Stanisław Brzeski, najskuteczniejszy as „Wilniuków’
Spitfire
Contents
Circus 110
Pierwszy lot operacyjny 317 dywizjonu na Spitfire Mk.Vb miał miejsce 30 października 1941. Był to lot na rozpoznanie i wymiatanie nad morzem w kierunku zachodniego cypla półwyspu Cotentin z miastem La Hague. Wśród 8 pilotów dywizjonu, którzy wzięli w nim udział, nie było Stanisława Brzeskiego.
Dla Brzeskiego inauguracja operacyjnego działania na Spitfirach odbyła się 10 dni później – 8 listopada 1941. Tego dnia podjęto brzemienną w skutki operację Circus 110. Zorganizowana została przez RAF z wielkim rozmachem i złożyły się na nią trzy operacje składowe Rodeo, Ramrod i właściwy Circus. Pierwszą była operacja Rodeo, czyli wymiatanie dokonane nad okolicą Dunkierki przez trzy dywizjony Spitfirów (71, 111 i 222). Piloci krążyli nad celem przez pewien czas, ale Niemcy nie reagowali i lot zakończył się bezkrwawo.
W drugiej fazie Hurribombery i Hurricany z 607 i 615 dywizjonów wykonały operację Ramrod, której celem było zniszczenie zakładu destylacji alkoholu w St Pol. Miały być one eskortowane przez Spitfiry z 41 i 65 dywizjonów RAF, a dodatkową górną eskortę zapewniło Skrzydło Biggin Hill (dywizjony 72, 401 i 609). Destylarnią zajęło się bezpośrednio osiem Hurribomberów z 607 dywizjonu, a cztery Hurricane z 615 dywizjonu przydusiły ogniem stanowiska artylerii przeciwlotniczej. Piloci Hawkerów wykonali zadanie. Choć próbowały ich zaatakować trzy Bf 109, to bliska eskorta Spitfirów z 41 i 65 dywizjonów zagrodziła im drogę. Nie udało się zestrzelić żadnego Messera, a czeski pilot z 65 dywizjonu został zestrzelony i poniósł śmierć, ale osłaniane Hurricany nie ucierpiały. O wiele gorzej powiodło się górnej eskorcie, czyli Skrzydłu Biggin Hill. Jego doświadczony dowódca i as W/Cdr James Rankin nie wziął udziału w misji z powodu choroby. Zastąpił go S/Ldr George K. Gilroy, dowódca 609 dywizjonu, też świetny pilot i as, ale nie mający doświadczeń dowodzeniu tak dużą formacją. Nad brzegami Francji Gilroy zarządził wykonanie zbyt ciasnych okręgów, przez co formacja się rozsypała na mniejsze części. Na domiar złego Skrzydło zostało zaatakowane z góry od strony słońca przez pilotów JG 2 i JG 26. Ratując kolegę Gilroy zdołał zestrzelić jednego Messera i uszkodzić drugiego. Pilot 72 dywizjonu P/O F. De Nayer i pilot 609 dywizjonu Sgt. C Ortmans zgłosili po jednym prawdopodobnym zestrzeleniu, ale pięć Spitfirów zostało utraconych. W 72 dywizjonie dwa Spitfiry zostały zestrzelone, a jeden miał śmiertelną awarię silnika. W 401 dywizjonie zestrzelone zostały dwa Spitfiry. Niemcy zgłosili zestrzelenie siedmiu Spitfirów.
Trzecia, największa część Circus 110, czyli “Circus właściwy” była jak zwykle prowokacyjną wyprawą bombową, w której kilka bombowców stanowiło przynętę mającą przyciągnąć myśliwce Luftwaffe pod lufy bardzo silnej eskorty. Tym razem zaszczytną rolę przynęty powierzono 12 Blenheimów, po sześć z dywizjonów 21 i 82. Miały one zbombardować zakłady kolejowe w Lille. Ich eskorta miała być jak zwykle imponująca. W bezpośredniej osłonie wysłano 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie z Northolt (dywizjony 303, 308 i 315). Nad nimi miało lecieć 3 Polskie Skrzydło Myśliwskie (dywizjony 302, 316 i 317). Na najwyższym piętrze wyprawy miało lecieć Skrzydło Kenley (dywizjony 452, 485 i 602). Odwrót całej wyprawy miały ubezpieczać cztery dywizjony (54, 411, 412 i 616). Łącznie eskortę stanowiło aż 13 dywizjonów. Zgodnie jednak z zasadą “gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”, szybko dały o sobie znać problemy z koordynacją wyprawy.
Cztery dywizjony na Spitfirów mających ubezpieczać odwrót dotarły nad Francję bez problemu, ale o wiele za wcześnie. Prowadzący wyprawę W/Cdr D. R. Scott zamiast lecieć nad Lille rozkazał krążyć nad wybrzeżem w oczekiwaniu na resztę. I powtórzył przy okazji błąd Gilroya ze Skrzydła Biggin Hill wyznaczając zbyt ciasne kręgi. Piloci nie mogli utrzymać szyku, a ogień artylerii przeciwlotniczej doprowadził do tego, że formacja poszła w rozsypkę. I wtedy spadły na nich z góry Focke Wulfy FW 190 z II/JG 26 pod dowództwem Hptm Joachima Müncheberga. Niemcy zestrzelili trzy Spitfiry z 412 dywizjonu i samego W/Cdr Scotta. Ostatnie, co piloci Spitfirów usłyszeli od swojego dowódcy, to “chłopaki, wydaje mi się za stary do tej roboty”. Scott zginął w wieku 33 lat.
Tymczasem głównej wyprawie bombowej też nie szło zbyt dobrze. Punkt zborny dla wyprawy ustalono nad Manston. Jak się okazało, gdy Blenheimy dotarły na miejsce, stanowiące ich bezpośrednią eskortę 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie od pięciu minut już na nich czekało latając tam i z powrotem próbując wypatrzyć bombowce. Niestety podczas tych manewrów 308 dywizjon zgubił się w kiepskiej pogodnie i z bombowcami poleciały tylko dywizjony 303 i 315. Jak się okazało Blenheimy pojawiły się nad Manston jakieś 5 minut za wcześnie i nie czekając na pozostałe dywizjony skierowały się do celu. 308 dywizjon po pewnym czasie ruszył na południe w nadziei na odnalezienie wyprawy. Nie znalazł ich, ale za to nad Dunkierką napotkał wrogie myśliwce. Były to Bf 109F z II/JG 26. P/O Jerzy Popławski i P/O Tadeusz Stabrowski zgłosili uszkodzenie po jednym Bf 109F każdy, ale niemiecki as i dowódca II/JG 26 Hptm. Johannes Sieffert zestrzelił Spitfira pilotowanego przez polskiego asa F/O Franciszka Surmę, który niestety zginął.
2 Skrzydło Myśliwskie PSP prowadził do boju sam W/Cdr Stanisław Brzezina. O 11:30 piloci polskich Spitfirów dołączyli do formacji bombowców nad Manston i cała formacja przekroczyła wybrzeże Francji 5 mil na wschód od Dunkierki. 317 dywizjon leciał w bezpośredniej osłonie bombowców na wysokości 17 tysięcy stóp. Tysiąc stóp wyżej leciał dywizjon 302, a na wysokości 20 tysięcy stóp górną osłonę zapewniał 316 dywizjon. Wyprawa skierowała się nad Lille, gdzie bombowce zrzuciły ładunek bomb na tamtejsze fabryki. W drodze powrotnej samoloty RAF zostały przez pięć Focke Wulfów FW 190. Cztery z nich trzymały się razem, a piąty leciał samotnie w oddaleniu. Ku Niemcom skierował się klucz Spitfirów z 317 dywizjonu. Jako pierwszy Foki dopadł Sgt Kosik. Zbliżył się do jednej z nich na odległość około 80 jardów i poczęstował 3 – 4 sekundowymi seriami. FW 190 zadymił i runął w dół na ziemię. Wtedy Polacy dostrzegli skradające się ku nim Messerschmitty Bf 109. Stanisław Brzeski ruszył na pomoc koledze, na ogon którego zaczął wchodzić jeden z Messerów. Niemiecki pilot był skupiony na wypracowywaniu sobie pozycji do ataku i nie zauważył Brzeskiego. Ten zbliżając się oddał dwie serie. Pierwszą z odległości 250 jardów, drugą ze 150 jardów. Pilot Luftwaffe zanurkował, jednak Brzeski nie dał mu uciec. Nurkując za nim z wysokości 13 tysięcy stóp do 7 tysięcy stóp widział, jak Messer zaczyna się palić i płomieniach zwala się w dół. Gdy Polak wyrwał z nurkowania gdzieś między St Omer i Hazebrouck, dostrzegł nieopodal jakąś samotną Fokę. Wykręcił ku niej i otworzył ogień z odległości 200 yardów. Ujrzał co prawda, jak Focke Wulf wypuścił wstęgę białego dymu i zanurkował, ale nagle koło jego Spitfira zaroiło się od pocisków i tym razem Brzeski wyrwał w bok ratując się ucieczkę. Przeciwnicy nie pogonili za nim, bo jak się okazało zostali zaraz zaatakowani przez P/O Tadeusza Koca. Ten raportował potem, że zaatakował dwa Bf 109, które goniły za Spitfirem, który z kolei atakował innego Messera. Mniej więcej w tym samym czasie ciężkie chwile przeżywał dowódca Skrzydła. W/Cdr Brzezina wpadł na trzy Messerschmitty Bf 109. Niemieccy piloci zaatakowali samotnego Spitfira. Polak przez kilka minut unikał pocisków zmuszając wrogów do walki kołowej. Co prawda Brzezinie nie udało się trafić żadnego z Messerów, ale raportował potem, że widział jak jeden z Messerów zwala się w korkociąg. I to były wszystkie potyczki, jakie 2 Skrzydło stoczyło tego dnia. Sgt Kościkowi zaliczono pewne zwycięstwo nad jednym FW 190, Stanisławowi Brzeskiemu pewne zwycięstwo nad Bf 109F i uszkodzenie FW 190, a Tadeuszowi Kocowi prawdopodobne zwycięstwo nad Bf 109F. 317 dywizjon nie poniósł w tej walce żadnych strat. Jedynie 302 dywizjon utracił P/O Rona Gutowskiego, który po trafieniu z ogniem z ziemi dostał się do niewoli. Brzeski i Kosik mogli się po tym locie pochwalić odniesieniem zwycięstw podczas pierwszego lotu bojowego na Spitfirach.
Jednak w dowództwie Fighter Command nastroje były dość minorowe. Cała operacja była potraktowana jako porażka. Szczególny niepokój wzbudziły relacje pilotów opisujące nowe Focke Wulfy 190 i ich dramatyczną przewagę nad Spitfirami Mk.V. W rezultacie Brytyjczycy wstrzymali całą ofensywę powietrzną i Circus 110 był ostatnią operacją tego typu w roku 1941. Zimowe pogorszenie pogody nad Kanałem La Manche tylko pomogło w podjęciu tej decyzji.
29 listopada 1941 dywizjon 317 poniósł pierwszą stratę. Tego dnia “Wilniucy” byli trzy razy podrywani do przechwycenia jakichś samolotów, których nie udało się zlokalizować. Za każdym razem startowała sekcja dwóch Spitfirów. O 10:30, do drugiego takiego lotu poderwano parę F/O Karol Wójcik i Sgt. Piotr Kuryłłowicz. Po starcie Spitfiry wpadły w niskie chmury i Wójcik roztrzaskał się o wzniesienie Skir Kill na wzgórzach Dartmoor ginąc na miejscu.
Grudniowe misje

[Źródło: wikipedia.org]
6 grudnia 1941 zielona sekcja trzech Spitfirów dowodzona przez Sgt. Stanisława Brzeskiego wystartowała o 11:30 przed południem do lotu treningowego. Celem było szlifowanie umiejętności lotu w formacji. Po 20 minutach kontroler lotu z Exeter zapytał Brzeskiego zapytał, czy sekcja jest w stanie przejść w tryb operacyjny i przechwycić wrogi samolot. Brzeski potwierdził. Kontroler wyznaczył im więc kurs na południe w kierunku lotniska w nadmorskim Bolt Head. W miarę podążania na południe pogoda pogarszała się. Nad Bolt Head pokrywa chmur na wysokości powyżej 2000 stóp była stuprocentowa, a poniżej zaczął padać deszcz. Brzeski nakazał swojemu bocznemu (zielony dwa) zawrócić do bazy. Niestety w raportach nie zapisano kto to był. Sam natomiast poleciał z zielonym trzy, którym był P/O Roman Hrycak. Jak widać w 317 dywizjonie obowiązywała dobra praktyka, że sierżant mógł dowodzić w powietrzu oficerem, jeśli to on był tym bardziej doświadczonym pilotem. Jak się okazało wrogi samolot wykręcił najwyraźniej na zachód ku Plymouth. Aby przeciąć mu drogę kontroler skierował Brzeskiego i Hrycaka ku cyplowi Rame Head. Doleciawszy nad ujście rzeki Tamat, nad cieśninę Plymouth, Brzeski dostrzegł przed sobą intruza, którym okazał się dwusilnikowy bombowiec. Leciał on z prędkością około 200 mil na godzinę na tej samej wysokości 1500 stóp wzdłuż wybrzeża w kierunku zachodnim. Brzeski włączył dopalanie i zaczął się zbliżać do wroga. Ten dostrzegł zagrożenie i zaczął wykonywać manewry obronne. Polak nacisnął na spust będąc w odległości 350 jardów od celu i najwyraźniej trafił bombowiec zanim ten wyrwał w górę ku chmurom. Pokrywa chmur nad Plymouth nie była jednak tak szczelna jak nad Bolt Head i po 5 sekundach nieprzyjacielski samolot wyłonił się ponownie. Brzeski znalazł się 150 jardów za nim i rozpoznał w nim charakterystyczną sylwetkę Junkersa Ju 88. Ba, będąc tak blisko widział już wyraźnie na górnych powierzchniach niemieckie krzyże. Będąc już niecałe 100 jardów od bombowca nacisnął na spust. Jedna długa, cztero czy pięciosekundowa seria trafiła w prawy silnik, który wybuchnął płomieniami. Tylny strzelec Junkersa próbował jeszcze strącić prześladowcę i seria pocisków przeszyła prawą lotkę Spitfira. Brzeski wyrwał w prawo w górę będąc ledwie 30 yardów od bombowca. Dostrzegł jednak, że prawy silnik Junkersa stanął, a jego pilot skręca ostro w lewo. W tym samym momencie prawe skrzydło zaczęło się rozlatywać, z kadłuba posypały się kawałki blach. Z samolotu oderwały się dwa spadochrony, a pod jednym z nich podczepiona była najwyraźniej mina.Brzeski zanurkował i poczęstował wroga ostatnią serią, po której Junkers walnął w wodę milę na zachód od cypla Rame Head, około 500 jardów od brzegu. Polak odnotował, że bombowiec szybko zatonął zostawiając na powierzchni plamę oleju i napompowany ponton ratunkowy. Hrycak z kolei zajął się zrzuconą przez Junkersa miną. Próbował ją zdetonować ogniem z działek, ale mu się to nie udało. Po akcji kontroler nakazał zielonej sekcji krążyć jeszcze nad miejscem upadku nieprzyjacielskiego samolotu, ale po pięciu minutach skierował ich z powrotem do bazy.
Inni piloci dywizjonu też mieli tego dnia ciekawą akcję. Trzy sekcje po dwa Spitfiry każda wykonały dywersyjną akcję typu Rhubarb w ramach zabezpieczania powrotu bombowców znad Brestu. Polacy mieli szansę wyżyć się na lądowej infrastrukturze portowej. Ostrzelali budynki i zbiorniki paliwa, które w malowniczy sposób eksplodowały. Ogień z portu widoczny był podobno z odległości 15 mil.
Ostatni lot Brzeskiego w 1941 roku miał miejsce 15 grudnia 1941 i było to alarmowe poderwanie sekcji Spitfirów do patrolu nad konwojem, ale bez kontaktu z nieprzyjacielem. Nasz bohater nie wziął więc udziału w dwóch znaczących akcjach II Skrzydła Myśliwskiego w drugiej połowie grudnia.
18 grudnia 1941 dywizjon 317 wraz z całym II Skrzydłem Myśliwskim wziął udział w operacji “Veracity 1”, przejmując osłonę 180 bombowców Bomber Command i Coastal Command powracających z bombardowania zacumowanych w Breście pancerników Gneisenau i Scharnhorst, oraz krążownika Prinz Eugen. Misja zaczęła się dla “Wilniuków” nieszczęśliwie. Z powodu złej widoczności podczas startu F/O Marian Sikorski zatrzymał swojego Spitfire i został staranowany przez F/O Jerzego Solaka. Solak przeżył, ale Sikorski zginął. Główny ciężar walk nad Brestem przejął 302 dywizjon myśliwski, ale “Wilniucy” również włączyli się do bitwy, w której P/O Zbigniew Janicki i F/O Tadeusz Kumiega zestrzelili po jednym Bf 109 każdy a F/Lt Józef Brzeziński zaliczył jednego Bf 109 uszkodzonego. 30 grudnia 1941 miała miejsce powtórka, czyli operacja Veracity 2. Podczas walk w obronie Halifaxów Bomber Command F/Sgt Michał Maciejowski zestrzelił dwa Messery Bf 109. Do niewoli trafił Sgt. Tadeusz Baranowski, który zderzył się podczas manewrów z Messerschmittem Bf 109.
