Artukuły historyczne

Stanisław Brzeski, najskuteczniejszy as „Wilniuków’

Wrześniowe balony

Ostatnie dni pokoju

Kapral pilot Stanisław Brzeski po uzyskaniu promocji na kaprala pilota.
[Źródło: polishairforce.pl]

Stanisław Brzeski po uzyskaniu promocji na kaprala pilota.
[Źródło: polishairforce.pl]

Choć kariera Stanisława Józefa Brzeskiego kojarzy się najbardziej z jego dokonaniami w jednostkach “wileńskich”, a potem “poznańskich”, to on sam urodził się 21 kwietnia 1918, czyli jeszcze podczas Wielkiej Wojny w wiosce Lipnik w województwie kieleckim, 10 kilometrów na wschód od malowniczych i imponujących ruin wielkiego ufortyfikowanego pałacu Krzyżtopór. Po ukończeniu Kursu Wyższego Pilotażu w Bydgoszczy ze stopniem kaprala pilota pod koniec 1937 roku dziewiętnastoletni Brzeski został przydzielony do nowo utworzonej stacjonującej na lotnisku Porubanek koło Wilna 152 eskadry myśliwskiej. Eskadra ta była częścią III/5 Dywizjonu Myśliwskiego, czyli myśliwskiego dywizjonu 5 Pułku. W Eskadrze rozpoczął służbę jeszcze jeden przyszły as z 7 zwycięstwami Marian Bełc, oraz nie mniej znany pilot Mieczysław Popek, który zaliczy 4 zwycięstwa powietrzne. Oprócz Brzeskiego służyli tak Marian Bełc, Aleksander Popławski, Mieczysław Popek. Podczas gdy 151 eskadrę wyposażono w stare myśliwce PZL P.7a z wiecznie zacinającymi się karabinami maszynowymi Vickers, to dla odmiany 152 eskadra otrzymała P.11a i P.11c, które dotarły… w ogóle bez karabinów. No ale i jedne i drugie nadawały się do szkolenia i ćwiczenia. Trzeba też przyznać, że polskie lotnictwo przed wojną było w tym zakresie bardzo aktywne. W dodatku rosnące napięcie na arenie międzynarodowej powodowało, że zaczęło też uczestniczyć w działaniach operacyjnych. I tak w marcu 1939 roku eskadry 5 pułku, wraz z eskadrami 4 pułku wzięły udział w demonstracji siły wobec Litwy, której polski rząd wystosował ultimatum zmuszające do nawiązania stosunków dyplomatycznych. Demonstracja polegała na ostentacyjnych lotach wzdłuż granicy z Litwą wykonanych 17 marca 1938.

W listopadzie 1938 w Toruniu odbyły się Centralne Zawody Lotnictwa Myśliwskiego. Wzięła w nich udział trójka pilotów z III/5 Dywizjonu Myśliwskiego: ppor Zygmunt Kinel ze 151 eskadry, oraz ppor. Anatol Piotrowski i kpr. Stanisław Brzeski ze 152 eskadry. Widać, jak utalentowanym pilotem był Brzeski, skoro został on skierowany do reprezentowania Wilniuków na tak prestiżowej imprezie. Co więcej, to właśnie Wilniucy wygrali konkurs, choć bynajmniej faworytami nie byli. Uczestnicy szczególnie zapamiętali pozorowaną walkę młodego kaprala Brzeskiego z wyjadaczem z Krakowa kapitanem Antonim Wczelikiem z III/2 dywizjonu. Brzeski pogonił Wczelika tak upokarzająco, że ten zszedł poniżej regulaminowej wysokości, żeby tylko nie dać się złapać w szpony fotokarabinu. Wczelik był podobno wściekły i obrażony. Przewodniczącym Komisji Sędziowskiej był kpt. Stanisław Brzezina. Los zechce, że drogi wszystkich trzech bohaterów tego zdarzenia – Brzeziny, Wczelika i Brzeskiego zejdą się w 1941 roku w dywizjonie 317. Później, z perspektywy spotkania w 317 dywizjonie Brzeski opisze dokładnie to, co zaszło po zawodach:

“Kpt. Brzezina pamiętał mnie z zawodów myśliwskich w 1938 roku, bo był przewodniczącym Komisji Sędziowskiej, szczególnie że ja i kpt. Wczelik mieliśmy walkę powietrzną i kpt. Wczelik nie mógł się pogodzić, że kpr. Brzeski sprał mu skórę. Po walce, normalnie młodszy stopniem pilot szedł do starszego, salutował i razem szło się do stolika, gdzie siedział przewodniczący Komisji Sędziowskiej i kpt. Brzezina zapytał się Wczelika, co on sądzi o naszej walce? Wczelik powiedział, że początkowo to była równowaga, a pod koniec, to on nawet zrobił dobre zdjęcia. Wobec tego przerwałem walkę, bo on uciekając, zeszedł poniżej regulaminowej wysokości. Ja, na pytanie kpt. Brzeziny, co sądzę, powiedziałem (nie chcąc ambarasować Wczelika), że wolę poczekać na orzeczenie Komisji. Kilka dni potem, jak się zawody skończyły, płk Stachoń odczytał wyniki poszczególnych walk, strzelań, akrobacji itp. I kiedy przyznano mi tę walkę, kpt. Wczelik skoczył na nogi protestując. Kpt. Brzezina zwrócił mi uwagę, że regulamin zawodów mówi, iż orzeczenia Komisji Sędziowskiej nie podlegają kwestionowaniu. (To był jedyny protest i kpt. Wczelik nie był za to zbyt popularny). Naturalnie poprosiłem wtedy Brzezinę, aby mnie nie wyznaczył do eskadry kpt. Wczelika, na co naturalnie się zgodził.”

Przygotowania do wojny zaczęły się na dobre już w marcu 1939, kiedy to wykonano częściową mobilizację. Jednocześnie liczba lotów treningowych i manewrów z ostrym strzelaniem zmalała, żeby oszczędzać silniki. 24 sierpnia 1939 wykonano drugą, już właściwą mobilizację. Eskadry przerzucono na ukryte lotniska polowe, a lotników ściągnięto z kwater. Cały Pułk został przeniesiony do Mazowsza do dyspozycji SGO Narew i Armii Modlin. 152 eskadra z Brzeskim trafiła na lotnisko Szpondowa koło Płońska i przeznaczono ją do wspierania Armii Modlin. Podstawowymi zadaniami eskadry miały być odpędzanie lub niszczenie samolotów rozpoznawczych nad pozycjami Armii Modlin w trójkącie Modlin-Nasielsk-Płońsk, oraz obrona przeciwlotnicza miasta i twierdzy Modlin.

P-11C Stanisława Brzeskiego (numer 4), z P-11C numer 9 w tle. To jedyne znane mi zdjęcie pokazujące samoloty 152 eskadry w locie.
[Źródło: polishairforce.pl]

Panie majorze, wojna!

Dowódca III/5 Dywizjonu Myśliwskiego maj. Edward Więckowski, który stacjonował razem ze 152 eskadrą w Szpondowie wspominał, że 1 września od rana słyszeli jakieś pomruki silników lotniczych w oddali. Wreszcie w kwaterze, którą zajmował z kpt. Łazorykiem, dowódcą 152 eskadry, zadzwonił telefon. Słuchawkę podniósł Łazoryk i usłyszeniu przekazu rzucił do Więckowskiego: “panie majorze, wojna”. Polscy lotnicy nie mogli jeszcze przeczuwać jakiej tragedii doświadczą i zaczęli wyczekiwać jakiejś akcji raczej z podekscytowaniem, niż z obawą. A tu wbrew ich oczekiwaniom żadne rozkazy nie nadchodziły. Brzeski zapamiętał to tak:

“Od samego rana sterczeliśmy przy swoich samolotach. Wyznaczono mnie na prawego bocznego klucza majora Więckowskiego. Bardzo się czułem zaszczycony, że dowódca podczas pierwszej walki mnie właśnie chciał mieć przy swoim boku. Poranek był pochmurny i zamglony. Dopiero koło południa ukazało się słońce. Powoli zaczęły się formować wielkie, wypiętrzone cumulusy. Myśleliśmy przedtem, że jak tylko zacznie się wojna, to zaraz pójdziemy w powietrze. Widoczne były jednak jakieś inne zarządzenia. A w tym czasie dochodził do nas prawie stały huk samolotów. Przed południem szło kilka wypraw wprost na Warszawę. Wysoko lecieli, nad chmurami. Czasami to ze wszystkich stron dochodziło to dalekie, to znów bliskie brzęczenie silników. Przed południem prawie zawadzali o nasze lądowisko. Gdzie oni mieli oczy, że nas nie dostrzegali? Bo nasza eskadra, która rozlokowała się w Szpondowie dopiero poprzedniego dnia, nie zdążyła jeszcze porządnie się zamaskować. Widziałem, że major był zdenerwowany (…)”.

 Wreszcie po czwartej po południu 152 eskadrę poderwano do akcji. Sieć obserwacyjna wokół Warszawy zameldowała o zbliżaniu się z Prus w kierunku Modlina i stolicy niemieckiej wyprawy bombowej. Po krótkiej odprawie do walki wystartowały trzy klucze po trzy P-11c. W kluczu dowódcy dywizjonu mjr. Więckowskiego leciał Stanisław Brzeski i st. szer. Mieczysław Popek. W powietrzu doszło do zamieszania, bo niespodziewanie w zasięgu wzroku Polaków pojawiła się inna formacja Luftwaffe. Więckowski i Brzeskim polecieli do umówionego miejsca koncentracji, a pozostała siódemka straciła w chmurach kontakt wzrokowy z dowódcą i pogoniła za dostrzeżonymi bombowcami. I to ta grupa pierwsza dopadła bombowce, którymi okazały się Heinkle He 111 z KG 27 eskortowane przez Bf 109D z I/JG 21, które już były atakowane przez Brygadę Pościgową. W zagorzałej walce Wilniucy odnieśli pierwsze zwycięstwa, ale i ponieśli pierwsze straty.

Klucz Więckowskiego, czyli właściwie Więckowski i Brzeski przechwycił inną wyprawę Luftwaffe o 16:45. Było to pięć Heinkli lecących w kierunku z Płocka nad Modlin. Dwaj Polacy zaatakowali bombowce. Po ataku Więckowski wykręcił w lewo, a Brzeski w prawo. I tak stracili ze sobą kontakt, i spotkali się dopiero na lotnisku w Szpondawie. Bombowce też się rozdzieliły i wykręciły na północ. Ale były dla “jedenastek” zbyt szybkie i zdołały uciec do Prus. Brzeski wystrzelał całą amunicję i nie odnotował trafień. Za to sam zebrał serię od tylnego strzelca i w jego P-11c po powrocie zidentyfikowano szereg przestrzelin. 152 eskadra uzyskała jedno pewne zwycięstwo – Heinkel He 111 zestrzelony przez ppor. Jana Bury-Burzymskiego. W walce spadły jeszcze cztery Heinkle, ale na gorąco nie potrafiono zidentyfikować komu zaliczyć zestrzelenia i czy w ogóle to efekt działań Wilniuków, czy Warszawiaków. Niestety straty eskadry były bardzo poważne. Jeden pilot zginął – ppor. Anatol Korwin-Piotrowski został zestrzelony przez lt. Fritza Gunzeita z 3/JG21. Ale aż cztery kolejne P-11c były tak postrzelane, że nie nadawały się do lotu. Dwa z nich nie nadawały się do naprawy i zostały skreślone ze stanu jednostki. W dodatku w Armii Modlin panował jak w całej armii polskiej paraliż logistyczny i łańcuchy dostaw materiałów i części miały być uruchomione dopiero siódmego dnia wojny, a każda “jedenastka” miała w 152 eskadrze paliwa i amunicję na jedynie 10 lotów.

Balon pierwszy

Niemiecki balon obserwacyjny, prawdopodobnie z Beobachtungs-Abteilung 4 wspierającego działania 4 dywizji piechoty.
[Źródło: Łukasz Łydżba “Wileński III/5 dywizjon myśliwski”]

2 września 1939 dowództwo nie dało eskadrze żadnych rozkazów. 3 września do rana “sto pięćdziesiąta druga” miała za to osłaniać pierwszą akcję ofensywną Armii Modlin. Konkretnie piloci mieli zabezpieczać niebo nad 8 Dywizją Piechoty, która przemieszczała się w rejon miejscowości Żeńbok i stamtąd szykować się do odbicia Gruduska. Pierwszym konkretnym zadaniem eskadry miało być unieszkodliwienie balonu obserwacyjnego z Beobachtungs Abteilung 1 poddźwigniętego przez Niemców w rejonie Gruduska i wykorzystywanego od południa 3 września do kierowania ogniem ciężkiej artylerii na wykryte oddziały 8 Dywizji Piechoty. Do wydawać się mogło prostej misji chętnych było wielu. Piloci wychowywali się na relacjach i opowieściach z pierwszej wojny światowej, które pełne było opisów niszczenia balonów. Major Więckowski nakazał więc ciągnięcie kart, które wygrał Stanisław Brzeski. Akcję wykonał między 12:00 a 13:00 i tak ją potem relacjonował:

“W dniu 3 września wykonuję samodzielnie lot na zestrzelenie niemieckiego balonu obserwacyjnego w m. Grudusk. Spotkałem balon na wysokości 700 metrów. Zapaliłem do wykonując atak po dojściu lotem koszącym. Trójka Me 109 patrolująca nad balonem nie widząc mnie – nie atakuje. Za to własna obrona przeciwlotnicza trafia mój samolot w kilku miejscach, nie uszkadzając go. W drodze do Gruduska napotkałem dużą formację niemieckiej kawalerii i zaatakowałem go z lotu koszącego, powodując wśród Niemców duże zamieszanie.”

Zestrzelenia balonu nie miał kto potwierdzić, ale major Więckowski złożył potem na obczyźnie wniosek o uhonorowanie Brzeskiego orderem Virtuti Militari za całokształt walk w wojnie obronnej i argumentując przy tym, że po ataku Brzeskiego wykonanym 3 września balon już nigdy się tam nie pojawił.

O 15:00 do eskadry dotarła informacja o drugim balonie z Beobachtungs Abteilung 1, tym razem podniesionym w okolicy Przasnysza, który przejął nakierowywanie ogniem ciężkiej artylerii. Atakowane były kolumny 2 i 3 batalionu 21 Pułku Piechoty z 8 DP przemieszczające się drogą Nieborzyn – Koziczyn. Atak był dotkliwy i eskadrze rozkazano szybkie zniszczenie i tego balonu. Do akcji wystartował tym razem cały klucz “jedenastek”. Prowadził je ppor. Jan Bury-Burzymski, a jego bocznymi byli pchor. Mieczysław Babiański i plut. Marian Bełc. Tym razem było ciężko. Najpierw samoloty ostrzelała polska artyleria przeciwlotnicza, a potem zaatakowały Bf 109D z I/JG 21. Marian Bełc zgłosił zmuszenie jednego Bf 109D do lądowania po stronie wroga, ale źródła niemieckie nie wykazują tej straty. Polacy wrócili na lotnisko w komplecie, ale samoloty Burego-Burzymskiego i Babiańskiego były postrzelane przez ogień z ziemi, a P-11c Bełca uszkodzony przez Messerschmitta tak, że zostanie on uziemiony do 6 września.

Balon drugi

4 września eskadra 152 miała już tylko sześć sprawnych P.11. Tego dnia przyszedł jednak rozkaz wykonania jakże rzadkiej w wojnie obronnej misji eskortowania własnych bombowców mających zaatakować niemieckie niemiecki wyłom pancerny Dywizji Pancernej “Kempf” dokonany w rejonie Ciechanowa. Do zadania wyznaczono cztery PZL 23 Karaś z 41 eskadry rozpoznawczej. Karasie wystartowały o 8:30 i w drodze nad cel eskortował je klucz P.11 z 152 eskadry pod dowództwem por. Kazimierza Wolińskiego. Nie zachowała się informacja jak liczny był ten klucz. Mógł liczyć dwa do czterech “jedenastek”. Przed celem myśliwcy zawrócili, żeby dostać się w ogień artylerii przeciwlotniczej. Karasie zrzuciły tonę bomb, ale ich załogi nie odnotowały konkretnych trafień. Nad celem zaatakowało je parę Bf 110, ale po jednym nieudanym ataku Messerschmitty zwinęły się z powrotem, też pewnie unikając własnego Flaku. W drodze powrotnej eskortę Karasi przejęła para ppor. Bury-Burzymski i kpr. Brzeski. Bombowce wylądowały bez strat o 9:30. Wracając na lotnisko Bury-Burzymski i Brzeski dostrzegli kolejny balon obserwacyjny z Beobachtungs Abteilung 1, wykręcili w jego kierunku i zaatakowali. “Jedenastka” Brzeskiego podczas ataku została celnie trafiona w zbiornik paliwa przez serię karabinu maszynowego z ziemi i Polak musiał przyziemić przymusowo w miejscowości Baby koło Ciechanowa. Po wylądowaniu Brzeski nie mógł podpalić samolotu, bo zaczął być ostrzeliwany przez, jak przypuszczał, dywersantów. W rzeczywistości Brzeski wylądował po niemieckiej linii frontu i ostrzał pochodził z ze zmotoryzowanego pułku SS “Deutschland” z dywizji “Kempf”. Brzeski zwinął się z miejsca lądowania, a Niemcy zrobili sobie potem serię zdjęć przy jego rozbitej “jedenastce”.

Sam Brzeski dotarł najpewniej do jakiegoś domu w było nie było polskiej miejscowości, bo przez linię wroga przedarł się w cywilnym ubraniu na pożyczonym rowerze.

Polskie żródła stwierdzają, że balon atakowany przez Bury-Burzymskiego został zniszczony i obu pilotom zaliczają jego zespołowe zestrzelenie. Jednak według innego podsumowania balon zaliczono Bury -Burzymskiemu.

W tym samym dniu na lotnisku w Szpondowie wylądowały dwie Czaple z 53 eskadry obserwacyjnej. W jednej z niej przyleciał dowódca tej eskadry kpt. Józef Kierzkowski. Przyniósł on alarmującą informację, że do lotniska zbliżają się siły niemieckie, które przełamały front i że są już w odległości zaledwie 8 kilometrów od Szpondowa. Major Więckowski uzyskał zgodę na wycofanie eskadry i wieczorem różnymi metodami (sprawne samoloty przeleciały, a uszkodzone były przeciągnięte ciężarówkami) Polacy dotarli na lotnisko w Kroczowie. Niestety nie zdołano zabrać ze sobą wszystkich zapasów i całego paliwa. Docelowym lotniskiem 152 eskadry miał być Poniatów koło Jabłonny, ale tam już 4 września nie udało się dotrzeć przed zmrokiem i cała eskadra zameldowała się w Poniatowie 5 września. Tam cały dzień spędzono na przygotowaniu lokalizacji i naprawianiu uszkodzeń. Lotów bojowych tego dnia nie prowadzono. Postępy Wehrmachtu były jednak tak piorunujące, że wieczorem do eskadry przyszedł rozkaz wycofania się jeszcze dalej, na lotnisko Wieruchów koło Ożarowa. I znowu, konieczność logistycznego przygotowania nowego miejsca, zmęczenie pilotów i konieczność napraw samolotów spowodowały, że i 6 września eskadra nie podjęła walki.

P-11C 8.110 Stanisława Brzeskiego po jego przymusowym lądowaniu w Babach.
[Źródło: Bartłomiej Belcarz, Tomasz J. Kopański “PZL P-11C”, Wydawnictwo Stratus]

Lubelskie boje

7 września stacjonująca w Wieruchowie eskadra była już gotowa do działań, mając dalej 5 sprawnych P.11. Tym razem dowództwo Armii Modlin wykorzystało pilotów do działań rozpoznawczych w dorzeczu Bugu i Narwi. Wobec załamującego się frontu rozpoznanie sytuacji i lokalizacji zagonów niemieckich otrzymało absolutny priorytet. Pierwszy lot rozpoznawczy wykonała para por. Kazimierz Woliński i kpr. Stanisław Brzeski. I był to lot bardzo efektywny. Polacy zaobserwowali, że Wehrmacht odpuścił atak na wprost na Armię “Modlin”, ale kilka zmotoryzowanych kolumn przeprawiło się przez Narew i zaczęło flankować polskie pozycje od wschodu w kierunku na Wyszków. Główne siły dywizji “Kempf” też przesunęły się na wschód w rejon między Różanem a Pułtuskiem. Ewidentnie Niemcy parli do okrążenia Warszawy.

Decyzją operacyjną polskiego dowództwa było to, aby nie więzić jednostek lotniczych w obleganej Warszawie i żeby skoncentrować je na lubelskim węźle lotnisk i przygotować do ewentualnego kontruderzenia od strony przesmyku rumuńskiego w oparciu o dostawy Aliantów z tego kierunku. I tak 152 eskadrę czekał kolejny skok na lotnisko Kierza pod Lublinem, gdzie eskadra miała wejść w skład wycofanej tam Brygady Pościgowej. Rozkaz wykonano rankiem 8 września. Tym razem rzut kołowy był już poddany ciągłym bombardowaniom przez Luftwaffe. Na miejscu lotnicy z III/5 dywizjonu dowiedzieli się z zaskoczeniem, że jednak nie będą włączeni do Brygady Pościgowej. Mieli oni jako jedyna jednostka wrócić w okolice Warszawy i stamtąd wspierać walczącą stolicę. Było to jeden z serii chaotycznych i sprzecznych rozkazów wydawanych to przez Naczelne Dowództwo Lotnictwa w Brześciu, to przez Sztab Lotniczy Naczelnego Dowódcy Lotnictwa w Warszawie. Dowódca Brygady Pościgowej Stanisław Pawlikowski zastopował rzut kołowy 152 eskadry, który w tym czasie dotarł do Cegłowa dziesięć kilometrów na wschód od Mińska Mazowieckiego i nakazał dotrzeć na lotnisko Wielgolas. Piloci jednak mieli póki co przelecieć na lotnisko Bełżce 15 kilometrów od Lublina, bo w Kierzu stacjonowało już za dużo samolotów. W Bełżcach lądowisko nie dawało jednak możliwości zamaskowania “jedenastek” i eskadra uzyskała zgodę na powrót do Kierza. W drodze powrotnej jednak dwa klucze wykonały przy okazji loty patrolowe. Klucz por. Mariana Imieli, kpr. Stanisława Brzeskiego i st. szer. Mieczysława Popka patrolował między Dęblinem, a górą Kalwaria. Polacy dostrzegli tam osiem He 111 z 5(K)/LG 1 bombardujących most na Wiśle. Próbowali przechwycić te samoloty, ale Heinkle umknęły powolnym “jedenastkom”.

Na odsiecz Warszawie

9 września rzut kołowy “sto pięćdziesiątej drugiej” wyruszył w kierunku lotniska Wielgolas, a piloci eskadry mieli tego dnia wykonać kilka patroli okolic Lublina i przelecieć na lotnisko Zielonka w obrębie aglomeracji warszawskiej. Pierwszy klucz por. Kazimierza Wolińskiego wystartował do patrolu o świcie. Nie natrafił na żadne samoloty wroga. Za to drugi klucz dowodzony przez ppor. Jana Bury-Burzyńskiego z kpr. Aleksandrem Popławskim i kpr. Stanisławem Brzeskim jako skrzydłowymi napotkał dużą, lecz rozproszoną wyprawę bombową 71 Heinkli He 111P z KG 4, którym asystowało dwadzieścia jeden dwusilnikowych Bf 110C z I/ZG 76. Messerschmitty nie leciały w bezpośredniej osłonie, a wykonywały wymiatanie w rejonie przelotu bombowców. Polacy dostrzegli eskadrę wrogich samolotów o godzinie 10:00. Natychmiast je zaatakowali. Brzeski relacjonował to tak:

“Wykonałem pierwszy lot w kluczu ppor. Burzymskiego. Spotykamy 12 Heinkli, z których jeden został zestrzelony przeze mnie, drugi przez kpr. Popławskiego. Dowódca wykonał jeden atak, w którym zostaje trafiony w amunicję, co zmusiło go do powrotu. Silnik mam także uszkodzony, więc powracam na lotnisko.”

Tak naprawdę Polacy starli się z Messerschmittami Bf 110 z eskadr Stab/ZG 76 i 1/ZG 76, które wracały po akcji znad Świdnika. Brzeski trafił celnie, bo samolot Ofw Gerharda Herzoga (Bf 110C-4 M6+GH) wrócił uszkodzony w 30%. Samolot Burego-Burzymskiego był trafiony przez tylnego strzelca Fw. Wellenköttera, który zgłosił prawdopodobne zwycięstwo. W tej walce pewne zwycięstwo zgłosił też Oblt. Rudolf Rademacher.

W drugiej fazie walki na placu boju pozostał już tylko kpr Aleksander Popławski, ale dołączył do niego kolejny klucz ze 152 eskadry – por. Kazimierz Woliński, por. Marian Imiela i st. szer. Mieczysław Popek. W walce Kazimierz Woliński i Aleksander Popławski zgłosili po jednym zwycięstwie. I faktycznie  samolot dowódcy Staffel Hptm. Horsta Pappe (Bf 110C-4 M8+AH) wrócił do bazy na jednym silniku uszkodzony w 40%, a samolot przyszłego drugiego w rankingu niemieckiego asa nocnego Helmuta Lenta (Bf 110C-4 M8+DH) musiał lądować przymusowo, skaptował i z uszkodzeniami 90% został skreślony ze stanu..

Walkę z Niemcami nawiązały też inne eskadry Brygady Pościgowej. W sumie Polacy zgłosili trzy zwycięstwa (Brzeski, Woliński i Popławski) uzyskując tak naprawdę jedno zestrzelenie (Lent) i dwa uszkodzenia. Niemcy z ZG 76 zgłosili siedem zwycięstw powietrznych, ale faktycznie poważniej uszkodzili jedynie dwie “jedenastki” (Bury-Burzymski i Brzeski).

Z niewiadomych powodów komisja Bajana nie zaliczyła potem żadnemu z pilotów uczestniczących w tej zażartej walce żadnego sukcesu, nawet uszkodzenia. 

Po powrocie na lotnisko sprawnych w eskadrze było już tylko pięć P-11c, w tym maszyna Bury-Burzyńskiego, w której uszkodzony był system uzbrojenia, ale do lotu się nadawał. Szósta – maszyna Brzeskiego – nie nadawała się do lotu. I to te pięć jedenastek wystartowało o 11:00 do lotu do Zielonki. W locie tym Brzeski poleciał uszkodzoną “jedenastką” Bury-Burzymskiego,a ten z kolei pozostał w Kierzu. W drodze do Warszawy Polacy się na eskadrę Heinkli He 111E 2/KG 1 i zaatakowali ją. Jeden z Heinkli (V4+AK) został celnie trafiony i rozbił się przy próbie przymusowego lądowania. Prawdopodobnie został zgłoszony jako zwycięstwo zespołowe, ale i tego zestrzelenia w ogóle nie zaliczono.

10 września eskadra działała z Zielonki i wykonała pięć samolotolotów. W jednym locie na rozpoznanie jeden P-11c kpr. Antoniego Jody został trafiony przez ogień z ziemi i rozbity w przymusowym lądowaniu. Potem inny pilot próbował bezskutecznie odnaleźć raportowany przez wojska naziemne balon. W trzecim locie mającym na celu osłonę z powietrza przemarszów oddziałów Armii Modlin doszło do walk powietrznych z Bf 110 w których zestrzelona została “jedenastka” st. szer. Mieczysława Popka. Pilot uratował się lądując przymusowo. Brzeski w ogóle nie wziął udziału w tych walkach. Po tych lotach piloci mieli rozkaz wycofania się do Wielgolasu, a tam doleciawszy dowiedzieli się, że zaordynowano przemieszczenie się do Brześcia, gdzie przystępowano do reorganizacji Brygady Pościgowej. Równolegle poinformowano pilotów, że nowy plan Naczelnego Wodza przewidywał jednak wysłanie eskadry do Armii “Karpaty” w celu wsparcia obrony przyczółka rumuńskiego. Chaos komunikacyjny i sprzeczne rozkazy spowodowały, że dowodzący eskadrą mjr Więckowski nie widział co zrobić i postanowił zostać w Wielgolesie. I tak do dyspozycji miał tylko dwie sprawne i dwie niesprawne “jedenastki”, czyli siłę mocno już teoretyczną. 11 września piloci nie wykonywali żadnych lotów, a gdy dotarł do nich wreszcie ścigający ich rzut kołowy, otrzymali oni jednak rozkaz lotu na lotnisko Adamków koło Brześcia, dokąd wystartowali wieczorem. I tak zakończyła się epopeja obrony Warszawy przez 152 eskadrę myśliwską.

Upadek

12 września cztery P-11c eskadry działały już z lotniska Adamków koło Brześcia. Chociaż słowo “działały” było pewnym nadużyciem, bo piloci nie dostali żadnych rozkazów, a rezerwy paliwa były na wykończeniu. Dzień później wyglądał bardzo podobnie. Brak rozkazów, brak paliwa, brak lotów. Tyle, że dostarczono eskadrze nową “jedenastkę” z uzupełnień. 14 września nadeszły rozkazy o przelocie do Liliatynia na przyczółku rumuńskim, gdzie spodziewano się otrzymać mityczne “nowoczesne samoloty od Aliantów”. 16 września mjr Więckowski zdecydował o wystawieniu zasadzki w Brzeżanach. Udział w niej wzięli ppor. Jan Bury-Burzyński, kpr. Antoni Popławski i kpr. Stanisław Brzeski. Dołączył do nich wkrótce ppor. Mieczysław Iwaszkiewicz. Było to pierwsze od wielu dni działanie operacyjne 152 eskadry. I zarazem ostatnie. Wieczorem 17 września przyszedł rozkaz ewakuacji eskadry do Rumunii, który wykonano 18 września o świcie.

Ostatnie dziesięć dni było dla 152 eskadry, tak jak i dla większości polskich oddziałów traumatycznym przeżyciem. Sprzeczne rozkazy, codzienne reorganizacje, miotanie się po kurczącej się Polsce i całkowity brak sensownych działań. Jednak co zaskakujące w całej wojnie obronnej polscy piloci nie dali się wrogowi ani trochę. Owszem, utracono dwie jedenastki w walkach powietrznych, dwie od ognia przeciwlotniczego, a cztery kolejne były tak uszkodzone, że nie nadawały się do polowych napraw. Ale tylko jeden pilot zginął – ppor. Anatol Korwin-Piotrowski. Pilotom zaliczono dwa zestrzelone samoloty i dwa zestrzelony balony obserwacyjne, a dalsze cztery zwycięstwa nie zostały w ogóle rozpatrzone. Rzeczywiste straty zadane Niemcom były więc większe, niż oficjalnie to rozpoznane i większe od strat z rąk pilotów Luftwaffe. Brzeskiemu oficjalnie zaliczono jeden balon zestrzelony indywidualnie, a jeden zespołowo, ale… balonów i tak nie liczono. Więc według listy Bajana Brzeski zakończył tę kampanię bez jakiegokolwiek sukcesu. Co więcej, nie przyznano mu w końcu za udział w tych walkach żadnego odznaczenia.

P-7A 6.120, nr 1, dowódcy siostrzanej 151 eskadry myśliwskiej por. Józefa Brzezińskiego porzucony na lotnisku Brześć Adamkowo. Brzeziński będzie później dowódcą Brzeskiego w dywizjonie 317.
[Źródło: Bartłomiej Belcarz, Robert Gretzyngier, Tomasz J. Kopański, Wojtek Matusiak, Marek Rogusz. Wojciech Zmyślony “Polish Fighter Colours 1939-1947 vol. 1”, Wydawnictwo Stratus]
Udostępnij: