Murray Joseph Shubin – as z Wysp Salomona

Murray Shubin przed swoim P-38G-13 “Oriole”
Źródło: p38lightning.tumblr.com

Pierwszy as jednego dnia w 13 Air Force

SoPac

Pod koniec 1942 roku Japonia atakowała na Pacyfiku na dwóch kierunkach. Jednym z nich była Nowa Gwinea, gdzie trwały mordercze starcia o Port Moresby. Ten rejon Alianci nazwali Obszarem Południowo Zachodniego Pacyfiku (SWPA), którym “zawiadywał” generał McArthur. Tu zaangażowana była amerykańska armia lądowa, która wspierała siły australijskie. Oprócz RAAF walki w powietrzu toczyły jednostki nowo powstałe 5 Air Force generała Kenneya. Tysiąc pięćset kilometrów na wschód toczyły się walki o niewielką wyspę Guadalcanal, które miały przekształcić się w całą kampanię odbijania Archipelagu Wysp Salomona. Ten obszar został nazwany Obszarem Południowego Pacyfiku (SoPac), będącym częścią większego obszaru Pacyfiku “zarządzanego” przez admirała Nimitza i z Japończykami walczyli tu Amerykanie przy wsparciu Nowozelandczyków. W powietrzu główny ciężar walk przejęli lotnicy z US Marine Corps, przy wsparciu jednostek US Navy i RNZAF. USAAF wystawił w tym rejonie skromne siły, które 13 stycznia 1943 roku miały zostać przekształcone w 13 Air Force generała Millarda Harmona. Wszystkie siły lotnicze Aliantów na Guadalcanalu zostały szybko ochrzczone Kaktusowymi Siłami Powietrznymi (Cactus Air Force). Nazwa wzięła się od oficjalnego kryptonimu wyspy Guadalcanal – “Cactus”. W sposób niespotykany w innych teatrach operacyjnych mimo różnego “pochodzenia” piloci USMC, USN, USAAF i RNZAF wykonywali misje wspólnie jak zawodnicy jednej drużyny.

Początkowo jedyną jednostką myśliwską USAAF na Guadalcanal był latający na P-400 Airacobra 67 Fighter Squadron. Co ciekawe oficjalną bazą dywizjonu była Tontouta w Nowej Kaledonii. Na Guadalcanalu, z lotniska Henderson Field, operował jedynie wysunięty na czoło komponent bojowy dywizjonu. Niestety P-400 zupełnie nie nadawały się do walki z japońskimi Zerami. Prawie każda walka powietrzna kończyła się pogromem amerykańskich myśliwców. Podstawową wadą Airacobr był brak sprężarki, co powodowało że na zwyczajowych wysokościach walk z Japończykami Airacobra zachowywała się jak inwalida. 67 FS używano więc głównie do atakowania celów naziemnych, a zdarzało się, że w obliczu nalotów wroga P-400 odsyłano na wschodnie krańce wyspy, żeby je ocalić. Jednak we wrześniu 1942 roku podjęto decyzję, że 67 dywizjon będzie rozbudowany do siły grupy. Najpierw 29 września dywizjon został podzielony na dwie części. Jedna miała kontynuować działania jako 67 Fighter Squadron, a druga została przekształcona w 339 Fighter Squadron “Sunsetters” i w dowództwo nowej 347 Fighter Group. Szczęściarze przydzieleni do 339 dywizjonu mieli otrzymać nowe dwusilnikowe myśliwce, które zasłyną jako pogromcy Zer – Lockheedy P-38 Lightning. Były dowódca 67 FS major Dale Brannon miał zostać dowódcą 339 FS. Zaraz po tym do nowej 347 grupy dołączono dywizjony 68 i 70. One również oddały po kilka pilotów do nowego 339 dywizjonu. Ponadto 68 i 70 FS przyniosły ze sobą nowsze wersje Airacobr – P-39D-1, P-39L i P-39K. Te ostatnie miały już wprowadzony szereg poprawek i piloci Kaktusowych Sił Powietrznych zaczęli używać je do lotów w osłonie bombowców USMC. Przez jakiś czas na Airacobrach musiał też latać 339 Fighter Squadron. O Lightningi nie było wcale łatwo. Jedyne P-38 na Pacyfiku zostały ściągnięte przez generała Kenneya do Nowej Gwinei. We wrześniu 1942 roku zgodził się on jednak na odstąpienie kilku egzemplarzy generałowi Harmonowi. Samoloty przeleciały do Tontouta, ale nie weszły od razu do akcji. Przyuczenie pilotów do walki na nowym, bardzo skomplikowanym w obsłudze myśliwcu, trochę potrwało. Osiem Lightningów wylądowało na lotnisku Fighter Two na Guadalcanalu dopiero 12 listopada 1942 roku. Od razu ich piloci zaczęli odnosić pierwsze zwycięstwa powietrzne. 25 listopada dowódcą 339 Fighter Squadron został kapitan John Mitchell, który wcześniej zdołał zestrzelić na Airacobrach 3 samoloty japońskie.

Operacja Ke

5 stycznia 1943 do 339 Fighter Squadron dołączył bohater tego artykułu Murray Joseph “Jim” Shubin. Przybył on ze Stanów, gdzie służył w 329 Fighter Group. Dzień wcześniej Japończycy podjęli decyzję o ewakuacji sił broniących Guadalcanal na inne wyspy. Była to pierwsza i ostatnia tego typu akcja japońska w Drugiej Wojnie Światowej. Wcześniej nie było takiej potrzeby, a potem nie było takich możliwości. Operację nazwano “Ke-Gō”, a jej początek zaplanowano na 14 stycznia 1943. Podczas tej operacji Murray Shubin miał zebrać pierwsze bojowe doświadczenia.

20 stycznia 1943 Shubin po raz pierwszy wziął udział w walce powietrznej. Tego dnia dziesięć B-17 z 13 Air Force wystartowało, aby zaatakować żeglugę japońską w okolicach wysp Shortland nieopodal Bougainville. W ich eskorcie leciały cztery P-40 z 44 Fighter Squadron i pięć P-38 z 339 Fighter Squadron. Nad celem wyprawa była atakowana kilkukrotnie przez wrogie myśliwce – głównie przez “Zera” z 204 Kokutai dowodzone przez porucznika Takeshi Morisaki, ale też przez dwa klucze dwupłatowych wodnosamolotów F1M2 “Pete” z miejscowej bazy. W pierwszej fazie starcia P-40 związały walką dwupłatowe “Pete”, w rezultacie której ich piloci zgłosili trzy zwycięstwa powietrzne. Chwilę potem, na odpowiednią wysokość wdrapały się “Zera” i za obronę “Latających Fortec” zabrało się pięć Lightningów. Starcie nie zaczęło się dla Amerykanów dobrze. Jedno z “Zer” weszło na ogon P-38 porucznika Emmetta Norrisa. Jeden z silników Lightninga zadymił i Norris spróbował salwować się ucieczką nurkując. Jednak japoński pilot zdołał wpakować w amerykańskiego myśliwca więcej kul i P-38 zwalił się bezwładnie w ocean nieopodal wyspy Vella Lavella. Kapitan David Shaw powiódł z kolei dwóch innych pilotów Lightningów – porucznika Holmesa i podporucznika Shubina do ataku na inne “Zero”. Wszyscy trzej piloci oddali ku wrogiemu myśliwcowi  wiele serii i japoński pilot wyskoczył ze spadochronem. Szczątki “Zera” runęły do oceanu. Zwycięstwo przyznano jednak Shawowi. Po tej walce do trójki Amerykanów dołączył porucznik Fred Purnell, który w ferworze walki oddzielił się od swojego klucza. Purnell był skrzydłowym Shawa i razem z nim skierował się ku innemu Japończykowi. Seria pocisków Lightninga Shawa “odpiłowała” ogon “Zera”. Dwie połówki samolotu płonąc spadły do wody. W drodze powrotnej wyprawę ponownie zaatakowały wodnosamoloty F1M2. Piloci P-40 nie mieli już za wiele amunicji, ale związali je walką. Amerykanie zgłosili w sumie pięć zwycięstw powietrznych przy stracie jednego Lightninga. Nie wiadomo jakie rzeczywiste straty poniosła jednostka wodnosamolotów. Wiadomo, że zestrzelone zostało “Zero” chorążego Hatsuo Hidaka z 204 Kokutai, choć jego pilot zdołał się uratować i powrócił do jednostki trzy dni później. Inne “Zero” wróciło do bazy uszkodzone. Najważniejszy cel misji został jednak osiągnięty. Mimo ataków około 45 samolotów japońskich żadna z “Fortec” nie została zestrzelona. Jednak po misji Bob Kennedy i Lloyd Huff protestowali, że wysyłanie bombowców aż nad Bougainville z tak małą eskortą własnych myśliwców, to proszenie się o nieszczęście.

28 stycznia 1943 zwiadowcy poukrywani na innych wyspach archipelagu Wysp Salomona ostrzegli, że przez wody wewnętrzne archipelagu, zwane przez Amerykanów “szparą” (“The Slot”) zmierza ku wyspie Guadalcanal kolejny konwój. Konwoje te, tak zwane “Tokyo Express”, z jednej strony dostarczały na Guadalcanal zaopatrzenie, a w drodze powrotnej sukcesywnie ewakuowały japońskich żołnierzy ze skazanej na opuszczenie wyspy. Tym razem na południowy wschód płynął jeden statek transportowy, tankowiec i okręt przeciw podwodny. Wkrótce dołączyło do nich sześć niszczycieli z Faisi. Do ataku na ten konwój Amerykanie wysłali sześć Avengerów z VMSB-131, pięć Dauntlessów z VMSB-142 i siedem Dauntlessów z VMSB-233. W osłonie poleciało siedem Wildcatów z VMF-112, sześć P-40 z 44 Fighter Squadron, a wysoko nad nimi dwa P-38 z 339 Fighter Squadron. Za ich sterami siedzieli podporucznik Julius Jacobson i podporucznik Murray Shubin. Po drodze, na wschód od Nowej Georgii, wyprawa natknęła się na ścianę z chmur. Ciągnęły się na wysokości od 5 do 8 kilometrów. Shubin i Jacobson wznieśli się wyżej, żeby przelecieć nad chmurami. Niestety tam szybko zgubili lecącą o wiele niżej formację bombowców i nie wzięli udział w nadciągającej walce. Nad konwojem wyprawa została zaatakowana przez dziewięć “Zer” z 582 Kokutai. Choć obie strony zgłosiły pojedyncze zestrzelenia, to tak naprawdę żaden samolot nie spadł w tej walce. Japończycy nie zdołali jednak zatrzymać ataku bombowych Dauntlessów i torpedowych Avengerów. Po ich akcji transportowiec i jeden z okrętów eskorty zatrzymały się bezradnie płonąc jak pochodnie. Reszta okrętów popłynęła dalej na południowy wschód.

1 lutego 1943 nad północno zachodnim cyplem Guadalcanal doszło do konfrontacji powietrznej amerykańskich samolotów osłaniających lądowanie Marines w rejonie Maravovo, z samolotami japońskimi wspierającymi kolejny etap Operacji Ke. Tego dnia do Guadalcanalu przybijał kolejny Tokyo Express mający ewakuować kolejnych żołnierzy. W powietrzu działały prawie wszystkie dostępne samoloty USMC i USAAF, a Japończycy wysłali wyprawę bombowców nurkujacych mających zaatakować operujące przy brzegu trzy okręty desantowe LST w eskorcie niszczycieli i liczne patrole myśliwskie mające osłaniać Tokyo Express. Około 15:00 pierwsze Aichi “Val” zrzuciły bomby na amerykańskie okręty i zatopiły niszczyciel USS De Haven. W tym czasie nad polem bitwy pojawiły się nieco za późno zaalarmowane klucze czterech P-40 z 44 Fighter Squadron i P-38 z 339 Fighter Squadron. W składzie tego drugiego klucza lecieli Frederick Purnell, Besby Holmes, Stanley Cramer i Murray Shubin. Kierując się ku japońskim bombowcom Amerykanie byli świadkami eksplozji i zatonięcia De Havena. Jednak w tej chwili piloci USAAF dostali rozkaz ruszenia dalej na północ, w okolice Wyspy Savo. Tam zastali jednak jedynie ślady ropy na morzu – ewidentny znak stoczonej niedawno bitwy. Równie chaotyczne rozkazy sparaliżowały akcje Wildcatów Marines. Jednak ich piloci zdołali zadać japońskim samolotom poważne straty. Amerykanie zgłosili zestrzelenie dziesięciu “Zer” i pięciu “Val”. W rzeczywistości Japończycy stracili pięć bombowców i pięć myśliwców. Cztery dalsze “Zera” zostały uszkodzone. Walka ta odbyła się jednak już po zatonięciu De Havena. Na skutek błędnych i spóźnionych decyzji US Navy straciła niszczyciel De Haven, a niszczyciel USS Nicholas został poważnie uszkodzony. Lądowanie koło Maravovo nie zostało co prawda zagrożone, ale brak dwóch niszczycieli spowodował, że wieczorem japoński Tokyo Express bez przeszkód dotarł do brzegów Guadalcanal i przejął na pokłady kolejną grupę japońskich żołnierzy.

2 lutego 1943 nad całą “szparą” stoczono wiele powietrznych pojedynków. Część z nich była związana z wykryciem w okolicach Wysp Shortland, a konkretnie w zespole portów Tolonei, około dwudziestu czterech jednostek pływających. Były to i okręty, i statki transportowe. Do ataku poderwano po południu sześć B-17 z 26 Bomber Squadron i 72 Bomber Squadron. Do ich bezpośredniej osłony wyznaczono klucz czterech P-40 z 44 Fighter Squadron, a do górnej osłony dwa klucze siedmiu P-38 z 339 Fighter Squadron. Problemy techniczne spowodowały, że aż trzy Lightningi musiały zawrócić do bazy. O 17:10 “Latające Fortece” napotkały po drodze japoński statek transportowy Keiyo Maru płynący do Shortland w towarzystwie okrętu przeciw podwodnego Ch-30. Bombowce dokonały wyjątkowo celnego zrzutu bomb z pułapu prawie 5000 metrów, który spowodował że Keiyo Maru zwolnił, utracił sterowność i zaczął się palić. Japończycy musieli wysłać po niego stawiacz min Tsugaru, który doholował go potem do Shortland. Statek zostanie naprawiony i jego los zostanie przypięczętowany dopiero za półtora roku, 12 czerwca 1944, kiedy to Hellcaty z USS Essex, USS Langley i USS Cowpens uszkodzą go tak poważnie, że zostanie permanentnie “uziemiony” na nabrzeżu Garapan w Marianach. 13 czerwca 1944 statek zostanie dobity przez samoloty pokładowe, a załoga najprawdopodobniej wcielona do garnizonu na Saipanie.. 

W porcie w Shortland “Fortece” zrzuciły bomby na zacumowane jednostki uszkadzając między innymi niszczyciel Yugiri. Zaraz po obraniu kursu powrotnego wyprawa została przechwycona przez około 25 japońskich samolotów. Zespół 10 Mitsubishi A6M2-N “Rufe”, czyli “Zer” na pływakach, z 802 Kokutai uderzył znienacka na cztery P-40 z niższej osłony. Piloci z 44 Fighter Squadron wyrwali na boki unikając strat, ale starszy bosman Shinji Ishita zgłosił zestrzelenie jednego “P-39”. Widząc atak na niższą eskortę piloci Lightningów spłynęli na dół w klasycznym ataku “boom and zoom”. Dowodzący kluczem kapitan John Mitchell zgłosił zestrzelenie jednego “Rufe”, a Murray Shubin drugiego. Dla Shubina było to pierwsze zwycięstwo powietrzne. Reszta wodnosamolotów rozpierzchła się. Jedno z zestrzelonych “Rufe” było pilotowane przez bosmanmata Kiyoshi Akizuki, który ratował się skokiem ze spadochronem.

Nie miała to być ostatnia akcja Japończyków przeciw powracającej wyprawie. Zaraz po 802 Kokutai do akcji wkroczyło 11 “Zer” z 252 Kokutai, które wystartowały z lotniska na wyspie Ballale. Japończycy ruszyli tym razem wprost na bombowce. Przedarłszy się przez eskortę kilka “Zer” zaatakowało “Fortece” od przodu, a po ataku zrobiło “Immelmanna”, po czym runęło na samoloty eskorty. Trzech pilotów P-40 z 44 Fighter Squadron – porucznicy Dale Tarbet, Rayond Morrisey i John Wood – zgłosiło zestrzelenie po jednym “Zerze” każdy. Czwarte “Zero” zgłosił porucznik Besby Holmes z 339 Fighter Squadron. Zaraz potem jeden z japońskich myśliwców wsiadł na ogon P-40 Johna Wooda i trafił go wielokrotnie. Wood został ranny w lewą nogę, lewy bok i lewe ramię. Na szczęście “Zero” zostało zaraz potem celnie ugodzone serią Browningów tylnego strzelca jednego z B-17, a Wood dociągnął na własne lotnisko. W tym z kolei starciu amerykańscy myśliwcy zgłosili cztery zwycięstwa, a strzelcy “Latających Fortec” pięć kolejnych. Japończycy zgłosili dwa zwycięstwa. Tak naprawdę zestrzelone zostało jedno “Zero”, trzy kolejne były uszkodzone, a Amerykanie nie stracili żadnego samolotu.

4 lutego 1943 Murrayowi Shubinowi umknęła przed nosem szansa na zestrzelenie kolejnego wroga. Tego dnia Japończycy wysłali w wyspy Shortland kolejny konwój mający zabrać następną grupę żołnierzy z Guadalcanal. Tworzyło go siedem statków transportowych w eskorcie sześciu niszczycieli. Z powietrza chroniły je tym razem nie tylko “Zera”, ale i Ki-43 “Oscar” z 11 Sentai przerzuconego na Wyspy Salomona dla wsparcia Operacji Ke. Amerykańscy obserwatorzy poukrywani na wybrzeżach różnych wysp dostrzegli konwój od razu. Do jego zniszczenia wysłano Avengery i Dauntlessy w osłonie Wildcatów, Airacobr i Lightningów. Japońscy myśliwcy nie dali się zaskoczyć i nad północno-zachodnim obszarem “szpary” doszło do gwałtownego starcia, w którym piloci Marines zgłosili co prawda zestrzelenie pięciu “Zer”, ale sami stracili aż cztery Avengery, jednego Dauntlessa i jednego Wildcata.

Godzinę po starcie wyprawy z Guadalcanal poderwano do ataku drugą falę składającą się z 15 Dauntlessów z VMSB-233 i VMSB-234 w eskorcie dwunastu F4F-4 Wildcat z VF-72, czterech P-40 z 44 Fighter Squadron i dwa klucze po cztery P-38 z 339 Fighter Squadron. Jeden z kluczy Lightningów był dowodzony przez kapitana George Deweya, któremu towarzyszyli Murray Shubin, Darrell Cramer i Richardson. Gdy Lightningi zbliżały się do lecącej poniżej wyprawy ich piloci dojrzeli nad brzegiem Guadalcanalu dwa nieznane samoloty. Po krótkiej konsultacji z dowództwem klucz Deweya odrzucił dodatkowe zbiorniki paliwa i ruszyła w pogoni za intruzami. Ci jednak zniknęli im z oczu prawdopodobnie wpadając w którąś z chmur. Pozbawione zbiorników Lightningi nie miały już dość paliwa, by kontynuować misję i niepocieszeni piloci musieli zawrócić do bazy. Drugi klucz Lightningów pod dowództwem podporucznika Roberta Rista miał zbiorniki i mógł lecieć dalej. Nad celem wyprawa została zaś zaatakowana przez japońskie “Zera” i amerykańscy myśliwcy zgłosili zestrzelenie sześciu z nich.

7 lutego 1943 ostatni żołnierz japoński wszedł na pokład niszczyciela z Tokyo Express. Operacja Ke została zakończona. Co ciekawe Amerykanie zorientowali się, że na Guadalcanal nie ma już żadnych sił wroga dopiero dwa dni później. Mimo faktu, że cała akcja zakończyła się oddaniem Guadalcanal w ręce Amerykanów, to było to jednak wielkie taktyczne zwycięstwo Japonii. Mimo, że amerykańscy piloci myśliwscy zgłosili wiele zwycięstw, a bombowce zatopiły i uszkodziły wiele jednostek pływających, to Kaktusowe Siły Powietrzne nie zdołały zapobiec ewakuacji japońskich oddziałów.

Letnie zmagania nad “Szparą”

Po opuszczeniu przez Japończyków Guadalcanalu walki powietrzne nieco osłabły. W marcu Amerykanie wylądowali na Wyspach Russella i tam zaczęli przygotowywać lotniska pozwalające na zmniejszenie dystansu do Rabaul. 3 kwietnia 1943 admirał Isoroku Yamamoto osobiście przejął dowodzenie siłami zgromadzonymi w bazie Rabaul i uruchomił operację “I-Gō”, która miała polegać na jednoczesnej intensywnej ofensywie powietrznej na dwóch kierunkach: Nową Gwineę leżącą na południowy zachód od Rabaul i Guadalcanal leżący na południowy wschód od Rabaul. Operacja nie udała się za bardzo, bo amerykańskie siły powietrzne w obu tych miejscach były już zbyt potężne. Informacje o przylocie admirała Yamamoto i jego plany wizytacji sił na wyspach Ballale, Shortland i Buin zostały za to przechwycone i zdekodowane przez amerykański wywiad. Pozwoliło to na zorganizowanie jednej z najbardziej spektakularnej misji bojowej w dziejach, którą wykonało szesnaście P-38 z 347 Fighter Group. Misję tę opisał szerzej Artur Gołębiewski w artykule o trzech Pieronach:

Jednak Murray Shubin nie wziął udziału w tej misji. Dla niego okres od marca do końca maja był raczej bezkrwawy i nie strącił w tym czasie żadnego wrogiego samolotu.

7 czerwca 1943 Japończycy rozpoczęli tygodniową ofensywę powietrzną przeciw pozycjom amerykańskim w południowo-wschodnich Salomonach. 40 do 50 “Zer” wystartowało z Rabaul kierując się ku “Szparze”. Do przechwycenia tej wyprawy “kaktusowe siły powietrzne” wysłały około 100 myśliwców, głównie samolotów Marines. 13 Air Force reprezentowało 12 P-40 z 44 Fighter Squadron i 9 P-38 z 339 Fighter Squadron. Amerykanie urządzili zasadzkę w okolicach Wysp Russella czekając na formację “Zer” na pułapie 8 do 9 tysięcy metrów. Jeden z trójsamolotowych kluczy P-38 w składzie podporucznik Murray Shubin, podporucznik Bill Harris i podporucznik Robert Tucker krążył nad chmurami, ale nie dostrzegł żadnego samolotu wroga. Po pewnym czasie Amerykanie wykręcili na północ w kierunku Wyspy Buraku i tam w luce w chmurach dojrzeli trwającą właśnie poniżej walkę powietrzną między “Zerami”, a P-40 z nowozelandzkiego 15 Squadron. Niestety przewaga była po stronie Japończyków i mimo utworzenia “kręgu Lufberiego” aż sześć nowozelandzkich P-40 zostało szybko zestrzelonych. Po dotarciu na miejsce trzech pilotów Lightningów rzuciło się na pomoc. Tucker zaatakował jedno z “Zer” od czoła i zarejestrował, że jego pociski trafiły w cel. Z myśliwca Mitsubishi posypały się kawałki blach, ale zaraz zniknął z pola widzenia Tuckera. Amerykaninowi zaliczono zwycięstwo prawdopodobne.

Bill Harris znurkował ku innemu “Zeru” i ostrzelał go, ale japoński pilot wyrwał w lewo wychodząc spod linii strzału. Pilot Lightninga był przekonany, że Japończyk będzie zacieśniał zakręt w lewo i też wykręcił w tę stronę. Jednak doświadczony pilot “Zera” zaraz przełożył drążek na prawo i skręcił ostro w prawo, o mało co nie doprowadzając do zderzenia dwóch samolotów. “Zero” przez ułamki sekund przedefilowało przed celownikiem Harrisa. Amerykanin odruchowo wcisnął spust i o dziwo trafił w bok wrogiego myśliwca. Z “Zera” buchnął płomień i japońska maszyna runęła ku morzu. Po oddaniu serii Harris szarpnął wolantem, aby uniknąć wpakowania się w ofiarę. Robiąc to dostrzegł “Zero”, które właśnie leciało na ogonie nowozelandzkiego Curtissa. Skręcił ku niemu i zaczął pruć z karabinów i działka pod niemniej dzikim kątem, niż poprzednio. Celnie trafiony myśliwiec japoński eksplodował w kuli ognia. Jednak inne “Zero” celnie trafiło P-38G Harrisa. Pociski uszkodziły silnik i rozwaliły kompletnie jedną ze sprężarek. Amerykanin musiał wycofać się z walki, ale zdołał dolecieć na własne lotnisko. W tej gwałtownej walce odniósł pierwsze dwa z szesnastu zwycięstw, które uczynią go asem numer dwa w 13 Air Force.

Trzecie zwycięstwo dla klucza Lightningów uzyskał “Jim” Shubin. I on ruszył na pomoc jakiemuś nowozelandzkiemu pilotowi, który desperacko wywijał się spod luf ścigającego go “Zera”. Shubin podszedł do wrogiego myśliwca i wykończył go dwoma długimi seriami. Było to jego drugie zwycięstwo powietrzne. W walce nad wodami “szpary” Amerykanie zgłosili w sumie 23 zestrzelenia: sześć piloci F4U-1 z VMF-112, dwa piloci F4F-4 z VMF-112, osiem piloci P-40 z 44 Fighter Squadron, cztery Nowozelandczycy z 15 Squadron i trzy piloci Lightningów z 339 Fighter Squadron. Straty po stronie “kaktusowych sił powietrznych” były niemałe. Japończycy zestrzelili cztery Corsairy, jednego P-40 z 44 Fighter Squadron i aż sześć P-40 z 15 Squadron RNZAF.

10 i 12 czerwca doszło do kolejnych bitew powietrznych nad “szparą”. Jednak dla Shubina to 16 czerwca okazał się tym najważniejszym dniem w karierze pilota. Około południa amerykański obserwator na wyspie Vella Lavella doniósł, że w kierunku Guadalcanal zmierza 38 “Zer”. Inny zwiadowca na wyspie Kolombangara wysłał meldunek, że ku flocie amerykańskiej między Guadalcanalem a Tulagi leci aż 50 Aichi D4A “Val” w eskorcie 30 kolejnych “Zer”. Amerykanie zauważyli, że wyprawy japońskie najczęściej obierają trasę biegnącą na północ od Wysp Russella i tam skierowali dywizjon Corsairów, który zdążył się już rozgościć na nowo oddanym do eskploatacji lotnisku na Wyspach Russella. Tym razem Japończycy wybrali jednak trasę na południe od wysp i piloci Corsairów trafili w próżnię. O 13:10 poderwano do startu kolejny dywizjon F4U-1, tym razem stacjonujący na Guadalcanalu. 16 Corsairów miało patrolować niebo nad własnymi statkami i okrętami. Japońskie wyprawy gdzieś zniknęły na długo i stało się pewne, że zmierzają w kierunku Guadalcanal. O 13:45 ogłoszono w końcu alarm czerwony i poderwano do lotu prawie 90 dodatkowych myśliwców. Wśród nich było 12 Lightningów z 339 Fighter Squadron dowodzonych przez porucznika Williama Griffitha. Drugim kluczem dowodził Murray Shubin. Lightningi wystartowały jako pierwsze, bo ich zadaniem było wzniesienie się na największą wysokość 9 tysięcy metrów. Pierwsze “Zera” zostały dostrzeżone przez pilotów Lightningów o 13:47. Leciały nad Zatoką Beauforta. Zaraz potem Amerykanie dojrzeli około 50 Zer, które nadlatywały nad Guadalcanal od zachodu na wysokości około 4000 stóp niższej od Lightningów. Jako pierwszy zaatakował klucz Shubina. Czterech pilotów wzięło na cel ariergardę 10 – 15 myśliwców Mitsubishi. Japończycy dali się zaskoczyć. Shubin zaczął strzelać jako pierwszy. Japoński pilot widząc serie wokół kabiny wyrwał w górę i spróbował wykonać beczkę, ale w połowie tego manewru pociski celnie uderzyły w jego myśliwiec. “Zero” zapaliło się, a Amerykanin przeniósł ogień na kolejny cel. I ta seria była celna. Po pierwszym ataku piloci Lightningów wyrwali w górę. Shubin zarejestrował szybko, że ku oceanowi spada 5 – 6 “Zer”, a z czterech z nich buchały płomienie. Jednak Japończycy szybko zebrali się w sobie i zaraz role się odwróciły. Dwa “Zera” zaczęły wchodzić na ogony Shubinowi i jego bocznemu Erwinowi Rake. I tu zareagowała błyskawicznie druga para tego klucza, czyli podporucznik Bill Harris i podporucznik Charles Van Bibber. Harris zdjął “Zero” goniące Erwina Rake, a Van Bibber “Zero” usiłujące dopaść Shubina. To nie był koniec kłopotów, bo za parą Shubin i Rake ruszyli kolejni dwaj Japończycy. Harris zaczął strzelać do jednego z nich, ale wszystkie cztery półcalowe Browningi zacięły się. Na szczęście zostało mu jeszcze trochę pocisków w działku i to nim rozwalił “Zero” zagrażające dowódcy klucza. Van Bibber nie trafił czwarte Mitsubishi i jego pilot celnie ugodził Lightninga Erwina Rake, po czym wycofał się z pola walki. Rake opanował samolot, ale jego Lightning został uszkodzony. Harrisowi skończyła się amunicja w działku, a Van Bibber zaraportował, że ma już mało paliwa. Tak więc trójka Amerykanów zawróciła do bazy. Z całego klucza nad “Szparą” pozostał jedynie Shubin. Nie zamierzał jednak rejterować i ruszył w kierunku Wyspy Savo, gdzie widział toczące się w powietrzu pojedynki. Po drodze spotkał pięć “Zer”, które niechybnie postanowiły zakończyć jego karierę. Japończycy byli uparci i przez 40 kolejnych minut Shubin samotnie toczył bitwę z “przeważającymi siłami wroga”. Wykorzystując przewagę wysokości i prędkości “Jim” spłynął na ostatnie “Zero” i celnie trafił do w kadłub za kokpitem. Myśliwiec przewrócił się na plecy, zawisł na moment w powietrzu i runął w dół. Shubin wykręcił w prawo i znurkował ku kolejnemu samolotowi wroga. Dokładnie w tym samym czasie “Zera” zaczęły się wznosić usiłując wejść mu na ogon. “Jim” pod bardzo dużym kątem odpalił serię w kierunku ostatniego myśliwca. Wydawało mu się, że odłożył za dużą poprawkę i przestrzelił przed nosem “Zera”, ale chyba jednak jakiś pocisk dosięgł silnika, bo japoński samolot wyglądał, jakby stracił moc. Zaczął zwalniać i przeszedł w nurkowanie. Pozostałe trzy myśliwce pnąc się w górę zdołały wreszcie uplasować się za Lightningiem i ich piloci zaczęli strzelać w kierunku amerykańskiego myśliwca. Ten miał jednak dużą prędkość – około 350 mil na godzinę – i Shubin bez problemu zrobił zwrot na lewo, w stronę słońca, przechodząc w lekkie wznoszenie. Zawróciwszy skierował się na wprost “Zera”, które wspinało się ku niemu i nacisnął na spust. Pudło. “Jim” wyrwał lekko w górę i przeleciał nad wrogimi maszynami przechodząc do wznoszenia w stronę słońca. I Amerykanin i Japończycy znowu zaczęli wznosić w pogoni za osiągnięciem przewagi taktycznej. Lightning na dużej szybkości wznosił się szybciej niż “Zera” i trzy razy Shubin nurkował w kierunku “Zer” próbując dopaść ostatnie z nich. Japończycy byli doświadczonymi pilotami i za każdym razem pozostałe “Zera” odpowiednio wcześnie rzucały się na pomoc maszynie, którą Amerykanin sobie upatrzył, a niedoszła ofiara robiła skuteczny wywrót uciekając spod kul. Kolejny atak “Jim” przypuścił w nieco inny, bardziej ryzykowny sposób. Nie nurkował szybko, tylko zredukował nieco gaz i podszedł do “Zera” na tyle wolno, aby móc utrzymać Japończyka w celowniku, kiedy ten zacznie wykonywać uniki. I tak faktycznie się stało. Kiedy Japończyk wywrócił samolot na plecy z zamiarem wywinięcia się w dół, dłuższa seria pocisków z Lightninga przeszyła ukośnie kadłub “Zera” i z japońskiej maszyny buchnął dym. Jeszcze podczas oddawania tej serii działko samolotu Shubina zamilkło. Skończyła się w nim amunicja. “Jimowi” zostały do dyspozycji już tylko pólcalowe Browningi. Ścigany przez dwa pozostałe Mitsubishi dał pełny gaz i nurkując bez problemów uciekł spod kul. Ale nie zamierzał wcale wracać do bazy. Zawrócił i tym razem z daleka ostrzelał “Zero” numer cztery. Japoński pilot umknął kulom i po przewrocie na plecy odleciał prawdopodobnie na swoje lotnisko. Ostatnie “Zero” skręciło ku Shubinowi i znowu przeciwnicy weszli w atak czołowy. “Jim” widział, jak pociski trafiają w osłonę silnika japońskiej maszyny, ale chyba nie wyrządziły mu większej szkody. Po tym zwarciu Japończyk już nie zawrócił, tylko na pełnym gazie ruszył ku własnym pozycjom. Shubin dogonił go jednak i wpakował parę pocisków w kadłub za kabinę aż po usterzenie “Zera”. Nieprzyjacielski pilot zrobił pół beczki i puścił się ku morzu. Shubin stracił go z oczu.

Po powrocie na lotnisko Murray Shubin zgłosił dwa zwycięstwa pewne (to te pierwsze, które potwierdzili inni piloci jego klucza) i cztery zwycięstwa prawdopodobne odniesione w epickiej 40 minutowej walce z piątką “Zer”. Bardzo szybko okazało się jednak, że długi pojedynek pojedynczego Lightninga z pięcioma “Zerami” miał wielu kibiców. Byli nimi rozentuzjazmowani żołnierze piechoty obserwujący walkę z brzegów Guadalcanalu. Dowódca kompanii G w 35 Pułku Piechoty 25 Dywizji Piechoty kapitan F. P. Mueller śledził całą akcję przez lornetkę i potwierdził, że “Jim” definitywnie zestrzelił trzy z pięciu japońskich myśliwców. I tak Murray Shubin został pierwszym pilotem 13 Air Force, któremu zaliczono zestrzelenie pięciu samolotów w jednym locie. Opowieść o tej bitwie rozniosła się błyskawicznie po całym obszarze Południowego Pacyfiku. Dotarły też szybko do dowodzącego siłami amerykańskimi w tym rejonie admirała Williama Halseya. Ten zaprosił Shubina na pokład swojego okrętu flagowego aby osobiście złożyć mu gratulacje i odznaczyć orderem Distinguished Service Cross.

Kilkanaście dni potem Shubin wraz z pięcioma innymi weteranami 339 Fighter Squadron zakończył turę bojową. Cała szóstka została odesłana na odpoczynek do Auckland w Nowej Zelandii, a potem do Nowej Kaledonii, gdzie na tyłach mieli na spokojnie trenować i szykować się do kolejnej tury.

Powrót 

Prawie dokładnie wtedy, kiedy szóstka pilotów odlatywała do Auckland, Halsey uruchomił planowaną od lutego operację Cartwheel, która polegała na zdobywaniu jednej po drugiej najważniejszych wysp Salomona. I tak 30 czerwca małe oddziały US Army wylądowały na Wyspie Woodlark i Wyspach Trobriandzkich, a większe siły dokonały inwazji na Nowej Georgii. 15 sierpnia 25 Dywizja Piechoty US Army i nowozelandzka 3 Dywizja wylądowały na wyspie Vella Lavella. Tam zdobyto lotnisko w Munda, które znajdowało się bliżej Rabaul i stało się bardzo ważną bazą Kaktusowych Sił Powietrznych. W powietrzu dalej dochodziło do morderczych starć. Najpierw porucznik Elmer Wheadon z 44 Fighter Squadron, a potem porucznik Joseph Lesicka z 44 Fighter Squadron stali się kolejnymi “asami w jednym dniu”. Pod koniec września w 339 Fighter Squadron nastąpiła wielka wymiana kadr. Znaczna część pilotów odesłano na odpoczynek, a do dywizjonu dołączyło 14 nowych pilotów i 12 wracających z “wypoczynu” weteranów. Wśród nich był Murray Shubin. Lotnicy przylecieli na lotnisko Fighter Two w Guadalcanalu, ale zaraz wraz z całym dywizjonem przenieśli się do bazy Munda na wyspie Vella Lavella.

10 października 1943 16 Lightningów z 339 Fighter Squadron eskortowało Liberatory z 72 Bomber Squadron w wyprawie na lotnisko Kahili na Wyspie Bougainville. Wśród pilotów leciało trzech czołowych asów 13 Air Force – Murray Shubin, Bill Harris i dowódca 44 Fighter Squadron Robert Westbrook. Ten ostatni uczył się dopiero walczyć na Lightningu i w tym locie leciał jak skrzydłowy Billa Harrisa. Na miejscu wyprawa została przechwycona przez gotowych do akcji Japończyków. Na bombowce spłynęło 15 “Zer”, a eskortę zaatakowało z góry 30 do 40 “Zer”. Japończycy atakujący B-24 zdołali zestrzelić jednego bombowca, z którego wyskoczyło na spadochronach czterech lotników. Inny Liberator odłączył się od szyku próbując osłaniać czterech opadających na spadochronach kolegów i natychmiast stał się celem kolejnego ataku. Piloci “Zer” uszkodzili poważnie tego B-24 niszcząc mu dwa silniki, a potem próbowali rozstrzelać w powietrzu czwórkę ocalonych Amerykanów. Piloci Lightningów przebili się przez górną falę japońskich myśliwców i rzucili się na pomoc. Dość szybko zestrzeli dziesięć myśliwców Mitshubishi bez strat odganiając je od bombowców. Jednak w locie powrotnym przy lądowaniu na lotnisku Munda rozbił sie zginął porucznik Brandon Hardway. Gwiazdą tego starcia był Bill Harris, któremu zaliczono cztery zwycięstwa. Dwa “Zera” zestrzelił Murray Shubin, a Robert Westbrook odniósł swoje pierwsze lightningowe zwycięstwo.

27 października 1943 Amerykanie wylądowali na kolejnych wyspach w archipelagu Wysp Salomona – na Wyspach Skarbów (Treasury Islands). Myśliwce “kaktusowych sił powietrznych” osłaniały lądowanie. Po 13:00 dyżur nad przyczółkiem objęły dwa klucze Lightningów z 339 Fighter Squadron dowodzone przez Murraya Shubina. Myśliwce zaczęły krążyć nad własnymi okrętami na wysokości około 20 000 stóp. Jednak jeden klucz musiał zawrócić na lotnisko Munda wcześniej i po 15:00 plaży pilnowała już tylko czwórka P-38. Za ich sterami siedzieli porucznicy Shubin, Brown, Samuel Howie i Robert Shimp. O 15:10 piloci 339 dywizjonu dostrzegli poniżej, na wysokości 10 000 stóp grupę bombowców nurkujących Aichi “Val” zmierzającą ku amerykańskim okrętom. Były to samoloty z Rabaul, które Japończycy poderwali do ataku na siły inwazyjne. Kiedy Amerykanie zbliżyli się na odległość strzału wszyscy znajdowali się już w polu ostrzału artylerii przeciwlotniczej niszczycieli. Nie bacząc na niezbyt celne pociski dział okrętowych piloci Lightningów rozpoczęli atak. Shubinowi udało się strącić dwa “Val”, a Samowi Howie trzy. Szóstego bombowca uszkodził Robert Shimp. Po akcji klucza Shubina na miejsce dotarła kolejna ósemka Lightningów prowadzonych przez Billa Harrisa. a potem P-40 z 44 Fighter Squadron, P-39 z 70 Fighter Squadron i P-40 z RNZAF. Łącznie podczas walk z japońskimi samolotami Amerykanie zestrzelili 12 samolotów (w tym 5 klucz Shubina), a nowozelandczycy cztery dalsze. Nie poniesiono żadnych strat w powietrzu, ale Japończykom udało się poważnie uszkodzić niszczyciel USS Cony.

Tego dnia Murray Shubin uzyskał swoje dziesiąte i jedenaste zwycięstwo powietrzne. Nie tylko stał się czołowym asem 13 Air Force, ale też pierwszym pilotem tej formacji, który osiągnął dwucyfrową liczbę zestrzeleń. Kilkanaście minut później Bill Harris zestrzelił swoją dziesiątą ofiarę, ale rekord 11 zwycięstw Shubina zostanie utrzymany aż do Wigilii tego roku, czyli 24 grudnia 1943, kiedy to Robert Westbrook zestrzeli dwa samoloty indywidualnie i dwa zespołowo (3.00 zwycięstwa) i osiągnie wynik 12 zestrzeleń.

W styczniu 1944 Murray Shubin zakończył swoją kolejną turę bojową i wrócił do USA. W walkach już nie uczestniczył. Uczył młodych pilotów latania na P-38 w szkole lotniczej. Po wojnie służył w Pentagonie i na Okinawie, a w końcu powierzono mu dowodzenie 71 Bombardment Squadron we Francji, który latał na Martinach B-57, czyli amerykańskiej wersji brytyjskiego bombowca BAE Canberra. Niestety 23 lipca 1956 podczas manewrów w okolicach Lyonu Shubin dostał ataku serca i zmarł w wieku zaledwie 39 lat.

Wzmianka prasowa w Pittsburgh Sun-Telegraph z dnia 11 stycznia 1944.
Żródło: newspapers.com
https://www.newspapers.com/clip/42420948/murray-joseph-shubin-air-ace-home/

Samoloty Murraya Shubina

P-38G-13-LO 43-2242, #129, “Oriole”

Mechanik nakleja piątą flagę na P-38G-13 “Oriole”. Obserwujący to Murray Shubin stoi drugi od lewej.
(Źródło: p38lightning.tumblr.com)

Pierwszym znanym osobistym samolotem Murraya Shubina był P-38G-13-LO 43-2242 . Pochodzenie serii P-38G-13 było o tyle ciekawe, że żywot swój zaczęły jako pozbawione sprężarek, “wykastrowane” P-322 Lightning Mk.II budowane dla RAF. Gdy Brytyjczycy zrezygnowali z zamówienia Lockheed zmodernizował tę partię dociągając ją do standardu USAAF. Seria P-332-I została w taki sposób dostosowana do standardu P-38F jako P-38F-13-LO, a seria P-332-II jako P-38G-13-LO. Lightning Shubina mógł się w ten sposób pochwalić przyznaniem kolejno trzech numerów seryjnych / ewidencyjnych: numeru seryjnego Lockheeda 332-3351, numeru wojskowego RAF AF428 i numeru wojskowego USAAF 43-2242.

P-38G-13 były typowymi przedstawicielami późnych serii P-38G. Napędzane były silnikami Allison V-1710-51 lub V-1710-55 oraz nowszymi sprężarkami General Electric B-13. Seria G-13, tak jak wcześniejsza seria G-10, mogła już przenosić większe 300 galonowe odrzucane zbiorniki paliwa, które były wykorzystane w misji likwidacji admirała Yamamoto. Jednak poza tą misją zbiorniki te były wykorzystywane głównie do długich lotów niebojowych, na przykład przy przebazowaniu. Standardowo do samolotów przyczepiano mniejsze zbiorniki 150 galonowe. Tamiya daje w modelu P-38F/G w skali 1/48 oba typy zbiorników.

Uzbrojenie P-38G-13 było standardowe dla Ligthtningów (działko 20mm i cztery karabiny maszynowe 12,7mm). Działko było starszego typu M1, co wizualnie wyróżniało się perforowaną osłoną lufy. Od P-38J stosowano działko M2C, które miało litą osłonę bez otworów. Zamiast zbiorników paliwa P-38G-13 mogły przenosić bomby. Od wersji G-10 można było też przymocowywać do boków kadłuba potrójne wyrzutnie rakiet Bazooka. Nie widziałem jednak na żadnych zdjęciach Lightningów z Guadalcanalu z rakietami. W tym czasie P-38 były wykorzystywane tam prawie wyłącznie jako myśliwce przewagi powietrznej mające zwalczać ciągle groźne lotnictwo japońskie z Rabaul.

Tak jak wszystkie inne samoloty “kaktusowych sił powietrznych” P-38G-13-LO 43-2242 był wyposażony w działającą na falach średnich radiostację SCR-274. Tamiya oferuje w modelu właśnie ten typ radiostacji.

Koła w Lightningu 43-2242 miały zachowane lite kołpaki, przynajmniej w czasie, kiedy robiono mu zdjęcia. Natomiast warto zwrócić uwagę na opony. Swoistym znakiem firmowym myśliwców Lockheeda było to, że na kołach głównych bardzo często były opony z innym bieżnikiem niż na kole przednim. Najprawdopodobniej było to związane z różnym zużywaniem się opon w podwoziu przednim i głównym. W czasie robienia zdjęć Lightning Shubina miał na głównych kołach opony starszego typu bez bieżnika (tzw. “balloon tires”). Na zdjęciach nie sposób jednak dojrzeć od jakiego producenta pochodziły, a większość firm oponiarskich przeszło przez okres produkcji gładkich opon lotniczych. Na kole przednim widać za to wyraźnie oponę z bieżnikiem rombowym (tzw. “diamond tread”) według wzoru typowego dla Goodyeara. Tamiya daje w modelu właśnie bieżniki rombowe, ale na wszystkich oponach.

Mimo, że P-38G-13 pochodziły jeszcze z produkcji dla RAF, podczas konwersji do standardu amerykańskiego były one całkowicie przemalowane. Na temat kolorów wnętrza Lightningów od lat toczą się na forach spory, ale najbardziej prawdopodobne jest, że seria G-13 miała kokpity malowane na tzw. kolor Yellow Green, który był farbą ochronną Zinc Chromate Primer z domieszką koloru czarnego i możliwe, że z domieszką aluminium. Zarówno czarny, jak i aluminium mogły być w postaci pyłu, pasty lub farby. Co najważniejsze, to to że kolor Yellow Green był nieco podobny do późniejszego ANA 611 Interior Green, ale był zdecydowanie jaśniejszy i żywszy. Część komponentów w kokpicie była dostarczana przez poddostawców i była malowana na inne kolory. Wydaje się, że w przypadku P-38G-13 dość często fotel pilota i płyta pancerna były ciemniejsze, zapewne dostarczone w jakiejś ciemnozielonej barwie. Cała kolumienka sterowa zgodnie z rysunkami konstrukcyjnymi powinna być pokryta matową czarną farbą, ale na zdjęciach wychodzi ona jaśniej. Albo to gra światła, albo praktyka była daleka od teorii.

Kolor wnęk podwozia i goleni podwozia to kolejny temat sporny. Wczesne Lightningi miały te elementy malowane lakierem aluminiowym. Gdzieś podczas produkcji P-38G Lockheed uzyskał zgodę na uproszczenie procesu produkcyjnego i malowanie wnęk i goleni takim kolorem, jak dolne powierzchnie samolotu, czyli Neutral Gray 43. Niestety nie wiadomo kiedy dokładnie zmiana się dokonała i wydaje się, że w trakcie produkcji P-38G te schematy się przeplatają. Niemniej P-38G-13 Shubina wydaje się mieć podwozie malowane jeszcze farbą aluminiową.

Cały płatowiec z zewnątrz był malowany w typowym schemacie kamuflażowym z tego okresu, czyli kolorem Olive Drab 41 od góry i Neutral Gray 43 od dołu.

Shubin walczył na tym samolocie w pierwszej połowie 1943 roku i w związku z tym Lightning miał naniesione znaki rozpoznawcze wykorzystywane w okresie od maja 1942 do września 1943. Były to białe gwiazdy na granatowych kołach już bez czerwonych kółek w środku, ale jeszcze bez białych pasów po bokach. Na lewym skrzydle od góry i prawym skrzydle od dołu gwiazdy były w kole o średnicy 30 cali, a na belkach ogonowych przed chłodnicami wody gwiazdy w kole o średnicy 24 cale.

Wszystkie chyba Lightningi z 5 i 13 Air Force były dostarczane na front drogą morską. Bardzo szybko okazało się, że narażone na słoną wodę samoloty łatwo korodują. Dlatego USAAF opracowało specjalną procedurę zabezpieczania samolotów do transportu morskiego. Wszystkie szczeliny, w tym linie podziału blach, były zaklejane taśmami o szerokości najprawdopodobniej 4 cale i potem zabezpieczane tłustym czarnym środkiem konserwującym AN-C-52 (tzw. Par-Al-Ketone). Był on nanoszony pędzlem lub natryskiem. Po dostawie na miejsce taśmy i Par-Al-Ketone były usuwane, ale na kamuflażu pozostawały charakterystyczne ciemne ślady w miejscach krawędzi zabezpieczających taśm.

339 Fighter Squadron zgodnie z praktyką obowiązującą w 13 Air Force oznakowywał samoloty numerami indywidualnymi. Wydaje się, że dywizjon stosował w tym czasie numery z przedziału 100-149. Numery te malowano białą farbą na bokach kadłuba na pokrywach amunicyjnych. Wysokość cyfr wynosiła mniej więcej 10 cali. W artykule biuletynu IPMS z Charlotte, Nowej Karoliny z kwietnia 1993 zamieszczono analizę malowań Lightningów biorących udział w rajdzie przeciw admirałowi Yamamoto. Autor (niestety nie podpisany) zasugerował, że Lightningi o numerach indywidualnych do połowy przedziału 120-129 miały numer indywidualny powtórzony na usterzeniu pionowym. Późniejsze Lightningi, od drugiej połowy przedziału 120-130 miały numer tylko na nosie, a na usterzeniu był zachowany żółty numer wojskowy. Możliwe, że miało to jakiś związek z praktyką obowiązującą w 5 Air Force w Nowej Gwinei, bo tam stosowano często powtórzenie numeru z nosa na usterzeniu, a pierwsze Lightningi 339 dywizjonu pochodziły właśnie z 5 AF generała Kenneya, który przekazał je w ramach pomocy dobrosąsiedzkiej na Guadalcanal. Tak czy inaczej jest prawdopodobne, że P-38G-13-LO 43-2242 miał na nosie biały 10-calowy numer “129”, a na usterzeniu pionowym żółty 8-calowy numer USAAF, a właściwie jego końcówkę “32242”.

Lightninga Shubina trudno pomylić z inną maszyną dzięki słynnemu przydomkowi “Oriole”. Było to po prostu imię jego australijskiej żony Oriole Coombes, którą poznał podczas pobytu w Brisbane. Stylizowane imię “Oriole” było namalowane białą farbą na lewej osłonie lewego silnika. Nie zachowało się zdjęcie, na którym widać by było ten samolot z prawej strony, więc nie wiadomo, czy imię “Oriole” było też naniesione z “niewłaściwej” strony. Co jest pewne, to że Shubin miał zwyczaj pieszczotliwie poklepać wymalowane imię przez każdym lotem bojowym. Może więc było ono namalowane tylko w jednym miejscu?

Zgodnie z praktyką często stosowaną na Pacyfiku łopaty śmigła “Oriole” oznakowano wysokimi na 1 cal białymi numerami wojskowymi z opisem, czy to śmigło lewe, czy prawe. I tak na wszystkich trzech łopatach lewego śmigła było oznakowanie “43-2242 LEFT”, a na trzech łopatach prawego “43-2242 RIGHT”. Nie było żadnej zasady gdzie to oznakowanie było malowane. Na każdej łopacie mogło wyglądać trochę inaczej. Łopaty śmigła były czarne z żółtymi końcówkami. Nie ma na nich śladu krawędzi natarcia w kolorze aluminium, co czasami widać było na innych Lightningach.

Największą zagadką “Oriole” są symbole zwycięstw naklejone na nosie. Na jednym zdjęciu na nosie są cztery japońskie flagi, a na innym mechanik nakleja piątą flagę. I jaka tu zagadka? Nie było w karierze Shubina takiego momentu, w którym po powrocie do bazy miał na koncie cztery zwycięstwa, albo pięć zwycięstw. 7 czerwca 1943 zaliczył drugie zwycięstwo powietrzne, a 16 czerwca zestrzelił pięć samolotów w jednym locie i jego wynik wskoczył od razu na 7 zestrzeleń. Nie wchodziły w grę żadne uszkodzenia, czy zwycięstwa prawdopodobne. Może te cztery, a potem pięć zwycięstw, to zestrzelenia uzyskane na “Oriole” przez innych pilotów? Nie wiadomo.

To właśnie w tym malowaniu zrobiłem swojego pierwszego Lightninga z Tamiyi w skali 1/48:

P-38H-5(?) #129, “Oriole Wuv” / “Oriole II”

Murray Shubin podczas ostatniej tury bojowej przed swoim P-38H(?), “Oriole Wuv” / “Oriole II”.
(Źródło: Osprey Aircraft of the Aces 120 “P-38 Lightning Aces 1942-43” autorstwa Johna Stanawaya)

O ile P-38G-13 43-2242 jest dość dobrze rozpracowany, to kolejny Lightning Shubina, którego używał od października 1943 po powrocie z Nowej Zelandii, jest już bardziej enigmatyczny. Zachowało się prawdopodobnie tylko jedno jedyne zdjęcie tego samolotu z uśmiechniętym Shubinem stojącym na pierwszym planie. Zabawne, że w różnych książkach pojawiają się różne fragmenty tej fotografii, ale nigdy całość. Nie doszukałem się numeru seryjnego tego Lightninga, ale prawdopodobniej jest to P-38H, bo w logach październikowych zwycięstw Shubina jest wzmianka, że w obu przypadkach leciał na tej wersji. Na zdjęciu tylna część owiewki jest zasłonięta przez lewy silnik i nie widać, czy jest to P-38H-1 (z żeberkami wzmacniającymi owiewkę), czy P-38H-5 (bez żeberek).

Koła główne Ligthninga są na zdjęciu ukryte w cieniu, ale wydaje się, że mają one opony z prostokątnym bieżnikiem stosowanym przez firmę U.S. Rubber Company (“Uniroyal”). Przednie koło ma ewidentnie oponę z bieżnikiem rombowym (prawdopodobnie Goodyeara).

Tak jak poprzedni “Oriole”, ten drugi Lightning Shubina był również w kamuflażu Olive Drab / Neutral Gray. Znaki rozpoznawcze miał już najpewniej z białymi pasami po bokach, bo było to już wtedy standard. Właściwie od września 1943 całe znaki z białymi pasami powinny mieć już też granatową obwódkę, ale na Pacyfiku, z dala od matecznika biurokracji, wszelkie nowinki dotyczące sposobu malowania / oznakowania traktowano z dużą rezerwą. Tak czy inaczej na zdjęciach znaków nie widać.

Na nosie tego samolotu namalowano numer “29”, bo wygląda na to, że jesienią 1943 roku 339 dywizjon zmienił zakres numeracji na 0-50. Numer jest namalowany w zupełnie nowym niepowtarzalnym stylu – odwrotną kursywą. Numer wygląda na biały. Nad numerem namalowany jest napis “Oriole Wuv”. “Wuv” to dziecinne przeinaczenie słowa “love”. Napis jest ciemniejszy niż numer i mógł być namalowany na przykład żółtą farbą. Na lewej burcie lewego silnika, tam gdzie poprzedni Lightning miał napis “Oriole”, nowy P-38 Shubina miał namalowany napis “Oriole II”. Powyższe zdjęcie nie obejmuje kadrem tego miejsca, ale jest to dobrze widoczne na zdjęciu w książce “13th Fighter Command – Air Combat over Guadalcanal and the Solomons” Williama Wolfa. Imię “Oriole II” jest prawdopodobnie białe i wykaligrafowane jest bardzo podobnym stylem pisma jak poprzednie “Oriole” na P-38G-13.

Na nosie Lightninga widać, że naklejone są jakieś flagi zwycięstw i naklejki są większe, niż na poprzednim samolocie Shubina. Jednak prawdę mówiąc, na żadnym z kadrów nie widać niczego poza ostatnią, albo wręcz jedyną flagą.

Udostępnij:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •