F6F-5, CAG-15, USS Essex, David McCampbell (Eduard 1/48)

Wstęp

Po nieudanym podejściu do zrobienia Ki-43 z Hasegawy postanowiłem, że wyciągnę z szafy coś prostego, co można zrobić prosto z pudła jako model “terapeutyczny”. Jako, że ostatnio naczytałem się książek o wojnie na Pacyfiku, mój wzrok padł na Hellcaty Eduarda zamelinowane w szafie z pudełkami. Kiedyś, ponad 15 lat temu, zrobiłem pierwszego Hellcata z Eduarda i byłem nim zachwycony. Składał się jak klocki Lego, miał niezłe detale, po prostu idealny rekreacyjny model. Tak więc po latach chciałem powtórzyć radosną przygodę z zamiarem wykorzystania tylko jednego żywicznego zamiennika – żywicznego fotela z SBS models. Zaraz rozgrzebałem też kolejne dwa Hellcaty, żeby starym dobrym zwyczajem robić jednocześnie trójkę modeli. Od razu kupiłem sobie też książkę Richarda Franksa z Valianta, w której miałem nadzieję znaleźć najnowsze, najbardziej aktualne podsumowanie czym się różniły poszczególne serie F6F. Potem oczywiście zacząłem dokupywać inne pozycje i teraz na półce i w Kindlu mam całą bibliotekę pozycji o Hellcatach.

Tyle założenia. Ani model nie sklejał się tak łatwo, jak dawniej (może z wiekiem tracę modelarskie umiejętności), ani model nie wydaje mi się tak fajny, jak kiedyś. Do tego trafiłem na necie na relację z budowy Hasegawowego Hellcata japońskiego kosmity Jumpei Temma:

http://soyuyo.main.jp/f6f/f6f-1.html

I jego czeskiego odpowiednika Petra Pospisila budującego Hellcata z Edka:

https://www.facebook.com/Petr-Pospisil-Scale-Models-1790538981267629

One uświadomiły mi co w modelu Edka jest zrobione słabo, a co niewłaściwie. Zamiast sielanki miałem brazylijską telenowelę w 300 odcinkach, a i tak wszystkiego co powinienem, nie poprawiłem.

Pilot

Źródło: pacificwrecks.com

Czy jest bardziej ikoniczny pilot Hellcata niż David McCampbell? Czytaj, czy da się zrobić model Hellcata w mniej oryginalnym malowaniu? No chyba tylko Alex Vraciu może wejść tu w szranki. Jednak był to najskuteczniejszy pilot myśliwski US Navy, który zestrzelił 34 samoloty w powietrzu, a dalszych 21 zniszczył na ziemi. Jeśli by zastosować zaakceptowany w 8 Air Force USAAF system sumowania zwycięstw powietrznych i naziemnych, to McCampbell miałby wynik 55 zniszczonych samolotów wroga. Dzierży do dziś absolutny rekord zwycięstw powietrznych odniesionych w jednym locie w amerykańskich siłach zbrojnych – 24 października 1944, podczas Bitwy o Zatokę Leyte zgłosił zestrzelenie 9 japońskich myśliwców. Wcześniej, w trakcie Bitwy na Morzu Filipińskim 19 czerwca 1944 pobił już raz rekord US Navy w ilości zestrzelonych samolotów w jednym dniu. Strącił wtedy pięć maszyn w jednym locie i dwie kolejne w drugim. Uczestniczył we wszystkich najważniejszych działaniach lotniskowców US Navy w drugiej połowie 1944 roku – od inwazji w Marianach po kampanię filipińską. Co ciekawe McCampbell dał się poznać jako fatalny student akademii w Annapolis, który po zakończeniu studiów nie został zaciągnięty do czynnej służby w US Navy z powodu kiepskich wyników w nauce. Brał udział w wojnie od samego początku, ale bynajmniej nie jako pilot. Za to karierę kończył po wojnie jako dowódca lotniskowca.

Jestem w trakcie tworzenie artykułu, który opisuje historię Davida McCampbella i cały szlak bojowy grupy CAG-15, którą dowodził. Powinien ukazać się w ciągu najbliższych tygodni na naszej witrynie.

Kleimy

Kokpit

No oczywiście, że zacząłem od kokpitu. Na tym etapie nie planowałem jeszcze dorabiania czegokolwiek i wykorzystałem wszystko to, co Eduard dostarcza w pudełku Profipack. No z wyjątkiem fotela, o czym pisałem już na wstępie. Fotel SBS jest o niebo ładniejszy od tego w plastikowego w zestawie, ale ma jedną wadę. Wzmocnienie na dole fotela powinno mieć trzy otwory – po lewej, po prawej i pośrodku. SBS nie zrobił tego środkowego otworu. Zignorowałem to jednak i wykorzystałem fotel w takim stanie jak go SBS dał. Zamiast metalowych pasów z zestawu Edka dałem pasy zrobione z żółtej taśmy Tamiyi. Jedynie klamry wziąłem z edkowej blaszki.

Przerobiłem też lekko tylną płytę pancerną. Wczesne Hellcaty z okienkami za owiewką miały płytę pancerną z łukowatymi wcięciami za głową pilota, żeby mógł on spojrzeć do tyłu w lewo i w prawo przez okienka. Potem w późnych F6F-5 okienka zlikwidowano i w związku z w płycie pancernej zlikwidowano wcięcia. Eduard zrobił wersję “kompromisową” dając lekkie półokrągłe zagłębienia w płycie. W F6F-3 i wczesnych F6F-5 warto je przeciąć na wylot, a w późnych F6F-5 czymś wypełnić. Zagłówek jest w modelu zrośnięty z płytą, więc do jego pomalowania warto użyć maski. Kształt maski znajduje w załączonym niżej pliku CorelDRAW z różnymi przydatnymi maskami do kokpitu w modelu Eduarda.

Kolorowe blaszki Eduarda do tablicy przyrządów i bocznych paneli są nieźle zrobione, ale wydrukowany kolor Interior Green ma wyraźnie widoczne ziarno i nigdy nie będzie pasował do reszty kokpitu. Dlatego wyciąłem sobie ploterem zestaw małych masek zasłaniających przyrządy i przemalowałem blaszki kolorem Interior Green, którego użyłem w tym modelu, czyli MRP-131 Interior Green ANA611. Na poniższych zdjęciach widać akurat skan blaszki od Hellcata Mk I z FAA, a potem trzy blaszki na raz malowane, ale w tym F6F-5 tak to właśnie robiłem.

Kolory wnętrza Hellcatów były dość ciekawe. Kokpit był we wspomnianym kolorze Interior Green, ale już tylna część kadłuba była w kolorze jasnoszarym – przynajmniej we wcześniejszych Hellcatach z okienkami za kokpitem. Poszczególne komponenty Hellcatów robione były bowiem przez różnych podwykonawców, którzy mieli różne praktyki zabezpieczanie powierzchni wewnętrznych. Nie do końca wiadomo, kto dostarczał tyły kadłubów, ale możliwe, że sam Grumman, bo to on często stosował zabezpieczenie powierzchni niesprecyzowanym dokładnie jasnoszarym kolorem. W niektórych źródłach podaje się, że ten kolor mógł być podobny do obecnego koloru USAF/USN FS36440 i taką też farbę MRP zastosowałem (MRP-098 Light Gull Gray 36440).

Po sklejeniu główne komponenty kokpitów trzech równologle robionych Hellcatów wyglądały tak ja poniższym zdjeciu. Kokpit do tego właśnie Hellcata widać pośrodku zdjęcia:

Poniżej wzory masek do kokpitu i owiewki dla modeli F6F-3 i F6F-5 Eduarda.


Silnik

Ten element też wziąłem prosto z zestawu. Dodałem jedynie imitacje kabli, które zrobiłem z żyłki wędkarskiej 0.1mm pomalowanej farbą MRP-37 RAL7028 Dark Yellow German WWII AFVs. Na zdjęciach poniżej widać silniki do trzech Hellcatów w różnych fazach klejenia.

Osłona silnika

Nie zmieniałem w zasadzie nic w kształcie eduardowej osłony silnika. Model Hasegawy zasłynął ze złego odwzorowania hellcatowego “uśmiechu” w dolnej części osłony silnika. Puryści narzekają, że Edek też nie zrobił tego idealnie. Ale jak dla mnie jest wystarczająco dobry. Za to problem widzę gdzie indziej. Połówki osłony nie pasowały mi do przedniej części. Według mnie są za krótkie, bo słyszałem od kogoś, że miał potem problemy z nasunięciem osłony na kadłub. Tak więc wstawiłem pośrodku między połówki pasek z Evergreena o grubości około 0.5mm. Tylko od góry. Wystarczyło.

Po obrobieniu osłony straciła się linia podziału oddzielająca przedni pierścień od reszty owiewki. Na szczęście jakimś trafem ustawienie czeskiej piłki na wysokości dwóch pełnych i jednego płaskiego klocków Lego/Cobi idealnie trafia w miejsce, gdzie ta linia ma być.

Skrzydła

O dziwo skrzydła sprawiły mi w tym modelu wiele problemów. Żeby zapewnić odpowiedni dystans górnych połówek do dolnych wstawiłem klocki z kawałków Evergreenów, ale i tak po sklejeniu miałem problem z dopasowaniem lotek i klap tak, żeby ich powierzchnie zgrały się ze skrzydłami. Może właśnie coś na początku schrzaniłem z tymi dystansowymi kawałkami?

Dopasowywanie lotek i klap do skrzydeł spowodowało oczywiście starcie wszsytkich wypukłych elementów faktury. W rezultacie musiałem doprojektować trochę masek i odtwarzać żeberka i panele inspekcyjne warstwą primera:

Na zdjęciu po lewej widać, że w Oramasku wyciąłem sobie maski do żeberek na lotkach, a w taśmie Kabuki naklejonej na Oramasku wyciąłem płachty to przenoszenia tych masek w całości na model. Na drugim ze zdjęć widać jeszcze dwie zmiany w stosunku do modelu. Pierwsze to niebieskie światła nawigacyjne, które były zamontowane w obu skrzydach we wszystkich Hellcatach. Eduard daje tu tylko zarys świateł. Rozwierciłem więc te miejsca i zalałem żywicą światłoutwardzalną z Green Stuff World zabarwioną na niebiesko atramentem tejże firmy:

Drugim elementem, gdzie warto zwrócić uwagę są trymery. Akurat w modelu F6F-5 nie jest źle, bo Eduard dał poprawnie po obu stronach trymer ruchomy wcięty w lotki i wystające klapki wyważające. Jednak robiąc F6F-3 warto zwrócić na to uwagę, bo dostajemy takie same lotki, jak w F6F-5, a wersje -3 miały na lewej lotce tylko ruchomy trymer, a za prawą lotką tylko klapkę wyważającą.

Przy tych operacjach oczywiście zniszczyłem zawiasy lotek na dolnych powierzchniach skrzydeł. I tu postanowiłem, że je sobie po prostu szybko wydrukuję. I tak zawiasy w modelu Eduarda są grube i mało przypominają oryginał. W Hellcatach zawiasy są płaskie, cienkie i między przednim, a tylnym mocowaniem jest wyraźna pusta przestrzeń. Od razu doprojektowałem też popychacze do ruchomych trymerów. Nie wiedziałem jeszcze, że te niewinne detale uruchomią lawinę drukowania do tego modelu. Worek z pomysłami mi się rozpruł. Na poniższych screenach są modele 3D zawiasu i popychacza. W dalszej części artykułu jest link do wszystkich modeli 3D, jakie utworzyłem poprawiając części modelu.

Innymi detalami skrzydeł, które dorobiłem jeszcze w późniejszych etapach były haki do katapulty, które łatwiej wydrukować niż obrobić elementy z zestawu (dwie części G45). Przy szlifowaniu modelu odłamałem i zgubiłem też haki – zatrzaski goleni podwozia głównego – wystające z wstawek G7 i G8. Zamiast je dorabiać – wydrukowałem same haki. Doprojektowałem też rurkę Pitota. Ta w modelu (G31) nie jest zła, ale zgubiłem ten element w jednym z zestawów więc po wydrukowaniu wymieniłem je wszystkie. Akurat w przypadku rurek Pitota zrobiłem zdjęcia gotowych, bo pomalowałem je przed przyklejeniem i pamiętałem o fotce. Zrobiłem ich więcej, żeby wybrać trzy najlepsze. A przy tak małych elementach czasami czasami coś nie wyjdzie, coś się pokrzywi, coś odłamie, coś zgubi.

Dodatkowo postanowiłem pogłębić linie podziału w miejscach, gdzie składane są skrzydła. Mało to widać po pomalowaniu.

Pylony HVAR

Już bardzo późne F6F-3 miały standardowo montowane pylony HVAR. F6F-5 miały je w standardzie od samego początku. McCampbell wspominał, że odkąd dostali Hellcaty z rakietami, to używali HVARów nagminnie. W Eduardzie pylony są zrośnięte z rakietami i nie jest to najpiękniejsza strona tego modelu. Tak więc skończyło się na projektowaniu i drukowaniu pylonów na drukarce 3D. Projekt był zrobiony tak, żeby kołki pylonów pasowały do otworów podciętych w skrzydle Eduarda i żeby wkleić całe zestawy trzech pylonów przednich i trzech pylonów tylnych. Dzięki temu można było łatwo utrzymać geometrię pylonów (rozstaw i kąty ułożenia). Łączniki odciąłem po wklejeniu zestawów. Trzeba też nadmienić, że na Hellcatach było stosowanych kilka rodzajów pylonów. W moim modelu zdecydowałem się zrobić wersję, którą najczęściej widziałem na zdjęciach i która była chyba wersją wczesną.

Podwozie główne

Ach no tu to jest pole do popisu dla przeróbek. Jednym z pierwszych błędów w Hellcacie Eduarda wyłapanym już kilkanaście lat temu były zbyt wąskie koła podwozia. Zaraz potem ktoś zauważył, że po sklejeniu model siedzi dziwnie wysoko i najwyraźniej podwozie w modelu Eduarda jest zbyt długie. I jest to prawda. Eduard zrobił podwozie o takiej długości, jak wtedy kiedy Hellcat leci już w powietrzu i ma rozprostowane amortyzatory. Jednak kształt goleni podwozia jest taki, jak Hellcat stoi na pokładzie z wsuniętymi amortyzatorami. I dla osiągnięcia tego nieprawidłowego efektu Eduard sztucznie wydłużył pewne odcinki goleni podwozia. Na poniższym rysunku opartym o plany fabryczne zaznaczyłem na czerwono odcinki za długie w modelu Eduarda:

Podwozie można dość łatwo poskracać, ale nie mogłem się powstrzymać, żeby narysować golenie od podstaw i wydrukować je sobie w 3D. Co prawda golenie są rysowane w oparciu o oryginalną dokumentację, ale górne części są rysowane tak, aby pasowały do wnęki podwozia Eduarda. Jest to więc pewien zgniły kompromis i nie jest to bynajmniej w 100% poprawne odwzorowanie podwozia Hellcata. Żeby zbliżyć się do oryginału bardziej trzebaby zaprojektować od nowa całe wnęki, a tego już nie zrobiłem. Zwróćcie uwagę, że nożyce amortyzatora są osobno. Zrobiłem to celowo, bo drukowanie nożyc na boku, a goleni pionowo daje lepsze efekty – mniejsze schodki. Jeśli ktoś chce drukować te elementy, to polecam gorąco bardziej wytrzymałe i odporne mechanicznie żywice. W końcu podwozie musi wytrzymać niemały ciężar modelu. Ja drukowałem na drukarce Phrozen Sonic Mini 4K w żywicy Epax Hard Grey. Zastosowałem długie czasy naświetlania – 6sekund zamiast rekomendowanych 3-4s. Golenie podwozia drukowałem z warstwą Z o grubości 0.03mm, a nożyce 0.02mm. Podwozie służy mi już w trzech zrobionych Hellcatach i przy takiej żywicy wytrzymuje ciężar bez problemu. W modelu 3D są otworki, które mogą w druku nie wyjść dobrze, zwłaszcza że warto drukować te elementy z dłuższym czasem naświetlania. Dlatego bez przewiercania się nie obejdzie, szczególnie tam gdzie są obejmy na przewody hamulcowe. Same przewody zrobiłem z żyłki wędkarskiej (chyba 0,1mm) pomalowanej lakierem MRP na czarno. Wolę robić przewody z żyłki niż z drutów ołowianych, cynowych, czy miedzianych, bo dużo naturalniej się układają przy goleni. Imitację nierdzewki(?) w amortyzatorach zrobiłem z pasków Barem Metal Chrome Foil mniej więcej 6mm x 2,3mm. Na screenie z Rhino3D widać, że zamiast prostej ośki na końcu goleni są poprzeczne kasety. To dlatego, że oprócz goleni drukowałem sobie też koła i w nich zaprojektowałem odpowiednie wycięcia pozycjonujące koła względem modelu.

Planów kół do Hellcata nie znalazłem. Wiadomo, że F6F był przystosowany do montażu standardowych kół Goodyeara 32″ x 8″. Dokładniejsze wymiary poszczególnych detali musiałem zakładać w oparciu o dostępne zdjęcia. Na szczęście Hellcat korzystał z takich samych kół, jak F4U-1 Corsair, i dzięki temu paleta dostępnych zdjęć jest nieco większa. Koła zaprojektowałem tak, że wewnętrza i zewnętrzna piasta to osobne części. Ułatwiało mi to potem proces malowania. Opona z kolei ma lekkie podcięcie mające symulować jej ugięcie pod ciężarem samolotu. Żeby to wszystko zagrało przy klejeniu w oponie są odpowiednie wycięcia pozycjonujące oponę względem wewnętrznej strony piasty. Piasta ma zaś wcięcie na kasetkę zamodelowaną w goleni podwozia. Nota bene takie mocowanie w formie poziomej belki faktycznie było w tych kołach stosowane. Przetestowałem całe rozwiązanie bojem i na szczęście okazało się, że kształty podcięć, otworów i wypustek pasują do siebie i pozycjonują koła w modelu tak jak należy.

Nie znalazłem na zdjęciach takiego zbliżenia, które pozwalałoby na jednoznaczną identyfikację jaki bieżnik mają opony w F6F-5 “Minsi III”. Wybrałem trochę zachowawczo wczesne opony bez bieżnika (balloon type) produkowane przez Goodyeara. W 1944 roku tego typu opony były już coraz częściej zastępowane przez opony z bieżnikami różnych producentów, ale skoro nie widać co tam McCampbell miał zamontowane, to założyłem wczesne “uniwersalne”.

Zwróćcie uwagę, że wewnętrzne piasty kół są inne po lewej i prawej stronie. Były tak zamontowane, że mocująca śruba zawsze była z tyłu za golenią, a otwór na przewód hamulcowy z przodu, przed golenią. Zewnętrzne piasty były już symetryczne. W modelu 3D znajdziecie też cztery opony – dwie lewe i dwie prawe. Każda z nich ma nieco inne ustawienie napisów względem “ugięcia” opony. Niestety dla opon nie robiłem w Rhino3D podpór. Dodawałem je już w slicerze. Ustawione poziomo piasty najlepiej drukować przy niskim skoku osi Z. Ja drukowałem przy 0.02mm. Same opony drukowałem przy skoku 0.03mm. W załączonym dalej pliku znajdziecie też inne opony z innymi bieżnikami. Ale je będę opisywał przy okazji artykułów dotyczących dwóch pozostałych modeli Hellcatów, które robiłem.

Skoro robiłem od podstaw golenie podwozia, to i dorobiłem boczne drzwi podwozia. Raz, że drzwi w Eduardzie mają trochę niewłaściwe wymiary (ale i tak są o wiele lepsze niż same golenie!), dwa że mocowanie drzwi do goleni w modelu Eduarda jest zupełnie inne, oparte o dwa kołki montażowe. W modelu chciałem zrobić mocowania zbliżone do tego, jak to było rozwiązane w prawdziwym Hellcacie. Tutaj trzeba zwrócić uwagę na to, że Hellcaty miały różnorakiego kształtu drzwi. Standardowo drzwi były dość długie i zakończone płaskim trójkątem. Jednak bardzo często te zakończenia były skracane w warsztatach lub na lotniskowcach. Wydaje się, że przy przy lądowaniu, kiedy amortyzatory składały się całkowicie, te zakończenia drzwi uderzały w pokład. I stąd masa przeróbek. Masa, bo można na zdjęciach zaobserwować różne style skracania drzwi – albo stępienie ostrego zakończenia, albo lekkie podcięcia, albo ucięcie drzwi na prosto zaraz pod belką wzmacniającą, albo nawet skrócenie drzwi nad dolną belką wzmacniającą. Nie wiem jakie drzwi miał Hellcat “Minsi III”. Założyłem najczęściej spotykaną przeróbkę, czyli ucięcie drzwi na prosto pod dolną belką wzmacniającą.

Model 3D drzwi jest rozpięty na stelażu, bo takie duże powierzchnie lubią być targane podczas druku przez przepływającą żywicę i mają tendencję do wykrzywiania się. Niestety mimo takich zabezpieczeń i tak miałem mnóstwo odpadów. Prawdę mówiąc to poprawnie wychodziły jedne drzwi na cztery. Sytuację poprawiłoby pogrubienie drzwi, ale tego akurat nie chciałem robić. Zwróćcie też uwagę, żeby drukować drzwi w taki sposób, żeby powierzchnie zewnętrzne, najbardziej widoczne na modelu, były skierowane w drukarce do Was. To pomaga minimalizować przesunięcia powodowane przez tzw. “wobbling” osi Z. W większości drukarek 3D drukujących z żywicy (we Phrozenie Sonic Mini 4K też) ten problem występuje w mniejszym lub większym stopniu. Na zdjęciu po prawej widać drzwi podwozia po wydrukowaniu. Drzwi po lewej są w trakcie obróbki. Nierówności i schodki, które powstają przy drukowaniu najlepiej ściera mi się gąbką ścierną Tamiya i pędzlem szklanym.

Wszystkie te powyższe elementy warto obrobić, pomalować i skleić w gotowe podzespoły przed wklejeniem do modelu. Geometria całości powinna być zachowana, przynajmniej w moich trzech Hellcatach się to udało.

Do kompletu zostały jedynie przednie drzwi podwozia. Te w Eduardzie są sprytnie zrobione z przedłużonym piórem, które wsuwa się do wnęki podwozia. Dzięki temu nie dość, że łatwo je się przykleja, to jeszcze automatycznie zachowują one odpowiedni kąt nachylenia. Jednak ich kształt w prawdziwym Hellcacie był trochę inny, zwłaszcza jeśli chodzi o wzmocnienia po wewnętrznej stronie. Zaprojektowałem więc całe drzwi korzystając z patentu Eduarda, z piórem do wsadzenia we wnękę. Przyznam, że podchodziłem do tego elementu trzy razy za każdym razem pogrubiając nieco ściankę drzwi. Te pierwsze próby skutkowały wyginaniem się drzwi podczas kurowaniu drzwi w świetle UV. Ta ostatnia wersja jest na tyle gruba, że odrzuty produkcyjne są minimalne, a drzwi wyglądają jeszcze dość realistycznie. Do kompletu doprojektowałem jeszcze klocki – formy, do których wkłada się drzwi przy procesie spiłowywania papierem ściernym przednich powierzchni, aby wygładzić wszelkie artefakty powstałe przy druku.

Kółko ogonowe

Ten element jest w Eduardzie mało udany. Wręcz kiepski. Nawet biorąc pod uwagę, że w plastiku ciężko odwzorować detale tego skomplikowanego w Hellcacie elementu, to część w zestawie jakby była odtwarzana z pamięci według zdjęcia zobaczonego miesiąc wcześniej. Początkowo zamierzałem przerobić oryginalne kółko. Tu nawiercić, tu przeciąć, tu obrobić. I przerobiłem tak trzy kółka do trzech modeli.

Ale projektując podwozie główne stwierdziłem, że wydrukuję też nowe kółka ogonowe, bo i tak po moich przeróbkach kółka z zestawu nie były takie jak powinny być. Nie za bardzo jeszcze wiedziałem, na jakie wygibasy mogę sobie technologicznie pozwolić i zrobiłem kilka wersji tych kółek – cały zestaw jako jeden element, góra osobno i dół osobno, czy nawet wersja a’la IKEA, czyli zestaw do składania z oponą i felgą osobno. Jak się okazało, to ta ostatnia wersja sprawdziła się lepiej, niż się spodziewałem i to ona poszła do modelu. W podpiętym pod koniec artykułu zestawie plików 3D daję na wszelki wypadek wszystkie opcje.

Kółko jest zaprojektowane tak, że w ogonie trzeba wyciąć prawie całą wnękę przewidzianą przez Eduarda zostawiając po obu stronach cienkie paski, na których będzie oparte wydrukowane kółko. Samo kółko trzeba wsuwać do wnęki od dołu od tyłu. Taka konstrukcja zwiększa stabilność całego elementu. Na schematach poniżej pokazuję jak mniej więcej trzeba podciąć wnękę, żeby kółko weszło i jak wsunąć kółko do otworu po sklejeniu kadłuba.

Od razu robiłem komplet podwozia do trzech Hellcatów. Na zdjęciu są wszystkie części podwozia w różnych fazach sklejania:

Śmigło

Jak już się rozpędziłem, to wydrukowałem też śmigło. To w Eduardzie nie jest jakoś szczególnie błędne. Da się z nim żyć. Ale jest dość mało szczegółowe, zwłaszcza piasta śmigła. Z rysowaniem śmigła miałem niezły zgryz, bo nie dotarłem do żadnych rysunków technicznych. Póki co uważa się, że się nie zachowały, a jeśli gdzieś są, to owinięte w szmatę w jakimś magazynie jak Arka Przymierza po przywiezieniu przez profesora Jonesa. Hellcaty miały śmigła Hamilton Standard z hydrauliczną regulacją skoku. Piasta była standardową piastą HS 23E50, która występowała i w Hellcatach, i w Corsairach, i w Avengerach, i w Dauntlesach, i w Latających Fortecach, i… w wielu innych samolotach. Tych piast natrzaskano wiele i były ich kolejne serie różniące się minimalnie między sobą. Ale w skali 1/48 różnice są pomijalne, a ja i tak nie miałem pojęcia jaka seria była na F6F-5 McCampbella. Łopaty były różne dla F6F-5 i F6F-3, a może i różne w różnych seriach produkcyjnych tych wersji, ale jedyne do czego dotarłem, to że F6F-5 miały standardowo łopaty model 6541A o średnicy 13 stóp. Na szczęście zachowały się podręczniki jak naprawiać śmigła Hamilton Standard i dla łopat poszczególnych modeli istnieją tabele opisujące kąty natarcia na poszczególnych wysokościach i koordynaty węzłowych punktów na powierzchni łopaty. Niestety tylko dla tylnej strony i dla krawędzi natarcia przedniej powierzchni. Resztę trzeba sobie założyć.

Najpierw zrobiłem śmigło z łopatami o naturalnej grubości, ale oczywiście nie dało się ich wydrukować. W skali 1/48 łopaty były za cienkie, gięły się i wichrowały jeszcze w drukarce. Po wielu próbach doszedłem, że optymalne będzie pogrubienie łopat o 0.20mm albo 0.25mm. Wtedy udawało się je wydrukować, przynajmniej w żywicy Epax Hard Grey (na Phrozenie Sonic Mini 4K czas naświetlania 6s). Z kolei żeby dało się wydrukować pustą w środku piastę, musiałem ją zrobić wydrążoną na wylot, a otwór z przodu domknąć od środka czopem imitującym śrubę trzymającą kołpak piasty. W sumie tak wyglądały oryginały, więc takie rozwiązanie jest chyba optymalne. Do tego na końcu zaprojektowałem i wydrukowałem stojak, w którym śmigło sklejałem. Dzięki temu geometrię trójłopatowego śmigła łatwiej uchwycić. Na pomalowanym śmigle poniżej widać loga Hamilton Standard wzięte z kalkomanii Thundercals 48-005 “P-47 Thunderbolt National Insignia Type 4 + Data Stencils Pt. I”.

Malowanie

Jeszcze przed pomalowaniem Hellcata na granatowo namalowałem na kadłubie, skrzydłach i usterzeniu duże nieostre pola w kolorach przyszłego oznakowania. Na to zamierzałem nałożyć maski gwiazd i paska na usterzeniu i dopiero wtedy malować model na podstawowy kolor. Według oficjalnych instrukcji gwiazdy na kadłubie i na dolnej powierzchni lewego skrzydła były w kolorze ANA 601 Insignia White. To nie był wcale śnieżnobiały kolor i miał wyraźny kremowy odcień. Znaki rozpoznawcze na górnej powierzchni lewego skrzydła były zgodnie z wytycznymi jasnoszare. Do ich malowania stosowane mieszankę 1 x ANA 601 Insignia White i 1 x ANA 602 Light Gray. Żeby sobie ułatwić życie zamiast mieszania zgarnąłem z szuflady MRP-246 Light Arctic Grey. Po wyschnięciu nałożyłem w odpowiednich miejscach maski wycięte ploterem tnącym w folii Oramask 810. Na kadłubie gwiazdy były większe i były wpisane w wirtualny okrąg o średnicy 55 cali, a te na skrzydłach 50 cali. Mierząc na zdjęciach poziomy pasek na usterzeniu, będący elementem identyfikacyjnym CAG-15, doszedłem do wniosku że ma miał on grubość 5 cali.

Na zdjęciach widać wyraźnie, że “Minsi III” nie nosiła jakichś spektakularnych śladów eksploatacji. W zasadzie do końca swojej kariery wyglądała prawie jak nówka. Grumman stosował farby, które trzymały się nieźle w warunkach panujących na lotniskowcu. Cały samolot był malowany jednolicie farbą Glossy Sea Blue. Od jakiegoś czasu moim pierwszym odruchem jest sięgnięcie po buteleczkę farby Mr. Paint, albo Bilmodel. Jednak ten drugi nie wydał jeszcze autentyków US Navy z drugiej wojny, a kolor ANA 602 Glossy Sea Blue od Mr. Paint jest trochę za ciemny. Pasuje idealnie do granatowego stosowanego w latach pięćdziesiątych, czyli do FS 35042. Drugowojenny Glossy Sea Blue, czyli ANA 623, był jaśniejszy. W dalszym ciągu wzorcem z Lourdes tego koloru jest próbka wklejona do książki Johna M. Elliotta “The Official Monogram US Navy & Marine Corps Aircraft Color Guide Vol. 2 1940-1949“. Po sprawdzeniu wszystkich modelarskich granatowych farb doszedłem do wniosku, że najlepszym odpowiednikiem jest AK Interactive RC RC258 Dark Sea Blue. No więc ten kolor wybrałem, ale nie miałem żadnych doświadczeń w malowaniu tymi farbami. I od razu zaliczyłem wtopę. Rozcieńczyłem ją rozcieńczalnikiem Mr. Hobby do lakierów i przy malowaniu farba nie przechodziła lekko przez dyszkę i co gorsza zaczęła brzydko proszkować. Musiałem szlifować model, co było szczególnie upierdliwe w zakamarkach. Nasz kolega z PME Czarek Bartnicki poradził mi, żeby AK RC mieszać firmowym rozcieńczalnikiem albo w drugiej kolejności pomarańczową Hataką. Zamówiłem więc rozcieńczalnik AK Compatibility Thinner, ale nie było go na stanie sklepu i musiałbym parę dni poczekać, więc póki co zastosowałem Hatakę. Było dużo lepiej. Potem fejsbukowy znajomy Lubomir Jarosz polecił mi jeszcze dodatnie do mieszanki retardera. Po dolaniu sporej dawki Tamiya Paint Retarder for Lacquer (tego z granatową nakrętką) AK RC odżyła i wreszcie zaczęła się nakładać jak Mr. Paint, czy Bilmodel.

Mimo, że na zdjęciach Hellcat McCampbella wygląda dość jednolicie, to chciałem wprowadzić trochę zróżnicowania na granatowe tło i pobawiłem się artystycznie malując różne przebarwienia na panelach. Użyłem do tego tego samego AK RC Dark Sea Blue, ale rozjaśnionego nieco AK RC 235 Intermediate Blue, a w innych miejscach ciemniejszego MRP-014 Glossy Sea Blue.

Hellcat po malowaniu na kolory podstawowe

Kalkomanie

Główne oznakowanie namalowałem z wykorzystaniem masek. Pozostały napisy eksploatacyjne, napis “Minsi III” i flagi zwycięstw. Napisy eksploatacyjne wziąłem z zestawu HGW Wet Transfers czyli kalkomanii, z których po nałożeniu ściąga się folię tak, że na modelu pozostaje sam nadruk. Jestem nimi zachwycony! Do drobnych napisów eksploatacyjnych to idealne rozwiązanie. Kilka napisów, między innymi numer seryjny 70143 na usterzeniu, musiałem sobie wydrukować wykorzystując drukarkę laserową OKI, która potrafi drukować na biało. Wydrukowałem sobie jeszcze białe napisy “AGC” na przednie drzwi podwozia, choć nie jestem do końca pewny, czy Hellcat McCampbella je miał. Film pokazujący start McCampbella z lotniskowca ukazuje co prawda te drzwi i widać na nich jakieś małe jaśniejsze miejsca. Niestety rozdzielczość jest za mała, żeby coś definitywnie wywnioskować.

W dodatku nie jestem pewien, jaki to powinien być skrót. “AGC” od “Air Group Commander”, czy “CAG” od “Commander (of) Air Group”. Rzuciłem monetą i wybrałem to pierwsze. Skąd podejrzenie, że jest tam jakiś skrót? Bo był na F6F-3 “The Minsi” i na F6F-5 “Minsi II”.

Inaczej ze skrótem na usterzeniu pionowym. W wielu zestawach kalkomanii jest czarny skrót “CAG” lub “ACG” do nałożenia na biały pasek Essexa. Według wywiadu przeprowadzonego z McCampbellem przez Berta Kinseya napis a i owszem był, ale nie przez cały okres używania “Minsi III”. Na zdjęciu z okresu, z którego model robiłem, czyli z Bitwy o Zatokę Leyte, tego napisu jeszcze (lub już) nie ma.

Wszystkie zdjęcia tego Hellcata jakie mam, pokazują go tylko z prawej strony. Czy miał więc oznaczenia zwycięstw i napis “Minsi III” na lewej burcie? McCampbell kategorycznie stwierdził w wywiadzie, że tak. Każdy jego samolot miał napis z obu stron i jeśli tylko miał naklejone flagi zwycięstw, to po obu stronach.

W zapasie miałem dwa arkusze kalkomanii do “Minsi III”. Jeden w zestawie Profipack 8222 Eduarda, a drugi w zestawie Techmodu 48019. Ani jeden, ani drugi nie jest idealny. Techmod ma ostrzejszy wydruk, ładniejszy żółty kolor, ale zły kształt napisu “Minsi III”. Eduard kształt napisu ma poprawny, ale kalkomanie są nieco nieostre, żółty wychodzi znacznie poza białe tło. W Techmodzie zwycięstwa mają nieco “niedorysowane” czerwone elementy, ale są ostrzejsze niż w Eduardzie, który kolor czerwony ma jakiś rozmyty i rozlany. Poza tym proporcje zwycięstw lepiej moim zdaniem uchwycił Techmod:

Dlatego zdecydowałem zastosować gospodarkę rabunkową. Zwycięstwa wziąłem z Techmodu, a napis z Eduarda. To co zmieniłem, to przyciąłem płachtę zostawiając 21 zwycięstw. Dokładnie tyle ich miał McCampbell 24 października 1944, kiedy startował do pamiętnej misji zakończonej uzyskaniem 9 zwycięstw. Nie jestem do końca zachwycony efektem, ale chciałem już skończyć ten model w jakimś rozsądnym terminie. Na błyszczącym granatowym tle kalkomanie wyglądały dość grubo, więc wzorem modelarzy samochodowych zamalowałem je bezbarwnym lakierem Mr. Paint, zeszlifowałem bardzo drobnym papierem ściernym, pomalowałem jeszcze raz, zeszlifowałem, pomalowałem, zeszlifowałem… aż schodki na krawędziach prawie zniknęły.

Po naklejeniu wszystkich kalkomanii przejechałem model cienką warstwą MRP-048 Super Clear Gloss Varnish i wyrównałem pianką ścierną Mr. Melamine Foam.

Ostatnie detale

Siłując się ze źle pomalowanym granatowym kolorem, piłując i wygładzając kilka razy powierzchnie połamałem wystające przyklejone wcześniej antenki. Nie dość, że połamałem, to jeszcze pogubiłem. Oczywiście zamiast je wystrugać opracowałem model 3D i wydrukowałem moim Phrozenem. Oprócz samych anten zrobiłem sobie szablony do ich opiłowania ze “schodków” powstających w tej technologii drukowania. Do tego dorzuciłem lusterko typu “Liberty”, które powinno być zamontowane wewnątrz wiatrochronu i górę celownika Mk.8. Górę, bo dół już miałem wklejony do kokpitu. Co ciekawe, większość F6F-5, w tym “Minsi III” miała uproszczoną wersję celownika bez szyby odblaskowej. Wyświetlanie markerów odbywało się wprost na szybie pancernej wiatrochronu.

Mały nachylony maszt antenowy na usterzeniu pionowym był ulokowany centralnie w osi samolotu, ale już duży maszt antenowy za kabiną był nieco przesunięty na lewo od osi. Dotyczyło to około 1900 ostatnich Hellcatów z ostatniej serii produkcyjnej F6F-3 (od numeru seryjnego 41294 wzwyż) oraz wszystkich F6F-5. Wcześniejsze Hellcaty miały maszt a to po lewej, a to po prawej, w zależności od serii. Najwyraźniej Grumman nie mógł się zdecydować, albo trafić w środek.

Drut anteny zrobiłem z rozciągliwej nitki Uschi van der Rosten Fine z nawleczonymi odcinkami rurki aluminiowej Albion Alloys 0.4mm x 0.2mm.

Brudzing

Czego to ja nie próbowałem na tym Hellcacie. Przede wszystkim łoś. Na tak ciemnym tle użyłem mieszanki 1 x Tamiya Panel Line Accent Color – Dark Brown plus 1 x Tamiya Panel Line Accent Color – Light Grey. Do tego olejne rozcierane kropki z farb olejnych MIG Abteilung ABT125 Light Mud, MIG Abteilung ABT090 Industrial Earth, MIG Abteilung ABT150 Field Grey. Zacieki robiłem olejnymi MIG Abteilung 502 ABT002 Sepia, MIG Abteilung 502 ABT160 Engine Grease. Tu i tam robiłem drajbrushem ABT125 Light Mud. I… nic nie widać. Jedyne co wyszło wyraziście to okopcenia za rurami wydechowymi.

Okopcenia to “znak rozpoznawczy” Hellcatów. Co ciekawe, były one często usuwane, zmywane, żeby za chwilę pojawić się znowu. Usuwać je było łatwo, bo to był po prostu osad. W przypadku szybkich akcji, gdy pilot forsował silnik, były ciemne od niedopalonej sadzy. Kiedy pilot leciał ekonomicznie na optymalnych ustawieniach silnika, okopcenia były jasne, bo tworzyły je drobinki ołowiu. Ech, te czasy przed bezołowiowym paliwem. Na Hellcacie McCampbella zrobiłem sobie te drugie, jasne smugi, tak jak to widać na zdjęciu całego samolotu z 21 zwycięstwami.

Same okopcenia malowałem dwoma kolorami. Najpierw na zewnątrz okopceń cienkim strumieniem naniosłem MRP-180 Exhaust Soot, a potem wewnątrz szerszymi pasmami mieszankę 4 × MRP-127 Clear Matt plus 1 × MRP-257 Clear Doped Linen. Obie farby są przejrzyste i wybaczają błędy. Dopiero po paru przejściach aerografem widać je wyraźnie na modelu.

Modele 3D

W załączonym pliku są modele 3D, których użyłem przy budowie modelu. Możecie z nich korzystać dowolnie, ale wspomnijcie proszę potem skąd je ściągnęliście. Modele są w trzech formatach – Rhino 3D v.5 (3DM), Step (STP) i Stereolitography (STL). Pliki Rhino można otworzyć w Rhino 3D rzecz jasna, ale też w nowszych wersjach popularnego w braci modelarzy drukarzy Fusion 360. Pliki STP powinny się dać otworzyć w każdej wersji Fusion 360. Pliki STL można bezpośrednio otwierać w slicerach przygotowujących wydruk.

Ze względu na ograniczenia serwera modele są spakowane archiwizerem 7-Zip w sześciu plikach – oddzielnie części podstawowe i oddzielnie same koła w każdym z formatów z osobna. Jest tam więcej modeli, niż użyłem w budowie F6F-5 McCampella, bo w moich dwóch kolejnych Hellcatach dodałem kolejne detale charakterystyczne dla innych wersji.







Wzorem śmigła podzieliłem się z firmą Bitskrieg i niedługo znajdzie się w sprzedaży gotowe i już obrobione żywiczne śmigło.

Ocena

Mam mieszane uczucia. Kiedyś ten model podobał mi się bardzo, a teraz mam wrażenie, że się po prostu nieco zestarzał. Ani części nie pasują idealnie, ani nie jest w 100% poprawny, a poziom detali jest na dzisiejsze czasy przeciętny. Równolegle robiłem dwa inne F6F z Eduarda, które pojawią się tu niedługo na PME, a w pudełkach mam cztery dalsze. Mam słabość do Hellcatów. Ale prawdę mówiąc byłbym naprawdę zadowolony, gdyby Eduard zdecydował się na wydanie Hellcata od nowa, albo wydałaby go Tamiya. Jednak stary model Edka zapewnił mi mnóstwo frajdy, bo dzięki długiej i mozolnej budowie poznałem konstrukcję tego samolotu lepiej i mogłem się powyżywać w projektowaniu i drukowaniu własnych detali.

Galeria końcowa

I na koniec galeria. Zdjęcia robione Canonem Powershot G9X Mk 2 z maksymalną przesłoną, po zmniejszeniu do 1600×1200 pikseli wyostrzone pluginem do Photoshopa TopazLabs Sharpen AI 2.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •