrzegli żadnych trafień. Zaraz potem zauważyli dwa FW 190 startujące z lotniska koło Mardyck i kierujące się w ich stronę. W ataku czołowym Finucane Spitfire “Paddiego” został trafiony, ale niemiecki pilot użył wyłącznie karabinów maszynowych. Jego pociski trafiły w skrzydła, kadłub i ogon. Uszkodzony został główny dźwigar usterzenia, a odpryski blach z trafienia w kadłub raniły Finucana.  Piloci Spitfirów zawrócili, ale byli ścigani przez Focke Wulfy w drodze powrotnej. Nad Kanałem doszło do kilku starć, w których P/O Lewis próbował ubezpieczać “Paddiego”. Jak wspominał Irlandczyk, „kokpit był zalany krwią. Dopiero gdy poczułem mdłości i zawroty głowy, zdałem sobie sprawę, że to moja krew. Wpadłem w szał. Dobra krew z Dublina nie powinna się marnować. W tym momencie wszystko zaczęło ciemnieć – nie mam pojęcia, jak udało mi się wylądować nie rozbijając się na dispersalu. Irlandzkie szczęście zatriumfowało jak nigdy”. Rany “Paddiego” nie okazały się jednak bardzo  poważne i po około dwóch tygodniach Irlandczyk wróci do służby. Po tej walce dwaj piloci zgłosili zestrzelenie jednego z FW 190 i uszkodzenie drugiego. Pewne zwycięstwo przypadło Lewisowi, a uszkodzenie Finucanowi.

Trzeba zaznaczyć, że oficjalne dokumenty Fighter Command podsumowującą tę walkę nie są spójne. Na liście zwycięstw Fighter Command pojawia się informacja, że o 11:45 Lewis zestrzelił nad Dover FW 190 i uszkodził drugiego, a potem o 11:55 powtórzył nad Dover ten sam wyczyn z zestrzeleniem jednej Foki uszkodzeniem drugiej. Nie ma za to wzmianki o sukcesie Finucana. Możliwe, że jest to jakaś pomyłka, bo w ORB dywizjonu mowa jest tylko o jednym zestrzelonym i jednym uszkodzonym FW 190 w tym dniu. W Combat Report z tej walki Lewis zgłosił tylko jednego zestrzelonego FW 190. Do Combat Reportu Finucana nie udało mi się dotrzeć. Może nie złożył go z powodu rekonwalescencji.

Spitfire Mk.Vb BL822, po utracie Spitfira AD536 przygotowano Finucanowi. Ma litery kodowe „LO-W” i zieloną koniczynkę, choć ta była namalowana w „niepoprawnym” miejscu, to jest na opancerzonym panelu chroniącym zbiornik paliwa, a nie pod wiatrochronem. „Paddy” dostał jednak w tym czasie innego Spitfira BM124, którego sprezentowali my królowa Salote i jej lud z wyspy Tonga. Była to maszyna przeznaczona osobiście dla niego, więc nie wypadało jej nie przyjąć. W rezultacie na BL822 Finucane nie latał bojowo. Wykonał na nim jedynie jeden lot testowy, prawdopodobnie już po przemalowaniu litery kodowej „W” na inną.
[Źródło: dailyecho.co.uk]

Finucane wrócił do dywizjonu 602 10 marca 1942, ale jego pierwszy lot operacyjny miał miejsce 13 marca 1942, kiedy to RAF zorganizował operację Circus 114. Trzonem wyprawy było jedenaście Douglasów Boston Mk.III, z których pięć wystawił dywizjon 88, a sześć dywizjon 107. Jeden z Bostonów z dywizjonu 88 musiał po drodze zawrócić i nad cel poleciało 10 maszyn. A celem był punkt przeładunkowy w Hazebrouck. W bezpośredniej eskorcie bombowców leciało polskie skrzydło Northolt, a górną eskortę zapewniało skrzydło Kenley. Inne skrzydła 11 Grupy wykonywały jak zwykle wymiatanie nad celem.

Bombowce zrzuciły bomby na Hazebrouck o 15:03. Niektóre z nich ulokowały się w celu, część spadła za daleko, a inne trafiły w miasteczko. Artyleria przeciwlotnicza zdołała trafić w silnik jednego z Bostonów z dywizjonu 88, ale ten kontynuował lot na drugim silniku i zdołał wrócić do bazy w Atttlebridge. Załogi widziały wiele myśliwców wroga, ale Spitfiry nie dopuściły żadnego z nich do bombowców staczając przy tym ciężkie walki.

Bombowce leciały na wysokości około 10 000 stóp, a skrzydło Kenley dużo wyżej. Na czele, na wysokości 19 000 stóp leciał dywizjon 485 prowadzony przez dowódcę skrzydła G/Cpt Francisa  V. Beamisha. Nieco z tyłu, na wysokości 20 000 stóp leciał dywizjon 452 prowadzony przez S/Ldr Keitha W. Truscotta. Na końcu i najwyżej, bo na wysokości 23 000 stóp leciał dywizjon 602 pod dowództwem “Paddiego”. W drodze powrotnej po zrzuceniu bomb przez Bostony Australijczycy z 452 dywizjonu dostrzegli Messerschmitty Bf 109 E i Bf 109F. “Bluey” Truscott poprowadził swoją czterosamolotową sekcję do ataku. Po zbliżeniu się do jednego z wrogów na odległość 300 jardów otworzył ogień, ale Niemiec wyrwał ostro w dół. Australijczyk pogonił za nim, jednak po drodze został zaatakowany przez eskadrę 12 innych Bf 109 i sam musiał ratować się ucieczką.

Około 5 mil od wybrzeża dwa FW 190 zaatakowały P/O Edwarda “Teda” Sly z „czterysta pięćdziesiątego drugiego”. Ten zdołał jednak wykręcić ku nim i ciasnym zakrętem znaleźć się w tylnej ćwiartce jednej z Fok. Po odłożeniu poprawki oddał trzy sekundową serię w kierunku jednego z FW 190. Widział jak pociski z działek trafiają w osłonę silnika wrogiego myśliwca. Niemiecka maszyna runęła pionowo w dół ciągnąc za sobą czarny dym. Sly obserwował jej lot do wysokości jakieś 300 stóp nad ziemią, a potem stracił ją z oczu, bo zaatakowały go dwa Bf 109. Po powrocie zgłosi jednak pewne zwycięstwo powietrzne.

Finucane widział, jak około 10-15 niemieckich myśliwców atakuje dywizjon 452. Nie zdecydował się na włączenie się do tej walki, a jedynie nakazał swoim pilotom z dywizjonu 602 zacieśnienie szyku i zwiększenie czujności. Obserwując akcję z góry z tyłu zaczął wyprowadzać swój dywizjon na prawą flankę, aby zajść wrogą eskadrę od strony słońca. Gdy Niemcy przerwali atak i wyrwali do zajęcia lepszej pozycji “Paddy” poprowadził swoją czerwoną sekcję do nurkowania ku wrogom. Zbliżając się rozpoznał wrogie samoloty jako Focke Wulfy FW 190. Wybrał jednego z nich i puścił się za nim w pogoń. Niemiec zauważył zagrożenie i zaczął ostro skręcać, ale nie zdołał zrzucić Finucana z ogona. Gdy “Paddy” złapał wreszcie swoją ofiarę w celownik, oddał ku niej z odległości 150 jardów dwusekundową serię z wszystkich luf. Foka wywróciła się na plecy i zanurkowała prosto ku ziemi. Finucane pogonił za nią, ale na wysokości 8 000 stóp odpuścił. Po powrocie uzna, że FW 190 musiał być zestrzelony i zgłosi pewne zwycięstwo powietrzne.

Trzeci pilot czerwonej sekcji Finucana P/O J. R. Dennehey towarzyszył dowódcy w ataku na Focke Wulfy i wziął na cel ostatniego FW 190. Oddał ku niemu jednosekundową serię, po czym wyrwał w górę w prawo. Podczas wznoszenia  dojrzał, jak jakiś Niemiec wchodzi na ogon innemu Spitfirowi. Ruszył więc z odsieczą i z tylnej ćwiartki oddał 3-4 sekundową serię. Niestety działka Spitfira odmówiły posłuszeństwa i odezwały się jedynie cztery karabiny maszynowe. Pierwsza salwa nie trafiła i Dennehey podleciał bliżej oddając drugą serię. Widział jak jego pociski lecą w kierunku ogona Foki. W tym momencie musiał jednak przerwać walkę, bo tym razem to jego zaatakował jakiś inny pilot Luftwaffe. W Kenley Dennehey zgłosi uszkodzenie FW 190.

Po powrocie do formacji 602 dywizjonu Finucane dojrzał, jak jakiś Brytyjczyk atakuje od tylnej ćwiartki Focke Wulfa. Był to P/O H. Johnstone, prowadzący drugą parę w sekcji niebieskiej, który nieco wcześniej zdołał uszkodzić jedną Fokę, a teraz gonił innego FW 190 strzelając do niego z odłożeniem dużej poprawki. Nie widział rezultatów swojej salwy, ale Finucane potwierdzi, że trafiła ona w cel. Jednak Niemiec zdołał ostro wykręcić tak, że zaczął wchodzić Johnstonowi na ogon. Wtedy do walki włączył się Finucane. Zbliżył się do ogona Focke Wulfa na odległość 150 jardów i otworzył ogień. Utrzymując się za niemiecką maszyną poprawił jeszcze dwoma kolejnymi seriami. Foka zrobiła wywrót i ciągnąc za sobą biały dym poszła w dół pod kątem około 30 stopni. Finucane zaraportuje, że wroga maszyna uderzyła w ziemię koło torów kolejowych. Od nieprzyjacielskiego myśliwca nie odpadły żadne elementy i “Paddy” stwierdzi, że pilot musiał być już zabity przez jego pociski. Po powrocie Finucanowi i Johnstonowi zaliczone będzie jedno zespołowe zwycięstwo.

Dowódca niebieskiej sekcji F/Lt Eric P. W. Bocock obserwował atak czerwonej sekcji Finucana i dostrzegł, jak jeden z Focke Wulfów zdołał zejść z linii ognia i zaczął zawracać próbując wejść na ogony Spitfirów z czerwonej sekcji. Bocock ruszył na pomoc i po chwili wykręcił ostro w prawo podążając za obserwowanym FW 190. Niemiec zaczął wykonywać uniki kręcąc ostre beczki w prawą stronę. Bocock nie odpuszczał i z odległości od 300 do 150 jardów częstował wroga krótkimi seriami. Pilot Focke Wulfa zmienił strategię i przeszedł w strome nurkowanie. Bocok pogonił za nim i z odległości 250 jardów trafił pociskami działka w kadłub uciekającej Foki. Z wrogiej maszyny wydobył się ogień i dym, a po chwili odpadła owiewka i niemiecki pilot wyskoczył ze spadochronem.

Po tej walce Bocock zorientował się że jest w powietrzu sam, więc skierował sie wprost do Anglii. Po drodze natknął się jednak na samotnego FW 190. Wróg też go dojrzał i oba samoloty poszły na starcie czołowe. Zbliżając się z ogromną prędkością Bocock wcisnął spust, czym zmusił wroga do wyrwania w prawo. Chwilę potem Niemiec próbował wejść Spitfirowi na ogon, więc Bocock wykręcił ostro w lewo i zrobił pół beczki goniąc za Focke Wulfem, który właśnie po nieudanym ataku przechodził w nurkowanie. Chwyciwszy niemieckiego myśliwca w celowniku Brytyjczyk kolejny raz nacisnął na spust. Pociski działek uderzyły w kadłub Foki, a pociski karabinów maszynowych trafiły w skrzydła. Niemiec próbował wyrwać w bok, ale wpadł prosto w kolejny strumień pocisków wystrzelony przez Bococka. Wroga maszyna runęła w dół. Bocock zaraportuje potem, że uderzyła w ziemię około 3 mile na południowy wschód od Ambleteuse. Po wylądowaniu w bazie Brytyjczyk zgłosi dwa pewne zwycięstwa.

Dowódca żółtej sekcji P/O John B. Niven poprowadził swoich pilotów do ataku za czerwoną sekcją Finucana. Tak jak Bocock, Niven dojrzał, jak jeden z FW 190 zdołał znaleźć się za trzema Spitfirami z czerwonej sekcji. Foka była w tym czasie po prawej stronie i nieco wyżej. Brytyjczyk wyrwał ostro w górę w prawo i z odłożeniem pełnej poprawki wystrzelił półtora sekundową serię w kierunku przelatującego FW 190. Niemiec wyrwał w prawo i zanurkował ciągnąc za sobą czarny dym. Niven zgłosi go jako zestrzelonego prawdopodobnie.

W sumie pilotom skrzydła Kenley zaliczono 5 – 1 – 2 zwycięstwa. Do bazy nie wrócił jeden pilot dywizjonu 602, Holender P/O E. W. Ferwerda, który został zestrzelony i trafił do niewoli. Polskie skrzydło Northolt zgłosiło 4 – 0 – 0 zwycięstw przy stracie jednego Spitfira, a skrzydło Biggin Hill 0 – 2- 1 zwycięstw przy stracie czterech Spitfirów. Przeciwnikami RAF w operacji Circus 114 był JG 26. Niemcy zgłosili w tych walkach 8 zwycięstw. Przyznają się jedynie do jednego Bf 109, który musiał lądować przymusowo po walkach z Polakami z Northolt. Zwycięstwa skrzydła Kenley i Biggin Hill nie znajdują potwierdzenia.

Operacja Circus 115, która miała miejsce 14 marca 1942, była dość nietypowa, bo jej celem był niemiecki krążownik Michel, którego wykryto w okolicy portu Le Havre. Było to nietypowy “piracki” okręt, który był przed wojną budowany w Gdańsku dla polskiej floty handlowej jak SS Bielsko. Po wybuchu wojny Kriegsmarine przejęła niedokończoną jednostkę, przekształciła go w okręt szpitalny Bonn, a w 1941 przerobiła go na piracką krypę o nazwie Schiff 28 HSK Michel. Jego zadaniem miało być udawanie zwykłego okrętu transportowego i atakowanie żeglugi alianckiej na Atlantyku. W marcu 1942 Michel próbował wydostać się z portów w Niemczech na Atlantyk i tak 14 marca dotarł w eskorcie innych okrętów do Le Havre.

Do zaatakowania Michela wysłano dostępne na miejscu okręty Royal Navy i naprędce zorganizowano ataki z powietrza. W ramach Circusa 115 krążownik miało zbombardować dwanaście Bostonów z dywizjonu 226. Bombowce wystartowały o 15:30 i skierowały się na południe. W ich osłonie leciały skrzydła 11 Grupy, między innymi skrzydło Kenley. Bostony dotarły na miejsce około 16:30, ale cel był całkowicie przesłonięty chmurami i załogi bombowców zawróciły z powrotem do Anglii. W tym czasie w powietrzu pojawiły się niemieckie myśliwce. 

Prowadzący 452 dywizjon S/Ldr Keith W. Truscott zauważył niżej po lewej dwa Focke Wulfy. Dał znak swojej czerwonej sekcji i zanurkował ku Fokom. Z odległości 150 jardów otwarł ogień do jednego z niemieckich myśliwców i trzymał wciśnięty spust przez 6-8 sekund, ale przez pomyłkę strzelał z samych karabinów maszynowych. Miał jednak trudność w utrzymaniu wrogiej maszyny w celowniku. Przelatując nad Foką widział jak wydobywa się z niej czarny dym i uderza w wody Kanału. Truscott zgłosi odniesienie pewnego zwycięstwa. W tej akcji druga para czerwonej sekcji gdzieś się zgubiła i Truscott zorientował się, że jest sam ze swoim skrzydłowym Sgt. Johnem M. Morrisonem.

I wtedy parę Spitfirów zaatakowały cztery Bf 109. Morrison oberwał w ster kierunku, ale mimo tego starał się osłaniać dowódcę. Australijczycy robili gwałtowne uniki próbując wycofać się do Anglii. W którymś z kolejnych ataków niemieckich maszyn Morrison znalazł się na wprost dwóch Messerschmittów lecących na niego. W ataku czołowym trafił drugiego z Bf 109F. Ze skrzydeł Messera wydobył się dym, ale niemiecka maszyna przemknęła pod prawym płatem Spitfira i Australijczyk stracił ją z oczu. Morrison starał się zlokalizować zaatakowanego Messerschmitta, ale nigdzie go nie dojrzał i po powrocie zgłosi prawdopodobne zwycięstwo.

Nowozelandczycy z dywizjonu 485 nie widzieli walk Australijczyków z dywizjonu 452, zlecieli nad wodę i zaatakowali z broni pokładowej sześć E-bootów. Brendan Finucane ulokował dywizjon 602 na wysokości 6 000 stóp aby zapewnić Nowozelandczykom osłonę z góry. I to był dobry ruch, bo zaraz potem piloci “sześćset drugiego” dostrzegli 2 000 stóp wyżej osiem Messerschmittów. Niemcy zaatakowali Spitfiry nurkując para po parze. Brytyjczycy skutecznie uniknęli wszystkich ataków i Messerschmitty wycofały się. W drodze powrotnej Finucane dostrzegł jak dwaj inni piloci dywizjonu atakują samotnego Ju 88. Byli to P/O J. R. Dennehey i Sgt Paul F. Green. Finucane dołączył do nich i w trójkę próbowali zestrzelić niemieckiego bombowca. Ten uciekał jednak tak szybko, że Brytyjczycy nie byli w stanie dojść do niego i próbowali go trafić z dużej odległości. Wystrzelali w ten sposób całą amunicję. Według Finucana lewy silnik bombowca stanął w płomieniach, ale Junkersowi udało się oddalić. Całą trójka zgłosi w Kenley prawdopodobne zwycięstwo zespołowe.

Ani RAF, ani Royal Navy nie zdołały zatrzymać Michela. Nie powiodły się również ataki wykonane dzień później. Michel wypłynie na Atlantyk i w ciągu najbliższego roku zatopi aż 15 alianckich statków. Jego los będzie przypieczętowany dopiero 17 października 1943, kiedy to zapuści się aż do wybrzeży Japonii i tam zostanie zatopiony przez amerykański okręt podwodny USS Tarpon.

Tymczasem w ostatnim tygodniu 1942 roku w skrzydle Kenley dokonała się zmiana. Od ponad pół roku w składzie skrzydła działały australijski dywizjon 452, nowozelandzki 485 i brytyjski 602. Jednak 23 marca dywizjon 452 został podmieniony na inny australijski dywizjon 457, który jak dotąd stacjonował na lotnisku Andreas na wyspie Isle of Man na Morzu Irlandzkim pomiędzy Brytanią, a Irlandią. “Czterysta pięćdziesiąty siódmy” utworzono jeszcze w czerwcu 1941, ale jak dotąd nie brał on udziału w walkach i jego piloci nie mieli żadnego doświadczenia bojowego. “Czterysta pięćdziesiąty drugi” odleciał zaś na Isle of Man na odpoczynek.

26 marca 1942 samoloty rozpoznawcze wykryły, że w dokach Le Havre zacumowały dwa statki transportowe. Oczywiście od razu zaplanowano ich zbombardowanie. W tym celu zorganizowano ad hoc operację, do której poderwano 24 Bostony z 2 Grupy bombowej RAF. Było to 12 maszyn z dywizjonu 88 i 12 z dywizjonu 107. Celem bombowców były nie tylko statki, ale i same doki. Jako wsparcie do asysty bombowców wysłano skrzydła Kenley (dywizjony 457, 485 i 602) i Tangmere (dywizjony 41 i 129) z 11 Grupy myśliwskiej. Skrzydło Kenley miało zapewniać Bostonom bezpośrednią eskortę. W dzienniku operacyjnym dywizjonu 602 zapamiętano tę operację jako Circus 116A, ale w innych księgach operacyjnych widnieje bardziej poprawne określenie Ramrod, a konkretnie Ramrod 17. W Circusach bombardowany cel był jedynie pretekstem do zwarcia się w powietrzu z myśliwcami Luftwaffe. Ramrod to operacja, której głównym celem było właśnie zbombardowanie konkretnego obiektu, czyli teraz Le Havre.

Bombowce dotarły nad cel bez problemu, ale tam przywitał je wyjątkowo silny i celny ogień artylerii przeciwlotniczej. Jeden z Bostonów z dywizjonu 88 został zestrzelony, a dwa inne z dywizjonów 88 i 107 tak mocno uszkodzone, że będą musiały lądować przymusowo w drodze powrotnej, na szczęście już w Anglii. Wiele innych Bostonów, w tym wszystkie z dywizjonu 88, będą mniej lub bardziej postrzelane. Zdjęcia rozpoznawcze pokażą jednak, że statki zostały trafione przynajmniej trzy razy, a i infrastruktura portowa ucierpiała w rezultacie tego nalotu.

Myśliwce eskorty musiały interweniować wielokrotnie. Dowódca dywizjonu 41 skrzydła Tangmere Południowoafrykańczyk S/Ldr Petrus H. Hugo zestrzelił w walkach jednego Bf 109.

Skrzydło Kenley było dowodzone w powietrzu przez G/Cpt Francisa V. Beamisha, który leciał na czele dywizjonu 485 na wysokości 10 000 – 12 000 stóp. Tuż przed Le Havre Beamish dostał przez radio meldunek, że niżej bo na wysokości 6 000 stóp leci eskadra około 12 Messerschmittów Bf 109, a wyżej nad skrzydłem Kenley czają się dwa lub trzy Focke Wulfy. Możliwe, że była to typowa zasadzka z przynętą. Piloci RAF nie dali się sprowokować, ale sekcja FW 190 zaatakowała i tak. Beamish wykręcił ku nim i zbliżywszy się do jednej z Fok wystrzelił ku niej trzysekundową serię. Wroga maszyna zadymiła, ale Beamish musiał ją odpuścić, bo zagrażać mu zaczął jakiś Bf 109, który pojawił się nie wiadomo skąd. Mimo, że Beamish stracił Focke Wulfa z oczu, P/O Gibbs z dywizjonu 485 potwierdził, że niemiecki samolot eksplodował i G/Cdr Beamish zgłosi po powrocie pewne zwycięstwo.

Wykręciwszy ku atakującemu Messerschmittowi Beamish złapał go w celowniku i po oddaniu salwy zaobserwował jak Messer wypuszcza strugi białego i niebieskiego dymu. Niemiec runął pionowo w dół. Beamish poszedł za nim w dół i nurkował aż do wysokości 200 stóp, ale wtedy W/Cdr Robert F. Boyd ostrzegł go przed innym Niemcem próbującym wejść mu na ogon. Beamish wyciągnął więc w górę. Jednak i w tym przypadku P/O Gibbs potwierdził, że pilot atakowanego przez Beamisha Messerschmitta musiał być martwy, gdyż dalej nurkował niknąc mu z oczu na wysokości poniżej 200 stóp koło klifów Le Havre. Na tej podstawie Beamish zgłosi drugie pewne zwycięstwo odniesione w tym locie.

Sekcję niebieską dywizjonu 485 prowadził w tym dniu dowódca eskadry „B” F/Lt William V. Crawford-Compton. Po zbombardowaniu celu przez bombowce, ledwie 1 milę od Le Havre, Crawford-Compton wzbił się 2000 stóp wyżej wraz z własną niebieską sekcją, żeby rozejrzeć się po okolicy. Z góry zobaczył, jak niżej przed nim lecą dwa Bf 109E. Nowozelandczyk zanurkował ku nim i oddał ku pierwszemu czterosekundową serię. Niemiecka maszyna buchnęłą czarnym dymem, runęła w prawo w dół i zwaliła się w wodę jakieś 200 – 300 jardów na wschód od brzegów Le Havre. Zostało to potwierdzone przez pozostałych pilotów sekcji Crawford-Comptona i na tej podstawie dowódca zgłosi pewne zwycięstwo powietrzne. W tym jednak momencie dwa inne Messerschmitty zaatakowały niebieską sekcję od tyłu zmuszając “niebieskiego 3” i “niebieskiego 4” do uniku i wyrwania w bok. Crawford-Compton wzniósł się w górę wraz ze swoim skrzydłowym P/O Evanem D. Mackie. Zaraz potem obaj zanurkowali ku innym dostrzeżonym Messerschmittom. Nie udało im się jednak uchwycić żadnego w celownikach. Zamiast tego zaatakował ich kolejny Niemiec. Ostrzeżony przez Mackiego Crawford-Compton skręcił ostro w lewo, a Mackie ruszył do ataku czołowego na Bf 109. W tym czasie dowódca wszedł temu Messerowi na ogon i tym samem Nowozelandczycy wzięli wrogą maszynę w dwa ognie. Wszystkie trzy samoloty, dwa Spitfiry i Messerschmitt, zaczęły strzelać niemal równocześnie. Bf 109 zadymił na biało i zwalił się w dół. Ani Crawford-Compton, ani Mackie nie śledzili do końca losów swojej ofiary, ale obaj zgłoszą pewne zwycięstwo zespołowe.

Jednym z pilotów drugiej pary, która musiała wyrwać spod ataku Messerschmittów, a konkretnie “niebieskim 4” był Sgt Irvine P. J. “Mick” Maskill. To on zaalarmował prowadzącego o zagrożeniu i ostro podciągnął w lewą stronę próbując zarazem wejść na ogon dwójce prześladowców. Nie udało mu się to i odpuścił atak, bo na wprost dojrzał innego Bf 109 lecącego w odległości 200 jardów od niego. Maskill wystrzelił ku niemu półtorasekundową serię, ale spudłował. Jego uwagę przyciągnął jednak jeszcze inny Messerschmitt, który wszedł na ogon jakiejś sekcji trzech Spitfirów i właśnie otwierał ogień. “Mick” popędził na odsiecz i wygarnął do Messera długą serię wystrzeliwując wszystkie pociski działek. Wrogi samolot zrobił unik w bok, ale Maskill nie odpuścił i wystrzelił ku niemu serię z samych karabinów maszynowych. Messerschmitt przeszedł w strome nurkowanie dymiąc na niebiesko, a zaraz potem buchnął płomieniem, co potwierdzili piloci różowej sekcji, którą “Mick” uratował. Maskill zgłosi po powrocie pewne zwycięstwo.

5 mil od Le Havre dowódca australijskiego dywizjonu 457 skrzydła Kenley S/Ldr Peter M. Brothers usłyszał przez radio, jak któryś z pilotów dojrzał na godzinie 3, na tle słońca, jakieś niemieckie maszyny. Kiedy Brothers ku nim skręcał jeden z australijskich Spitfirów już spadał dymiąc. Był to samolot P/O Briana J. Halse, który został zestrzelony i nie przeżył. Brothers zaś po skręcie wpadł wprost na Messera, który nurkował od strony słońca. Niemiecki pilot dostrzegł Spitfira Brothersa i wyciągnął w górę. Południowoafrykańczyk też pociągnął za drążek sterowy i wszedł na ogon lecącego do góry Messerschmitta. Gdy uchwycił go w celowniku oddał z dystansu 200 jardów sześciosekundową serię. Z wrogiej maszyny posypały się kawałki blach, a zaraz potem odłamała się połówka prawego skrzydła. Messer wywrócił się na plecy i runął w dół ku wodom Kanału. Brothers zgłosi pewne zwycięstwo powietrzne. Było to pierwsze zestrzelenie zaliczone dywizjonowi 457. Oprócz Briana Halse do bazy nie wrócił też Sgt. Stuart W. Reilly, ale on zdołał wyskoczyć ze spadochronem i został wyłowiony przez kuter ratunkowy.

Dywizjon 602 prowadził osobiście Brendan Finucane lecąc na czele czerwonej sekcji. Jeszcze przed osiągnięciem celu przez Bostony “Paddy” widział powyżej dziesięć do piętnastu niemieckich myśliwców, które leciały w luźnej formacji w parach i pojedynczo. Nie atakowały, więc Irlandczyk nie chciał opuszczać eskortowanych bombowców. Po zrzuceniu przez nich bomb dywizjon 602 dalej trzymał się blisko podopiecznych. Jednak Niemcy zaczęli działać agresywniej. Dwa FW 190 zaczęły zbliżać się do Spitfirów wyraźnie szykując się do ataku od tyłu na jedną z sekcji. Finucane zawrócił ku nim z P/O J. R. Denneheyem i obaj zaatakowali zauważone Focke Wulfy. “Paddy” oddał ku jednej z nich krótką, jednosekundową serię, ale jak to określił “bardziej w nadziei, niż w złości”. Druga, dwusekundowa seria była już bardziej przymierzona. Z silnika Foki buchnął kłąb czarnego dymu i wroga maszyna runęła w dół ku wodom Kanału. Finucane rozejrzał się i dostrzegł wyżej trzy inne samoloty, więc przerwał walkę i wyrwał w bok. Jednak Dennehey złoży później raport, w którym potwierdzi że ostrzelana przez Finucana niemiecka maszyna wpadła do Kanału wywołując fontannę wody i na tej podstawie “Paddy” zgłosi pewne zwycięstwo.

Pilot żółtej sekcji P/O Albert M. Charlesworth podczas manewrów nad Le Havre zgubił prowadzącego i dołączył do sekcji czerwonej. Razem z nią próbował odpierać ataki Messerschmittów. Jedna z niemieckich maszyn podchodziła do dywizjonu z dołu i wzleciawszy wyżej wytraciła prędkość, zrobiła zwrot, po którym ruszyła na czerwoną sekcję od czoła. Brytyjczyk wziął ją na cel i z odległości 500 jardów zaczął strzelać trzymając spust dwie sekundy. W tym czasie zbliżył się do Messera na odległość 300 jardów. Charlesworth nie widział efektów oddanej serii, ale Finucane potwierdzi potem, że z Messerschmitta wydobył się biały dym. Charlesworthowi zostanie zaliczone uszkodzenie Bf 109E.

Nad Le Havre piloci RAF walczyli z myśliwcami z I/JG 2 i 4/JFS 5. Niemcy przyznają się do straty dwóch maszyn. Jedna miała zostać zestrzelona najprawdopodobniej przez dywizjon 485 i jej pilot zginął, a druga miała zostać trafiona przez własną obronę przeciwlotniczą i jej pilot ratował się skokiem ze spadochronem.

A to już osobisty samolot Finucana BM124 „LO-W” „Queen of Salote”. Sesja zdjęciowa magazynu LIFE wykonana była zaraz po dostawie, kiedy samolot był już przemalowany na nietypowy, być może morski kamuflaż, ale jeszcze przed naniesieniem godła dywizjonu 602 i koniczynki. Dlatego trudno po tym zdjęciu jednoznacznie stwierdzić, czy potem nie pojawiły się one i po prawej stronie.
BM124 był najdłużej i najbardziej intensywnie wykorzystywanym samolotem w karierze Finucana. Logbook i księgi operacyjne dywizjonu wskazują, że wykonał na nim co najmniej 102 loty w okresie od 23 marca 1942 do 18 czerwca 1942. Zgłosił na nim 3 – 4 – 4 zwycięstwa.
[Źródło: www.flying-tigers.co.uk]

W sobotę 28 marca 1942 o 17:00 skrzydło Kenley wystartowało do wymiatania nad obszarem od przylądka Gris-Nez do Gravelines. Na czele formacji Spitfirów, na wysokości 18 000 stóp leciał nowozelandzki dywizjon 485 prowadzony w powietrzu przez dowódcę bazy Kenley Irlandczyka G/Cpt Francis V. Beamisha. Za nim nieco wyżej, bo na wysokości 19 000 stóp podążali Australijczycy z dywizjonu 457 ze S/Ldr Peterem M. Brothersem na czele. Na końcu, na wysokości 20 000 stóp osłaniał formację prowadzony przez S/Ldr Brendana E. F. Finucana dywizjon 602.

Skrzydło Kenley miało kontynuować wymiatanie prowadzone wcześniej przez skrzydło Hornchurch (dywizjony 64, czechosłowacki 313 i kanadyjski 411). Odstęp czasowy między tymi akcjami był niewielki i zbliżywszy się do wybrzeża Francji piloci z Kenley dojrzeli przed sobą niżej powracającą w nieładzie na wysokości 15 000 stóp wyprawę z Hornchurch. Co ciekawe z jakichś powodów piloci z Kenley byli cały czas przekonani, że mijają się ze skrzydłem Biggin Hill i tak to nawet zapisali w księgach operacyjnych. Skutkiem wysłania skrzydła za skrzydłem w to samo miejsce było to, że Niemcy byli już wcześniej zaalarmowani i między skrzydłem Kenley, a wracającym Hornchurch w powietrzu kręciło się już 40 do 50 rozgrzanych walką myśliwców z JG 26.

Nieopodal przylądka Gris Nez G/Cpt Beamish dojrzał niżej po lewej dwa Focke Wulfy i ostro wykręcił w tę stronę dając jednocześnie do ataku całemu dywizjonowi. Prowadzący drugą parę w czerwonej sekcji G/Cpt Beamisha F/Lt Reginald J. C. Grant podążył ze swoim skrzydłowym za dowódcą. Niemcy zorientowali się w sytuacji i uciekli spod kosy ostro nurkując. Po chwili krążenia nad Calais Grant dostrzegł, jak jakiś FW 190 próbuje zaatakować ich sekcję biorąc na cel samolot dowódcy. Jego nadajnik radiowy nie działał od startu i nie miał jak ostrzec Beamisha. Nowozelandczyk ściągnął więc manetkę gazu i znalazł się za Niemcem. Ponownie dał gazu i zaatakował Fokę od spodu. Kiedy wrogi myśliwiec zaczął strzelać do dowódcy Grant odpalił ku niemu z 50 jardów dwusekundową serię. Pociski trafiły w kadłub i skrzydło odrywając lewą lotkę Foki. Niemiecki myśliwiec poszedł w dół z dziurą w skrzydle i sinym dymem za ogonem.

Gdy Grant rozejrzał się wokół dostrzegł, że Spitfire Beamisha został w tym starciu trafiony. Dowódca obniżył trochę nos, skręcił ku wodom Kanału i najwyraźniej postanowił jakoś dolecieć do Anglii. Grant postanowił go osłaniać. Uplasował swojego Spitfira nieco wyżej i nad nim, po czym zaczął kręcić ósemki podążając za Beamishem na północny zachód. Po pewnym czasie Grant dojrzał innego Focke Wulfa, który podchodził do ataku na uszkodzony samolot dowódcy. Niemiec nie zauważył lecącego wyżej Spitfira i dał się zajść od lewej tylnej ćwiartki. Grant podleciał na odległość 150 jardów i wystrzelił ku niemu ostatnie pociski z działka. Foka zadrżała, przez chwilę trzymała pierwotny kurs, po czym nagle eksplodowała. Nowozelandczyk rozejrzał się, czy wokół nie ma innych samolotów wroga i wrócił do dymiącego już Spitfira dowódcy. Ten jednak zniknął w warstwie chmur na wysokości 12 000 stóp. Gdy Grant przeleciał przez nie dojrzał Spitfira lecącego na północny zachód. Był przekonany, że to “Czerwony 1”, ale szybko okazało się, że to maszyna z innego dywizjonu. G/Cpt Beamish gdzieś zniknął, więc Grant wrócił do bazy, gdzie zgłosi dwa pewne zwycięstwa, które jednak zostaną zweryfikowane na jedno pewne i jedno prawdopodobne zestrzelenie. Jak się potem okazało Francis Beamish nigdy do Anglii nie doleciał. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało.

Skrzydłowy Granta, czyli “Czerwony 4” F/Sgt John R. Liken ruszył za prowadzącym do nieudanego ataku na parę FW 190 i potem asystował w jego ataku na Focke Wulfa, który wziął na cel Spitfira G/Cpt Beamisha. Kiedy niemiecka maszyna trafiła w samolot dowódcy bazy Kenley, a potem sama runęła ciągnąc siny dym, Liken dojrzał jak z tyłu zaczął się do nich skradać inny FW 190. Zawrócił gwałtownie przez lewe skrzydło i zaatakował napastnika od czoła. Nie trafił, bo przeciwnik zrobił unik i poszedł w bok. Po kolejnym zwrocie w lewo Liken wpadł jednak na Fokę ścigającą innego Spitfira. Z odległości 300 jardów puścił za nią serię. Widział pociski trafiające do celu, ale niemiecki pilot przytomnie zanurkował w chmury. Liken zgłosi uszkodzenie FW 190.

Gdy G/Cpt Beamish dał sygnał do ataku na lecącą nieco niżej sekcję FW 190 i sam skręcił gwałtownie w lewo  biorąc na cel dwa FW 190, prowadzący inną, prawdopodobnie żółtą sekcję w dywizjonie 485 dowódca skrzydła Kenley Szkot W/Cdr Robert F. Boyd dojrzał dopiero kogo w ogóle atakują. Beamish był dowódcą bazy Kenley, a Boyd dowódcą skrzydła Kenley. Często latali w misjach obaj powodując, że dywizjon przez nich prowadzony był „nasycony kadrą zarządzającą” . Jak to wyżej opisano atak okazał się nieudany, bo Niemcy sprawnie uciekli w nurkowanie. Co gorsza sekcja Boyda rozpadła się na dwie pary i Boyda ze skrzydłowym stracili kontakt radiowy i wzrokowy z resztą skrzydła. W takiej sytuacji Boyd zdecydował, że trzeba wracać do Anglii. Zaraz potem Boyd dojrzał jednak, że na wprost nich wznosi się jakaś inna para Focke Wulfów. Niemcy lecieli dokładnie pod kątem prostym do Spitfirów, więc Boyd odłożył  pełną poprawkę i odpalił sekundową, maksymalnie półtorasekundową serię ku jednemu z wrogich myśliwców. Widział jak Foka przelatuje przez rój smugowych pocisków, ale nie widział, żeby któraś z kul trafiła. Jednak Niemiec dość niefortunnie skręcił tak, że wystawił ogon swojego samolotu do strzału. Szkot poprawił więc dwusekundową serią z karabinów maszynowych, a potem zbliżywszy się na 250 jardów oddał półtorasekundową serię z wszystkich luf. Tym razem widział, jak pociski trafiają Fokę od osłony silnika po ogon. Wrogi samolot buchnął białym i czarnym dymem, po czym przeszedł w pionowe nurkowanie wpadając w chmury. Boyd uznał, że poszukiwanie go nie będzie dobrym pomysłem i znowu skierował się ze swoim skrzydłowym do Anglii. Tam zgłosi jedno prawdopodobne zwycięstwo nad FW 190.

Pilot prowadzący drugą parę w żółtej sekcji Sgt John D. Rae nie utrzymał szyku za za Boydem, bo podczas ataku dowódcy na dwie Foki dostrzegł w pobliżu innego Focke Wulfa, który był niżej, ale wznosił się. Nowozelandczyk wyrwał ze swoim skrzydłowym w jego stronę. I jemu pierwszy atak się nie udał. Niemiec zrobił unik i kontynuował wznoszenie. Rae jednak nie odpuścił, zawrócił i zaczął wznosić się za Focke Wulfem. Pierwszą serię oddał z 400 jardów, drugą, długą, trwającą 6 – 7 sekund z 200 jardów. Wrogi samolot przewrócił się na plecy i z białym dymem za ogonem zanurkował ku warstwie chmur unoszącej się na wysokości około 7 000 stóp. Rae poleciał za nim. Niemiec w pewnym momencie podciągnął w górę i zwalił się w korkociąg. Nowozelandczyk stracił z nim kontakt wzrokowy, gdy spadał jakieś 3 000 stóp nad lasami poniżej.

Chwilę potem Rae wraz ze skrzydłowym, który cały czas dotrzymywał mu kroku, dojrzeli 2 mile przed sobą innego niemieckiego myśliwca lecącego w głąb lądu na tej samej mniej więcej wysokości, co oni. Wróg leciał dość wolno i dodawszy gazu szybko go dogonili. Rae wystrzelił ku niemu 2.5 sekundową serię, ale Niemiec zanurkował ku ziemi i Nowozelandczycy stracili go z oczu na tle ciemnego lasu. Po walkach i pościgach znaleźli się jakieś 25 mil od wybrzeża i doszli do wniosku, że nie ma co dalej ryzykować. Zawrócili więc ku Kanałowi, ale to jednak nie był jeszcze dla nich koniec wrażeń. Po drodze Rae zauważył nieco wyżej innego FW 190, który leciał tuż pod podstawą chmur nie widząc najwyraźniej pary Spitfirów. Nowozelandczyk rozpoczął strome wznoszenie, żeby zaatakować go od spodu, ale w ostatnich chwili dostrzegł, że po lewej leci kolejny Focke Wulf, który właśnie zabiera się za wejście na ogon jego skrzydłowemu. Rae zrobił gwałtowny zwrot ku tej drugiej Foce i Niemiec odpuścił atak rozpoczynając ucieczkę. Obaj Nowozelandczycy pogonili za nim, ale zaraz wpadli na pięć innych Focke Wulfów lecący ku nim z przeciwka. Nieco spanikowany Rae nakazał skrzydłowemu zanurkować tuż nad ziemię. Dowódca niemieckiej sekcji zdołał się jednak uplasować za “Żółtym 4”. Rae ruszył ku Foce i zaatakował ją od czoła lecąc na wysokości ledwie 50 stóp. Nowozelandczyk nie miał już amunicji w działkach i ostrzelał wroga samymi karabinami maszynowymi. Niemiec zrobił gwałtowny unik, ale w sekundzie walnął w ziemię zamieniając się w kulę ognia. Rae stwierdzi potem, że wrogi pilot prawdopodobnie rozbił się robiąc zbyt gwałtowny manewr, bo kule samych karabinów maszynowych raczej nie mogły spowodować upadku Foki. Po powrocie Rae zgłosi dwa pewne zwycięstwa, ale zostanie to skorygowane do jednego pewnego zwycięstwa i jednego uszkodzenia.

Niebieską sekcję dywizjonu 485 prowadził dowódca eskadry „B” F/Lt William V. Crawford-Compton. Gdy dywizjon wleciał w obszar, w którym oczekiwały niemieckie myśliwce, Crawford-Compton zwrócił uwagę na trzy FW 190, które zbliżały się do nich z tyłu z lewej. Nowozelandczyk dał znak i cała niebieska sekcja zawróciła w ich stronę. Crawford-Compton skupił się na Foce lecącej po lewej stronie formacji, która zaczęła skręcać w bok. Gdy doleciał do niej na odległość 50 jardów, puścił trzysekundową serię. Kule trafiły w kadłub i skrzydła Foki, a wroga maszyna zadymiła i runęła w dół. Nowozelandczyk gonił za nią z wysokości 17 000 stóp aż do 2 000 stóp. W końcu wyrwał w bok i zatoczył koło. Gdy odnalazł wrogą maszynę, ta już dopalała się na ziemi. Jego atak i zwycięstwo potwierdzili P/O Baker i F/O Pattison. Akcję nagrał też fotokarabin w Spitfire Crawforda-Comptona. Po powrocie zgłosi więc pewne zestrzelenie FW 190.

Skrzydłowy Crawford-Comptona P/O John J. Palmer utrzymał się w szyku, gdy prowadzący zawrócił ku trzem Fokom za nimi. Ubezpieczając dowódcę podczas jego ataku na maszynę lecącą po lewej stronie dostrzegł, jak inny FW 190 zaczyna wchodzić Crawfordowi-Comptonowi na ogon. Reakcja Palmera była natychmiastowa. Podleciał do napastnika na odległość 50 – 100 jardów i wystrzelił ku niemu dwusekundową serię. Pociski uderzyły w kadłub Foki i Niemiec wyrwał w bok. Podczas tej akcji Palmer stracił z oka prowadzącego i po chwili rozglądania się dołączył do innych blisko lecących Spitfirów. Lecąc z nimi dojrzał na wprost lecącego ku nim Focke Wulfa. Wroga maszyna była jakieś 400 jardów przed nim. Nowozelandczyk zdecydował się na atak czołowy, ale Niemiec skręcił w swoją prawą stronę. Prawdę mówiąc ułatwiło to życie Palmerowi, który skręcił i zaraz znalazł się w tylnej ćwiartce przeciwnika. Kilka krótkich serii dosięgnęło Focke Wulfa. Niemiecki myśliwiec przewrócił się na plecy i runął w dół w korkociągu ciągnąc szary dym. Palmer zgłosi prawdopodobne zwycięstwo nad FW 190.

Gdy formacja skrzydła Kenley wleciała nad Francję nad przylądkiem Gris Nez, dowódca eskadry „A” w dywizjonie 457 F/Lt Harold L. North ujrzał Focke Wulfa, który nurkuje na innego Spitfira. North wykręcił swoją maszyną tak, że uplasował się na ogonie Foki, ale niemiecki pilot zauważył jego manewr, podciągnął ostro w górę i zrobił beczkę uciekając z pola walki. North skierował się więc ku innej Foce i tę udało mu się trafić. Ze spodu myśliwca Luftwaffe coś się oderwało, wróg wywrócił się wolno na plecy i przeszedł w nurkowanie. Australijczyk nie kontynuował pościgu i w Kenley zgłosi uszkodzenie FW 190, ale wydaje się, że później, po paru tygodniach, zostanie to zakwalifikowane z jakichś powodów jako pewne zwycięstwo.

W tym czasie dowódca niebieskiej sekcji “czterysta pięćdziesiątego siódmego” Raymond H. C. Sly, który leciał nad Cap Gris Nez na wysokości 12 000 stóp, zauważył 500 stóp wyżej dwa Focke Wulfy. Niemcy chyba nie widzieli sekcji Raymonda Sly, bo lecieli w sobie znanym kierunku nabierając wysokości. Sly podciągnął Spitfira i skierował się za za parą Fok. Pilot pierwszej z nich wykręcił pół beczki i zanurkował, podczas gdy jego skrzydłowy kontynuował wznoszenie. Australijczyk zbliżył się do tego drugiego FW 190 i strzelił jednosekundową salwą w kierunku jego ogona. Nie trafił, ale zaalarmował Niemca, który wywrócił się na plecy i poszedł w dół. Sly pogonił za nim upewniając się co chwila, czy nie ma innych niemieckich myśliwców na ogonie. Na wysokości 6 000 stóp Foka i Spitfire wpadły w chmurę kontynuując nurkowanie. 1 000 stóp niżej myśliwce wypadły z chmury i Niemiec podciągnął swoją maszynę w górę. Sly zareagował błyskawicznie, pociągnął za drążek sterowy zacieśniając manewr tak, że znalazł się za Foką w odległości 150 stóp. Nacisnął ponownie na spust i wypuścił czterosekundową serię z wszystkich luf. Widział jak kule trafiają Focke Wulfa w lewe skrzydło, a w okolicach kokpitu coś rozbłysło na pomarańczowo. Z niemieckiego myśliwca posypały się kawałki blach. Foka zwaliła się na bok i w niekontrolowany sposób zaczęła spadać płonąc. Sly widział ją ostatni raz, jak spadała na wysokości około 2 000 stóp. Wtedy jednak dojrzał jakiegoś Bf 109, więc porzucił swoją ofiarę kierując Spitfira ku Messerowi. Wystrzelił ku niemu z samych karabinów maszynowych, ale nie zaobserwował trafień. Australijczyk miał końcówkę amunicji, stracił kontakt z własnym dywizjonem i nie pozostawało mu nic innego, jak wrócić do bazy. Po drodze widział jeszcze, jak jakiś inny Spitfire wraca do Anglii ciągnąc za sobą strugę glikolu. W bazie zgłosi pewne zwycięstwo nad FW 190.

Między przylądkiem Gris Nez, a Calais dowódca dywizjonu 457 dał rozkaz rozpierzchnięcie się w uniku przed atakiem wrogów. Skrzydłowy Kennetha Jamesa P/O George G. Russell wyrwał w prawo wznosząc się i wtedy dojrzał nieco niżej dwa Focke Wulfy, z których jeden przechodził w nurkowanie. Będąc bardzo blisko wrogów Russell spróbował uchwycić jednego z wrogich myśliwców w celowniku i puścił ku niemu serię. Nie dojrzał żadnego efektu tego ataku i skręcił ku sześciu Spitfirom krążącym niżej na wysokości 17 000 stóp. Zaraz potem dostrzegł samotnego, nurkującego ku nim FW 190. Australijczyk znajdował się za nim, jakieś 500 jardów od niego i korzystając z przewagi położenia ruszył kolegom na odsiecz. Gdy zbliżył się na 400 stóp od Niemca zaczął strzelać i przestał wciskać spust gdy był już 200 jardów od wroga. Foka runęła w dół i wyglądała jakby była pozbawiona kontroli. Russell goniąc ją obserwował ją jak spadała jakieś 5 000 stóp, po czym zniknęła mu z oczu w zamglonym powietrzu. Australijczyk zgłosi prawdopodobne zwycięstwo nad FW 190.

P/O Kenneth E. James leciał w żółtej sekcji, jako prowadzący drugą parę. Około 5 mil na południowy wschód od Calais dojrzał 2 000 stóp niżej dwa FW 190 i zanurkował ku drugiemu z nich. Z odległości około 200 jardów oddał trzysekundową serię, po czym wyrwał wznoszeniem w prawo. Po powrocie dowie się z relacji Brendana Finucane, że jego seria najwyraźniej trafiła, wroga maszyna, którą “Paddy” rozpoznał zresztą jako Bf 109, została dobita przez Irlandczyka.

Gdy James zobaczył niżej dwa Focke Wulfy, skrzydłowy prowadzącego żółtą sekcję Sgt William H. Wright dostrzegł ich znacznie więcej. Doliczył się dwunastu FW 190. Korzystając z przewagi wysokości zaatakował jednego z nich i po czterosekundowej serii wroga maszyna wypuściła z silnika biały dym. Niemiec zanurkował ostro w dół. Wright był przekonany, że zestrzelił niemiecką maszynę i wyrwał w górę. W samą porę, bo jego Spitfire został właśnie zaatakowany przez jakiegoś innego myśliwca. Jeden z pocisków zranił Australijczyka w kolano, ale Niemiec nie kontynuował ataku i Wright mógł wrócić do Anglii lądując na własnym lotnisku. Finalnie Wright zgłosi jedynie uszkodzenie FW 190.

Dywizjon 457 okupił jednak odniesione sukcesy stratą dwóch Spitfirów. Australijczycy Sgt David I. Bloomfield i Sgt James G. Edwards zginęli. Spitfire Sgt S. Reilliego został poważnie postrzelany i pilot musiał lądować przymusowo w hrabstwie Kent. Równie mocno uszkodzony został Spitfire Sgt. Williama Wrigtha, który został ciężko ranny, ale jednak zdołał wylądować w bazie.

Brendan Finucane prowadził dywizjon 602. Już nad Francją, między Gris-Nez, a Gravelines Irlandczyk dojrzał poniżej około 30 niemieckich maszyn. Wybrawszy pięciosamolotową sekcję z eskadry 12 wrogich samolotów skierował cały dywizjon do ataku. Sam skupił się na jednym z Bf 109 i wszedł mu na ogon. Z odległości 200 jardów odpalił salwę, która trafiła w lewe skrzydło i silnik. Z płatowca oderwały się kawały blach, a z silnika buchnął ogień. Messer wywrócił się na plecy i wpadł w korkociąg. Inny pilot czerwonej sekcji Finucana F/Sgt J. Garden widział, jak trafiony samolot spadał w korkociągu aż do wysokości 1 000 stóp. Poza Finucanem cała reszta dywizjonu raportowała potem jednak, że atakowane pięć samolotów to Focke Wulfy, a nie Messerschmitty.

Po walce “Paddy” rozkazał dywizjonowi powrót na wysokość 20 000 stóp. Na górze Finucane dostrzegł sekcję czterech FW 190, a za nią kolejną sekcję trzech FW 190, które nurkowały od strony słońca. Niemieckie maszyny nie leciały w kierunku dywizjonu 602, więc Irlandczyk poczekał spokojnie, aż znajdą się poniżej nich. Po chwili to Brytyjczycy znaleźli się za Fokami od strony słońca i Finucane dał rozkaz do ataku. Wybrany przez “Paddiego” FW 190 zaczął skręcać w prawo, przez co Spitfire zaczął go szybko doganiać. Finucane też zaczął skręcać w prawo i odkładając poprawkę strzelił najpierw z karabinów maszynowych, a potem z działek. Pociski uderzyły w prawe skrzydło. Niemiecki pilot ściągnął drążek i zaczął wznosić się pionowo w górę wytracając prędkość. Finucane oddał jeszcze jedną serię, która porwała usterzenie Focke Wulfa, po czym wroga maszyna zwaliła się w dół. “Paddy” zrobił ostry skręt w lewo obserwując wroga i śledząc jego spadanie przez jakieś 5 000 stóp. Foka zaczęła kręcić się w korkociągu, a za nią puścił się biały dym. Irlandczyk pomyślał, że to pewnie smuga kondensacyjna, ale po chwili zreflektował się, że Niemiec był już zbyt nisko, żeby za jego samolotem zachodziła kondensacja pary.

Finucane musiał przerwać kontemplacje nad trafionym FW 190, bo od lewej strony zaczął zbliżać się jakiś Messerschmitt Bf 109. “Paddy” wykręcił tak, żeby uchwycić Messera w celowniku i z odległości 200 jardów nacisnął na chwilę na spust. Kątem oka zauważył, że do tego samego wrogiego myśliwca strzela jakiś inny pilot Spitfira, który wleciał z boku przed samolot Finuacana. Jak się potem miało okazać, był to Australijczyk P/O Kenneth E. James z dywizjonu 457. James trafił w Messera, ale był tak rozpędzony, że przeleciał pod prawym skrzydłem niemieckiej maszyny. Wtedy “Paddy” ponownie przycelował i z odległości 75 jardów oddał finalną serię, po której Messerschmitt się zapalił.

Najwyraźniej awansowawszy na stanowisko dowódcy dywizjonu 602 Finucane zaczął oszczędniej szafować zgłoszeniami, bo po powrocie zamelduje, że pierwsze dwa samoloty uznaje za zestrzelone prawdopodobnie, a jedynie ostatniego Bf 109 zgłosi jako zestrzelonego na pewno i to we współpracy z Jamesem.

Prowadzącym drugą parę w czerwonej sekcji Finucana był F/Sgt J. Garden. Gdy “Paddy” dał rozkaz do ataku na pięć Focke Wulfów poniżej, Garden zgubił resztę dywizjonu. Robiąc ostry zwrot dostrzegł, jak jakiś wrogi myśliwiec przelatuje nad nim. Ruszył za nim utrzymując dystans około 550 jardów. Mimo, że Niemiec zanurkował pionowo, Garden utrzymał się za nim i lecąc w dół zaczął strzelać do Focke Wulfa. Wkrótce obaj wpadli w cienką warstwę chmur, ale pilot Spitfira nie odpuszczał i po wyleceniu z chmur na wysokości 2 200 stóp widział, jak Foka rozbija się na polu 5 mil na północny wschód od Marquise. W Kelnley zgłosi jedno pewne zwycięstwo.

W ataku na piątkę Focke Wulfów F/Sgt Frederick D. Schofield, który leciał na prawo od Finucana, dostrzegł, że dowódca wybiera drugą Fokę od tyłu. Sam więc skupił się na trzeciej Foce. Gdy Brytyjczycy zbliżyli się do atakowanych myśliwców na 300 jardów trzeci Focke Wulf wyrwał ostro w prawo, ale Maxwell zdołał wykonać ciaśniejszy zwrot i niemiecka maszyna weszła mu w celownik. Z odległości 200 jardów wystrzelił ku niej z działek i karabinów maszynowych. Zbliżywszy się na 100 jardów ciągle strzelając dostrzegł wreszcie jak pociski uderzają w prawe skrzydło Foki. Nie mógł jednak dokończyć akcji, bo inny Focke Wulf zaczął mu wchodzić na ogon. Zgłosi w bazie uszkodzenie jednego FW 190.

P/O D. G. Maxwell też zgubił podczas ataku swój dywizjon 602, ale dołączył do dywizjonu 485, który właśnie utworzył defensywny krąg. W pewnym momencie dwa Focke Wulfy zaatakowały Nowozelandczyków i jeden z nich wleciał na ogon jednego ze Spitfirów. Lecący jako kolejny w kręgu Maxwell zaatakował napastnika i ten zaczął robić gwałtowne uniki w prawo i w lewo. Pierwsza jednosekundowa seria Maxwella nie trafiła do celu. Spowodowała jednak, że Niemiec nie wytrzymał i wyrwał ostro w prawo. Brytyjczyk skręcił za nim i zaatakował Fokę nieco z góry z tylnej ćwiartki. Nacisnął spust w odległości 200 jardów, a gdy po dwóch i pół sekundach go puszczał, Spitfire był już tylko 150 jardów od wroga. Początkowo Maxwell odłożył zbyt małą poprawkę i pierwsze pociski przeleciały za ogonem Foki, ale strzelając zacieśnił skręt i ostatnie walnęły już w kadłub niemieckiego myśliwca 4 – 5 stóp przed kokpitem wzbudzając kulę ognia. Wroga maszyna zwinęła się w korkociągu. Maxwell obserwował ją aż do wysokości 1 000 jardów, ale potem musiał zrobić unik przed atakiem innego wroga i stracił ją z oczu. I tak jednak zgłosi pewne zwycięstwo nad FW 190.

Około 10 mil na południe od Calais Sgt S. A. Catarall, który leciał nieco wyżej niż reszta pilotów dywizjonu 602, dostrzegł jak dwa FW 190 zlatują z góry przed jego nosem lekko skręcając w prawo. Catarall podciągnął Spitfira ku Foce lecącej z tyłu i z odległości 150 jardów wystrzelił do niej dwusekundową salwę. Zbliżywszy się na 100 jardów oddał drugą, trzysekundową serię, ale natychmiast musiał wyrwać w lewo, bo z tej właśnie strony zaczał się do niego zbliżać innych Focke Wulf. Kątem oka widział jednak, że maszyna, do której strzelał, runęła prosto w dół ciągnąc za sobą dym. “Paddy” Finucane widział tę walkę i potwierdził, że trafiona Foka stanęła później w płomieniach.

Po chwili Catarall zaatakował drugą parę Focke Wulfów, która tak jak poprzednia zanurkowała przed nim wykonując skręt w prawo. I tym razem wybrał drugą z Fok i oddał ku niej dwusekundową serię. Widział, jak trafia w kadłub tuż przed ogonem, a niemiecki pilot przewraca maszynę na plecy i nurkuje. Niestety Catarall musiał przerwać walkę, bo jakiś inny wrogi myśliwiec zaczął strzelać do jego Spitfira. Wyrwał więc w prawo i uciekł w strome wznoszenie. Po powrocie zgłosi jednego FW 190 zestrzelonego na pewno i jednego uszkodzonego, ale mimo potwierdzenia Finucana zwycięstwo pewne zostanie zredukowane do prawdopodobnego.

W walkach dywizjon 602 stracił jednego pilota, Czecha W/O Rudolfa Ptacka. Został on zestrzelony nad Kanałem w pobliżu Le Havre i jego ciała nigdy nie odnaleziono.

Niemcy z JG 26 zgłosili w walkach ze skrzydłem Kenley pięć zwycięstw. Stracili tylko jednego Focke Wulfa, którego pilot Lt. Hans Johannsen z 7/JG 26 zginął.

Udostępnij: