Artukuły historyczne

Stanisław Brzeski, najskuteczniejszy as „Wilniuków’

1942

Tragedia numer jeden

W styczniu pogoda pogorszyła się jeszcze bardziej. Pierwszy lot operacyjny dywizjonu odbył się dopiero 11 stycznia 1942. Był to patrol nad krążownikiem Royal Navy wypływającym na zachód na pełny ocean z Plymouth. Wykonywała go sekcja dwóch pilotów z Eskadry B – F/Lt Piotr Ozyra, dowódca eskadry i F/O Stanisław Łukaszewicz. Lecąc nisko, 300 stóp nad wodą, Jakieś 3 mile na południowy zachód od Eddystone F/O Łukaszewicz dostrzegł w odległości nieco ponad milę podejrzany samolot, który leciał tuż nad falami kierując się wprost na krążownik. Od razu powiadomił dowódcę, że odbija sprawdzić co to maszyna. Wtedy tajemniczą maszyn dostrzegł i Ozyra. Obaj ruszyli ku jak to się okazało Junkersowi Ju 88, którego pilot dostrzegł zagrożenie i wykręcił na południe. Pościg był długi a Junkers pilot Luftwaffe dość umiejętnie wykonywał uniki, lecz w końcu zakończył żywot w wodach Kanału. Według relacji Polaków nikt z załogi się nie uratował. Pilotom przyznano zwycięstwo zespołowe.

317 dywizjon wykonywał patrolowanie nad konwojami do końca miesiąca. Brzeski w styczniu wykonał jedynie jeden taki lot operacyjny nad konwojem 14 stycznia 1942. W lutym pogoda się poprawiła i dywizjon latał więcej, ale dalej były to tylko loty nad konwojami i starty na przechwycenie wywołane jakimiś fałszywymi sygnałami na radarach. Tylko jedna z takich akcji zakończyła się walką, ale wszyscy z pewnością woleliby, żeby do niej nigdy nie doszło…

24 stycznia 1942 jeden z trzech Liberatorów C Mk.I, czyli pasażersko towarowej konwersji B-24, które przekazano do linii powietrznej BOAC (British Overseas Airways Corporation), wystartował do pierwszego lotu non stop z Wielkiej Brytanii do Kairu. Był to samolot G-AGDR pilotowany przez pilotów Cpt. Roberta Humphreya Page i Cpt. Johna Alexandra Stuarts Huntera. Aby ominąć okupowaną Europę Liberator zatoczył szeroki łuk kierując się nad Atlantyk, lecąc na zachód od niebezpiecznych terenów. Trasa była tak długa, na granicy zasięgu, że lot musiał być tak zaplanowany, aby Liberator podążał “z prądem” wiatrów. Po dotarciu na miejsce okazało się, że przez wiele kolejnych dni silne wiatry w kierunku południowym i wschodnim uniemożliwiały powrót normalną trasą. W końcu kapitan samolotu Robert Page zasugerował, żeby spróbować przedrzeć się w nocy przez kontynent na wprost. I to był początek tragedii, która miała wydarzyć się 15 lutego. Plan kapitana Page został bowiem zaakceptowany przez dyrekcję BOAC, ale został oprotestowany przez dowództwo RAF Transport Command. Page poprosił więc swoich przełożonych w BOAC o finalną decyzję, ale ta z jakichś powodów nie nadeszła. Mimo sprzeciwu RAF Page trzymał się ustaleń z BOAC i wieczorem 14 lutego wystartował kierując się na północny wschód.

Rankiem w niedzielę 15 lutego Liberator znalazł się w okolicach Saint-Malo we Francji i tam przechwycił go radar z brytyjskiego wybrzeża. Brytyjski samolot miał włączonego, bądź miał uszkodzony nadajnik identyfikacji swój – obcy (IFF) i Brytyjczycy potraktowali go póki co jako nierozpoznaną, prawdopodobnie wrogą maszynę. Przez całą wojnę nad Wyspy Brytyjskie zapuszczały się w końcu samotne rozpoznawcze samoloty Luftwaffe. O 8:15 kontrola naziemna poderwała do przechwycenia intruza parę Spitfirów z 317 dywizjonu dyżurujących na wysuniętym lotnisku w Bolt Head. Pilotowali je F/Sgt Brzeski i Sgt Jan Malinowski. Polacy nawiązali kontakt z Liberatorem jeszcze nad Kanałem La Manche po mniej więcej pół godziny lotu. Ujrzeli czterosilnikową maszynę pomalowaną na szaro lecącą na północny zachód. Gdy zbliżyli się, aby ją rozpoznać w wieżyczce na grzbiecie kadłuba dostrzegli jasne rozbłyski, a pilot maszyny zmienił kierunek lotu i rozpoczął nurkowanie w chmury. Uznawszy maszynę za samolot Luftwaffe, możliwe że FW 200, o piloci otwarli ogień.Trafili ofiarę w jeden z prawych silników. Buchnął on dymem, ale zaraz potem wielki samolot zniknął w chmurach. Gdy Polacy przebili się przez chmury atakowanej maszyny już nie było. Zamiast tego dojrzeli wzburzony okrąg na wodzie i unoszącą się na niej plamę oleju.

Liberator G-AGCD, jeden z sześciu LB-30A kupionych przez British Overseas Airways Corporation (BOAC). Zestrzelony przez Brzeskiego i Malinowskiego Liberator G-AGDR wyglądał najpewniej bardzo podobnie.
[Źródło: iwm.org.uk]

To, że Brzeski i Malinowski zestrzelili omyłkowo Liberatora BOAC wyszło na jaw dość szybko. Z wody wyłowiono unoszące się worki z pocztą dyplomatyczną i skórzaną torbę jednego z pasażerów. Początkowo oficerowie prowadzący śledztwo chcieli oddać Brzeskiego i Malinowskiego pod sąd wojenny, ale jednak uznano, że nie mu ku temu podstaw. Piloci nie widzieli nigdy wcześniej takiego samolotu, który w dodatku był dziwnym szarym malowaniu. Nikt nie ostrzegł kontroli lotów o przylocie Liberatora z Afryki. IFF Liberatora z jakichś przyczyn nie działał. Skonstatowano za to, że błyski z wieżyczki były zapewne próbą porozumienia się alfabetem Morse’a za pomocą lampy sygnałowej, co piloci mogli wziąć za ogień z karabinu maszynowego. To też było wbrew zasadom, bo takich przypadkach domyślnym sposobem sygnalizacji było wystrzelenie racy. Podstawową nauką z tego zdarzenia było to, aby usprawnić szkolenia lotników z rozpoznawania sylwetek samolotów.

W szczątkach Liberatora zginęła cała pięcioosobowa załoga i czterech pasażerów. Jednym z nich był Lt.Col. Townsend Ewdin “Tim” Griffiss z United States Army Air Corps. Griffiss był pierwszym amerykańskim oficerem w czynnej służbie, który zginął w Europie. Pech chciał, że z ręki Polaków. W 1948 roku jego imieniem nazwano lotnisko w stanie Nowy Jork.

Tragedia numer dwa

Po incydencie 15 lutego Brzeski nie latał przez trzy tygodnie. Ale też cały dywizjon na skutek kiepskiej pogody nad Kanałem latał rzadko i to głównie do patroli nad konwojami. Pierwszym dniem bogatym w wydarzenia okazał się 7 marca 1942. Ale nie były to bynajmniej wydarzenia szczęśliwe. Rano o 9:35 sekcja Spitfirów została poderwana do przechwycenia wrogich samolotów. Zaraz po oderwaniu się od ziemi nad Polakami zmaterializowały się owe wrogie samoloty, którymi okazały się Messerschmitty Bf 109. Jeden z nich ostrzelał celnie Spitfira Sgt. Kazimierza Sztramko, który przyziemił ze schowanym podwoziem za pasem startowym. O 15:55  F/Sgt Bronisław Kościk wystartował z P/O Jerzym Zbrożkiem do patrolu nad konwojem. Po 10 minutach od startu z silnika Spitfira F/Sgt Kościka zaczął wydobywać się czarny dym. Samolot zaczął tracić moc i się zniżać, a w końcu silnik zajął się ogniem. Kościk próbował lądować przymusowo koło Marlborough, ale rozbił się o nasyp i zginął. Tego dnia Brzeski wykonał pierwszy lot bojowy po przerwie spowodowaniej przez omyłkowe zestrzelenie Liberatora. Był to lot rozpoznawczy w poszukiwaniu wrogich jednostek pływających, które zaobserwowano gdzieś na wodach Kanału La Manche. Do akcji wysłano dwie pary Spitfirów, a których jedną pilotowali F/O Stanisław Łukaszewicz i F/Sgt Stanisław Brzeski. Żadnych statków nie udało się jednak zlokalizować i Polacy wrócili do Exeter.

8 marca 1942 RAF zorganizował wielką operację Circus 112. Jej trzonem był nalot na Abbeville, Poissy i Comines wykonany przez trzy fale Bostonów. W ich eskorcie leciało aż 21 dywizjonów Spitfirów z 11 Grupy, ale i tego było mało, i na pomoc ściągnięto też dwa dywizjony myśliwskie z 12 Grupy, w tym dywizjon 317. Dwunastu “Wilniuków”, w tym Brzeski, wystartowało z Exeter o 11:20 i przeleciało na wschód na lotnisko Redhill. Stąd o wystartowali o 15:25 i skierowali się ku Francji. 317 dywizjon wraz z dywizjonami 302, 602, 504 i 452 zapewniał górną warstwę eskorty dla całej wyprawy. Nad Francją doszło do walk z Focke Wulfami FW 190, w rezultacie których utracono cztery Spitfiry i zestrzelono dwa myśliwce Luftwaffe. W starciach tych “trzysta siedemnasty” nie wziął udziału i wszyscy piloci wylądowali w Redhill o 17:50, po czym przelecieli do Exeter o 18:50. Później dywizjon wykonywał loty bojowe 9 i 14 marca 1942. W obu wziął udział F/Sgt. Brzeski. Były to jednak bezkrwawe patrole nad konwojami i bezowocne loty na przechwycenie.

W niedzielę 15 marca 1942 o 15:40 dowodzony przez S/Ldr Józefa Brzezińskiego dywizjon 317 wystartował z Exeter do operacji Roadstead 12, która okaże się najbardziej pechową misją bojową, jaka dotknęła polskie dywizjony myśliwskie w Wielkiej Brytanii. Towarzyszył mu toruński dywizjon 306. Operacje Roadstead były wykonywane przez małą grupę bombowców, najczęściej w sile jednej eskadry, i polegały na poszukiwaniu i niszczeniu okrętów i statków wroga u wybrzeży Francji. Cały dzień utrzymywała się fatalna pogoda, ale mimo to tworzenie formacji przebiegało zgodnie z planem i myśliwcy bez problemu odnaleźli formację pięciu bombowców, po czym skierowali się na południe biorąc kurs 200° ku Bretanii. Około 5 do 10 mil od francuskiego brzegu koło Trégastel lotnicy dostrzegli jakieś statki, ale pogoda nad wodą była tak zła – zachmurzenie 10/10 na wysokości 200 stóp – że bombowce nie wykonały ataku. Około 16:30 piloci “trzysta siedemnastego”, którzy lecieli na końcu wyprawy, zawrócili na północny zachód ku Kornwalii, bo to ona znajdowała się najbliżej od Bretanii. To był dopiero początek problemów. Doleciawszy w okolice Falmouth o 17:10 piloci 317 dywizjonu przekonali się, że nad wybrzeżem Wielkiej Brytanii warunki atmosferyczne były równie złe, jak nad Francją. Polacy mieli wylądować na lotnisku Predennack na najbardziej wysuniętym na południe cyplu Kornwalii, ale mimo piętnastominutowych poszukiwań nie zdołali dojrzeć przez chmury lądowiska i Brzeziński zdecydował o locie 100 kilometrów na wschód w kierunku Bolthead. Widoczność była już tak zła, że piloci tracili kontakt wzrokowy ze sobą, a paliwa było w zbiornikach coraz mniej. Nad Bolthead pogoda okazała się równie zła. Sytuacja stawała sie dramatyczna. F/O Tadeusz Koc zniżył się maksymalnie lecąc na przyrządach i na wysokości 20 stóp nad ziemią przeleciał nad lotniskiem nawet go nie dostrzegając. Wtedy Koc mając ledwie 7 galonów paliwa podjął desperacką próbę lotu dalej na północny wschód do Exeter. F/Sgt Stanisław Brzeski skierował się z kolei wprost na wschód do Torquay. I były to bardzo dobre decyzje. Nad lądem pogoda zaczęła się poprawiać i obu udało się wylądować na tych lotniskach bez problemu. Reszta pilotów posłuchała rozkazu S/Ldr Brzezińskiego i próbowała uparcie znaleźć lotnisko w Bolthead. Nikomu się nie udało. Przy całkowitym braku widoczności Józef Brzeziński rozbił się o klif koło Bolthead ginąc na miejscu. Reszta lądowała przymusowo w terenie. Sześć z dziesięciu Spitifirów zostało rozbitych kompletnie i zostało skreślonych z ewidencji. Na szczęście nikt więcej nie zginął, choć dwóch pilotów F/O Tadeusz Kratke i F/O Roman Hrycak zostało rannych. Po śmierci S/Ldr Brzezińskiego dowodzenie dywizjonem przejął S/Ldr Piotr Ozyra, który był dotąd dowódcą eskadry B, w której służył Brzeski.

Wiosna panie sierżancie

Po tragicznym 15 marca dywizjon wrócił do normalnej służby zaskakująco szybko. Pierwsze loty bojowe – bezowocne przechwytywania widmowych intruzów miały miejsce już 18 marca. Brzeski wykonał pierwszy lot po masakrze w Bolthead 22 marca 1942, a był to lot na rozpoznanie, a dzień później patrol nad konwojem. I znowu dla Brzeskiego nastała długa, bo dwu i pół tygodniowa przerwa w operacyjnym lataniu. Dla całego dywizjonu kwiecień przyniósł jednak bardzo poważną zmianę.

1 kwietnia 1942 317 dywizjon przeniesiono do znanego wszystkim Polakom Northolt, do 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego i wcielono do 11 Grupy Fighter Command. W składzie 1 PSM działały dywizjon 303 i 316, a “Wilniucy” zastąpili w nim dywizjon 315. Po raz pierwszy piloci 317 dywizjonu zaczęli działać na głównym “froncie” powietrznej ofensywy, a nie na północnych, a potem zachodnich rubieżach Anglii. I odtąd dywizjon miał brać regularnie udział w operacjach Circus, Ramrod i Rodeo, które po fatalnym Circus 110 zostały zawieszone, ale 8 marca 1942 wznowione.

10 kwietnia 1942 cały dywizjon 317 z F/Sgt Brzeskim wziął udział w Rodeo nad Boulogne. Nad celem doszło do walk, w których Sgt. Edward Olszewski zestrzelił Bf 109 na pewno, a Sgt. Adam Kolczyński jedną Fokę FW 190 prawdopodobnie. Brzeski nie odniósł w tej misji sukcesu. 12 i 13 kwietnia “Wilniucy” wzięli udział w Operacjach Circus 112 i Circus 113, ale bez Brzeskiego. Za to po Circusie 113 po południu 13 kwietnia Brzeski wziął udział w wymiataniu nad Francją. Wrogich samolotów nie napotkano.

14 kwietnia 1942 “Wilniucy” wykonali również dwa loty pełnym składem 12 Spitfirów. W pierwszym – operacji Circus 122 Brzeski nie uczestniczył, ale wziął udział w wieczornej operacji Rodeo nad Boulogne. Polacy wystartowali z Northolt o 17:35, przekroczyli wybrzeże Pas-de-Calais dolecieli w okolice Fruges i wzięli kurs powrotny na Calais. I to w drodze powrotnej zostali przechwyceni przez Focke Wulfy z II/JG 26, które zestrzeliły Spitfira pilotowanego przez Sgt. Edwarda Olszewskiego. Tego samego, który odniósł zwycięstwo cztery dni wcześniej. Olszewski był ostrzegany przez kolegów, że jakaś Foka włazi mu na ogon, ale nie zdążył zrobić uniku i po chwili jego śmiertelnie raniony Spitfire JH-E zwalił się pionowo do morza. Pilot zginął.

15 kwietnia miała miejsce kolejna operacja Rodeo – bez Brzeskiego. Wziął on za to udział w dwóch dużych misjach 16 kwietnia 1942. Pierwszą był Ramrod 20, w którym 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie, w tym 317 dywizjon eskortowało 12 Bostonów atakujących Le Havre. Bombowce nadciągnęły nad cel o 11:40 i z ich luków bombowych posypał się ładunek. Niemcy zareagowali, ale dość niemrawo. W okolicy kręciło się kilka Messerschmittów, ale ich piloci nie podjęli walki. Jedynie dywizjon 303 starł się z wrogami i F/O Eugeniusz Horbaczewski strącił jednego Bf 109. Drugą operacją tego dnia było wymiatanie w ramach Rodeo nad obszarem Marquise i Cap Gris Nez. Około 18:20, po dotarciu nad Calais, Polacy zobaczyli przed sobą po prawej osiem FW 190, których piloci najwyraźniej nie dostrzegli Polaków. “Wilniucy” zaatakowali wrogą eskadrę i w krótkiej walce F/O Stanisław Łukaszewicz wpakował w niego serię, po czym Foka wypuściła czarny dym i zanurkowała w chmury. Łukaszewiczowi zaliczono prawdopodobne zwycięstwo.

Douglas Boston AL755, RH-D z 88 dywizjonu RAF.
[Źródło: iwm.org.uk]

17 kwietnia Brzeski z całym 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim wziął udział w Operacji Circus 129, w której eskortował 10 Hurribomberów atakujących cele w okolicy Marquise. Po południu 317 dywizjon wziął udział w Operacji Circus 130, w której 12 Bostonów bombardowało elektrownie w Grande Queville i Rouen, ale tym razem Brzeski z nimi nie leciał. Przez kolejne dni dywizjon dywizjon nie latał operacyjnie, głównie z powodu zachmurzenia i deszczów. 23 kwietnia pogoda jeszcze nie była idealna, ale przynajmniej nie padało i dywizjon z Brzeskim w składzie wykonał nad rejonem Boulogne operację Ramrod, a 24 kwietnia Circus 132 nad Lisenger w Holandii. Loty te nie przyniosły jednak kontaktu z samolotami Luftwaffe.

Dopiero 25 kwietnia 1942 “Wilniucy” mogli wreszcie postrzelać do wrogów. Stanisław Brzeski wystartował z Northolt z całym dywizjonem o 9:40. W powietrzu piloci spotkali się z dywizjonami 303 i 316, po czym ruszyli na południowy wschód do wymiatania nad Francją. “Trzysta siedemnasty” zapewniał tym razem górną osłonę dla Skrzydła lecąc na wysokości 27 tysięcy stóp (około 8200m). Polacy przekroczyli linię brzegową nieopodal Deal, a nad terytorium Francji wlecieli o 10:25 w rejonie Calais kierując się ku Hazebrouck. Po drodze piloci 316 dywizjonu zaatakowali grupkę Focke Wulfów FW 190 zestrzeliwując trzy z nich i uszkadzając dwa kolejne. Autorami pewnych zwycięstw byli S/Ldr Aleksander Gabszewicz, F/O Józef Dec i P/O Mieczysław Wyszkowski. Dowódca skrzydła nakazał wtedy zwrot nad Dunkierkę, gdzie Polaków przywitał i silny ogień artylerii i sześć Focke Wulfów. Piloci Spitfirów natychmiast zaatakowali myśliwce Luftwaffe, ale te umknęły nie przyjmując walki. Zaraz potem Stanisław Brzeski natknął się na innego FW 190. Oto jak to opisał:

“Lecąc na wysokości 25 000 stóp , 10 mil na południowy zachód od Dunkierki, moja sekcja czterech samolotów, po lewej stronie, miała problem w utrzymaniu się za dowódcą skrzydła wykonującym skręt w prawo i Sgt. Malinowski, i ja utraciliśmy kontakt z formacją. Wznieśliśmy się w górę, skręciliśmy i w odległości 2 mil dojrzeliśmy dywizjon, który właśnie opuszczał francuskie wybrzeże. Wtedy zauważyłem w odległości 800 jardów i na wysokości 20 000 stóp jednego FW 190, którego mogłem doganiać bardzo powoli, bo byłem zobowiązany do “wężykowania” dla zachowania bezpieczeństwa. Gdy byłem w odległości 600 jardów, jakiś Spitfire zanurkował ku Focke Wulfowi i wyrwał w prawo, podczas gdy FW skręcił w lewo dając mi możliwość dopadnięcia go. Oddałem dwie krótkie serie z 350 – 250 jardów, a on zanurkował skręcając. Podążyłem za nim wystrzeliwując jeszcze trzy serie, a on zaprzestał uników nurkując bardziej stromo. Kontynuowałem nurkowanie do 2 000 stóp i wtedy wyrwałem w górę widząc mojego FW wbijającego się w morze 400 jardów dalej. Zgłaszam 1 FW 190 zniszczonego.”

Następne kilka dni Brzeski nie latał i ominęły go intensywne w wydarzenia operacje Circus.

26 kwietnia 1942 “Wilniucy” wzięli z całym skrzydłem udział w operacji Circus 138, gdzie nad Gravelines zostali zaatakowani przez 5 FW 190. Nie ponieśli strat, a para F/O Tadeusz Kumiega i F/O Zygmunt Słomski uszkodzili wspólnie jedną Fokę.

Kolejną bogatą w wydarzenia misją był Circus 144, który miał miejsce 28 kwietnia 1942. Trzej piloci piloci dywizjonu 317 zestrzelili tego dnia po jednym FW 190. Byli to F/Lt Marian Duryasz, F/O Tadeusz Koc i Sgt. Adam Kolczyński. Oprócz tego “Wilniucy” uszkodzili dwie inne Foki. Jednak jeden z pilotów Focke Wulfów trafił śmiertelnie Spitfira pilotowanego przez P/O Zbigniewa Borusiewicza. Polak nie przeżył.

Dzień później, 29 kwietnia 1942, w operacji Circus 145, Tadeusz Koc zestrzelił jedną Fokę na pewno i jedną prawdopodobnie, lecz dywizjon stracił swojego dowódcę S/Ldr Piotra Ozyrę, który został zestrzelony przez Focke Wulfy i zginął. Nazajutrz, 30 kwietnia, nowym dowódcą “Wilniuków” zostal już wtedy słynny as S/Ldr Stanisław Skalski. Oficjalnie Skalski miał na koncie 14 zwycięstw indywidualnych i jedno zespołowe (sumując ułamki 14.250 zwycięstw), a sam był przekonany, że ma 17 indywidualnych i 1 zespołowe zestrzelenia. 30 kwietnia rano dywizjon wykonał bezkrwawy lot w ramach Circusa 148, a wieczorem Brzeski dołączył do Circusa 147 (nie wiadomo czemu numery Circusów tego dnia zamieniono), który też nie przyniósł żadnych wydarzeń. 

Maj 1942 przywitał 317 dywizjon złą pogodą. Rano 1 maja loty zostały odwołane i dopiero wieczorem pogoda poprawiła się na tyle, że “Wilniucy” wzięli udział w operacji Circus 150. Niemieckich samolotów jednak nie napotkali. Brzeski zresztą i tak w tym locie nie uczestniczył. 2 maja pogoda uniemożliwiła jakiekolwiek loty i dopiero 3 maja dywizjon wystartował do operacji Rodeo 13. Brzeski był wyznaczony do tego lotu, ale przy starcie koło jego Spitfire W3424 JH-Q wpadło do dziury i w samolocie złamało się podwozie. Pilotowi nic się nie stało, ale w misji nie mógł już uczestniczyć. Nie miał czego żałować, bo choć obsługa radarów informowała Polaków o dziewięciu wrogich samolotach, to przy dużym zachmurzeniu do kontaktu nie doszło. Po południu, w kolejnej operacji Circus, inne dywizjony skrzydła były atakowane, ale “trzysta siedemnasty” znów nie mógł wrogów zlokalizować. 7 maja w skład 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego włączono 302 dywizjon “poznański” i tym samym skrzydło stało się związkiem cztero dywizjonowym. Do 9 maja polscy piloci, w tym Brzeski, wykonali kilka lotów w tamach Circusów i Rodeo, bez kontaktu z wrogiem. Potem pogoda załamała się. Jedynie 17 maja i 30 maja “trzysta siedemnasty” zawitał nad okupowaną Francją, ale bez kontaktu z przeciwnikiem.

Lato

1 czerwca 1942 dwóch podoficerów 317 dywizjonu Stanisław Brzeski i Michał Maciejowski zostało wreszcie promowanych do stopni oficerskich – Pilot Officerów (podporuczników). Wreszcie, bo obaj należeli do najbardziej doświadczonych pilotów jednostki. Brzeski miał już na koncie 5.00 zwycięstw (4 indywidualne i 2 zespołowe) i półtora zestrzelonego balonu, a Maciejowski 6.00 zwycięstw (wszystkie indywidualne).

3 czerwca 1942 Brzeski wziął udział w dwóch dużych operacjach. Rano dywizjon zapuścił się z całym skrzydłem nad Treport, gdzie miał wykonać akcję dywersyjną odwracającą uwagę od nalotu ciężkich bombowców atakujących cele w innym miejscu w ramach operacji Circus 183. W tych dywersyjnych działaniach wzięły też udział Hurribombery atakujące cele wokół Boulogne. Po południu 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie wykonało operację Circus 184, w której 6 Bostonów zrzuciło bomby w Le Havre. W tym locie zaobserwowano w powietrzu 15 do 20 Focke Wulfów, które nie zaatakowały formacji, ale potem podążało za Polakami wypatrując najwyraźniej potencjalnych maruderów.

4 czerwca 1942 Brzeski leciał z dywizjonem w osłonie 6 Bostonów bombardujących Boulogne (Circus 185), a 5 czerwca w misji Rodeo 71 nad Calais i Dunkierką. 6 czerwca 1942 wykonując Circus 169, podczas eskortowania 5 Bombowców nad Le Havre “Wilniucy” dostrzegli w oddali 10 Bf 109, ale Niemcy nie zaatakowali. Brzeski musiał mieć zresztą jakieś problemy z samolotem, bo w dzienniku dywizjonowym zachowała się informacja, że wrócił na lotnisko wcześniej, po pół godzinie lotu.

15 czerwca 1942 znowu zmieniono skład 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Dywizjon 303 został zluzowany przez “toruński” dywizjon 306. W kolejnych dniach czerwca wielu lotów nie doświadczono. Brzeski wziął udział jedynie w patrolowaniu nad konwojem 17 czerwca i 22 czerwca w locie w osłonie Defianta wykonującego lot kalibracyjny, zapewne kalibrujący wskazania radarów naziemnych. I potem Brzeskiemu przypadła długa na miesiąc przerwa w operacyjnym lataniu. Całe 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie wykonywało wtedy zwyczajowe operacie Circus i Rodeo, a 15 lipca 1942 polacy zostali poderwani do przechwycenia pięciu FW 190, które atakowały żeglugę u wybrzeży Anglii. Polacy ścigali Niemców aż do Boulogne i tam F/O Jerzy Mencel z F/O Teofilem Szymankiewiczem zestrzelili wspólnie jedną Fokę na pewno, P/O Jerzy Zbrożek zaliczył jedną jako prawdopodobnie zestrzeloną, a F/O Stanisław Łukaszewicz kolejną Fokę uszkodził.

S/Ldr Stanisław Skalski wysiada ze Spitfire Mk.Vb BM131 JH-Q. Skalski dowodził dywizjonem “Wilniuków” od 30 kwietnia 1942 do 9 listopada 1942, ale nie zaliczył w tym okresie żadnego sukcesu w walkach powietrznych. Po tym jak 3 maja 1942 Stanisław Brzeski złamał podwozie w swoim Spitfire Mk.Vb W3424 JH-Q to właśnie Spitfire BM131 otrzymał literę kodową “Q”. Jednak Brzeski wykonał na tej maszynie tylko jeden lot operacyjny – wymiatanie w rejonie Nieuport – Barfleur 31 lipca 1942. Podczas tej operacji dywizjon 317 został zaskoczony przez Focke Wulfy 190 i F/O Tadeusz Kratke musiał ratować się ze spadochronem.
[Źródło: Peter Sikora “Polish Air Force Fighter Aircraft 1940-1942, from Battle of France to the Dieppe Raid”, wydawnictwo Pen & Sword Books Limited]

26 lipca 1942 Brzeski wrócił do akcji. Rano piloci 317 dywizjonu wykonywali różnego rodzaju loty treningowe, a o 12:30 przyszedł do nich rozkaz zakończenia nie bojowych lotów i utrzymania pełnej gotowości bojowej. O 12:47 S/Ldr Skalski poderwał dywizjon do misji Rodeo 81, w której uczestniczyło całe Skrzydło. Aby uniknąć wykrycia przez niemieckie radary, polskie dywizjony leciały nisko, na wysokości około 500 stóp (150 metrów). “Wilniucy” przekroczyli angielską  linię brzegową koło Newhaven. Jeszcze przez 13 minut lecieli nad Kanałem na niskiej wysokości, aby wreszcie po upływu tego czasu zacząć wznoszenie. Kontrola lotów kilkukrotnie ostrzegała Polaków o obecności niemieckich samolotów, ale piloci Spitfirów póki co ich nie spotykali. Gdy “Wilniucy” znaleźli się na wschód od St. Omer, zauważyli jednego FW 190 i nawet go zaatakowali, ale ten zdołał umknąć. Francuski brzeg Polacy przelecieli między Calais a Gravelines. Niebo było zasłane warstwą wysokich chmur i praktycznie nie dało się lecieć wyżej, niż na wysokości 16 000 stóp (niecałe 4900 metrów). Nad Calais piloci dostrzegli jakiś samolot, ale bardzo szybko inne dywizjony Skrzydła zostały zaatakowane przez 15 do 20 FW 190. Dowódca eskadry “B” F/Lt. Kazimierz Rutkowski dostrzegł jak po prawej stronie od “Wilniuków” rozgorzała walka powietrzna i nakazał zwrot w prawo i cały klucz ruszył z odsieczą atakowanym kolegom. Oddajmy głos Brzeskiemu:

“W chwili gdy mój dywizjon dotarł nad Gravelines, mój dowódca eskadry dał rozkaz to skrętu w prawo, gdyż od strony sterburty zobaczyliśmy walkę, a ja spostrzegłem spadochron, i  krążących i manewrujących FW 190, i Spitfira. Leciałem w czwórce po prawej stronie i zobaczyłem jednego FW 190 skręcającego w lewo na wysokości 7 – 8 tysięcy stóp, Zaatakowałem ten wrogi samolot i oddałem w jego kierunku długą serię z odległości 350 – 300 jardów. FW 190 zanurkował w kierunku Francji. Poleciałem w ślad za nim i wystrzeliłem drugą serię od tyłu z odległości od 300 do 50 jardów. Zauważyłem rozbłyski na lewej stronie kadłuba nieprzyjacielskiego samolotu i zaczęły się z niego wydobywać kłęby czarnego dymu. FW 190 runął prosto w dół ku morzu, całkowicie pozbawiony kontroli. Zamierzałem oddać trzecią serię, ale dostrzegłem po lewej stronie przelatujące koło mnie smugowe pociski z wrogiego samolotu. Zrobiłem ostry skręt w lewo i wtedy ostatni raz zobaczyłem mojego FW 190 nurkującego pod tym samym kątem 2 mile od wybrzeża, na wysokości 150 stóp i uderzającego zaraz w wodę. Zgłaszam tego FW 190 jako zestrzelonego. W międzyczasie drugi FW 190 skręcił w prawo do góry i wróciłem do dywizjonu. Fotokarabin był użyty i został wystawiony.”

Oprócz Brzeskiego, jedno zwycięstwo nad Foką zgłosił inny pilot 317 dywizjonu Sgt. Władysław Grobelny, ale najwyraźniej później zdegradowano to zgłoszenie do zestrzelenia prawdopodobnego. Największy ciężar walki przyjęli piloci 302 dywizjonu. S/Ldr Julianowi Kowalskiemu i F/O Alojzemu Rodziewiczowi zaliczono po jednym pewnym zwycięstwie, P/O Marianowi Wędzikowi zwycięstwo prawdopodobne, a Sgt. Hipolitowi Mikuskowi uszkodzenie. Pewne zwycięstwo odniósł też dowódca Skrzydła W/Cdr Stefan Janus. Miało to być jego szóste i ostatnie zwycięstwo powietrzne. Walka zakończyła się zatem dużym sukcesem dla 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Tym większym, że Niemcom nie udało się zestrzelić żadnego polskiego Spitfire. Nazajutrz do dywizjonu dotarły z tej okazji pisemne wyrazy uznania od dowódcy 11 Grupy AVM Trafforda Leigh-Mallory: “Moje najszczersze gratulacje za dzisiejsze (26 lipca) najbardziej udane Rodeo. Dobra robota.

Po niezwykle udanym Rodeo 81 środa 29 lipca 1942 przyniosła niestety stratę. Czwórka “Wilniuków”, ale bez Brzeskiego, wykonało lot Rhubarb, podczas którego atakowali pociąg na zachód od Dieppe. Jeden z nich F/O Zygmunt Słomski został trafiony przez ogień z ziemi i zginął rozbijając się o ziemię. Była to pierwsza personalna strata 317 dywizjonu od śmierci dowódcy S/Ldr Ozyry.

30 lipca 1942 w 1 Polskim Skrzydle Myśliwskim nastąpiła kolejna zmiana – dywizjon 316 został zastąpiony przez dywizjon 308.

W ostatnim 31 dniu lipca 1942 szczęście też nie dopisało 317 dywizjonowi. O 14:25 “Wilniucy” razem z Brzeskim wystartowali do przelotu do Ibsley, gdzie z całym 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim wysłuchali odprawy i o 17:30 wyruszyli do akcji dywersyjnej w okolice Nieuport. Początkowo lecieli nisko nad Kanałem, ale przed francuskim brzegiem wznieśli się na 22 do 25 tysięcy metrów. Po dotarciu do Nieuport zawrócili nad Kanał i potem znowu wrócili nad Francję w okolicy Barfleur. Tam dostrzegli 14 Focke Wulfów i zawrócili w ich kierunku. Ostatnia sekcja Spitfirów została jednak zaskoczona przez dwa FW 190. Jeden ze Spitfirów pilotowany przez F/O Tadeusza Kratke został celnie trafiony, zapalił się i Kratke musiał wyskoczyć ze spadochronem. Na szczęście z morza wyłowił go szybki kuter brytyjskiej marynarki.

Początek sierpnia 1942 dla całego dywizjonu upłynął pod znakiem lotów niebojowych, treningowych i testowaniu samolotów po naprawach. Głównym powodem zaprzestania lotów nad Francję było pogoszenie się pogody nad Kanałem La Manche. Pierwszy lot bojowy w sierpniu miał miejsce dopiero w niedzielę, 9 dnia miesiąca. Tego dnia “Wilniuków” odwiedził służący wtedy w dziale planowania sztabu generalnego 11 Grupy (Headquarters Planning Coordinator) W/Cdr Tadeusz Rolski. Stęsknionemu za lataniem pułkownikowi “Wilniucy” zorganizowali wycieczkę do Francji – operację Rodeo na niby. Brzeski również dołączył do grupy i razem z kolegami i Rolskim wystartował i 10:55, przeleciał do Bradwell-Manston i o 11:30 przekroczył francuskie wybrzeże koło Gravelines. Stamtąd Polacy polecieli nad przylądek Cap Gris Nez i wrócili do bazy. Żadnej aktywności wroga nie zarejestrowano.

Dieppe

Kolejne dni znów przyniosły marazm i nudne loty na zapleczu. Ale tym razem była to cisza przed burzą. Cały RAF zaczął się przygotowywać do wsparcia pierwszej dużej akcji zaczepnej Brytyjczyków na kontynencie po ewakuacji z Dunkierki. Mowa oczywiście o lądowaniu w Dieppe. Pierwotnie akcja ta miała być wykonana na początku lipca w ramach operacji “Rutter”, ale na skutek złej pogody odwołano ją i zaplanowano tym razem na drugą połowę sierpnia jako operację “Jubilee”. Cele tej operacji były bardzo złożone. Z jednej strony oficjalnie było to “rozpoznanie bojem” procedur, które miały być zastosowane w docelowej inwazji na Kontynent, a z drugiej mniej oficjalnie rozgłaszanej strony pokazanie Stalinowi, że Brytyjczycy do pełnoskalowej inwazji jeszcze gotowi nie są. Do tej ryzykownej operacji, która mogła skończyć się ciężkimi stratami, Brytyjczycy wypchnęli Kanadyjczyków, ku radości kanadyjskich polityków, którzy chcieli wykazać się udziałem Kanadyjczyków w pokonaniu Niemiec.

Lądowanie w Dieppe miało potrwać jeden dzień. Atak, zajęcie terenu, zniszczenie obrony przeciwnika i obiektów infrastruktury jak lokalna elektrownia, zniszczenie infrastruktury a lokalnym lotnisku, zatopienie jednostek pływających w porcie Dieppe, a potem planowe wycofanie się. Wykonać je miała na głównym odcinku kanadyjska 2 dywizja piechoty ze wsparciem 58 ciężkich czołgów Churchill 14 kanadyjskiego pułku pancernego. Na flankach brytyjscy komandosi i amerykańscy rangerzy mieli zneutralizować atrylerię nadbrzeżną. Lądowanie miało być wsparte przez imponujące siły powietrzne RAF z pewnym wsparcie rozlokowującego się w Wielkiej Brytanii USAAF. Bombowców zaangażować miano stosunkowo niewiele – 4 dywizjony B-17 USAAF, 3 dywizjony Bostonów plus pojedyncze egzemplarze z dwóch innych, 2 dywizjony Blenheimów, 1 dywizjon Beaufighterów i 8 dywizjonów Hurribomberów. Rozpoznanie miały zapewniać 4 dywizjony Mustangów. Za to przewagę w powietrzu miało zapewnić aż  48 dywizjonów Spitfirów i 3 dywizjony Typhoonów. W operacji tej miało być zaangażowane całe 1 Polskie Skrzydło Myśliwskie i to jeszcze wzmocnione przez dywizjon 303. Dzięki temu Skrzydło osiągnęło stan pięcio dywizjonowy z dywizjonami 302, 303, 306, 308 i 317. Niemcy mogli przeciwstawić Aliantom o wiele mniejsze siły w postaci Focke Wulfów FW 190 i nielicznych Bf 109 z JG 2 i JG 26 oraz Dorniery 215/217, He 111 i Ju 88 z KG 2, KG 40, KG 77 i Küstenfliegergruppe 106.

Douglas Boston nad Dieppe, 19 sierpnia 1942.
[Źródło: library-archives.canada.ca]

W planach brytyjskich lotnictwo miało odegrać wiele ról. Bombowce miały pomóc w zniszczeniu stanowisk artyleryjskich zagrażających wojskom lądowym. Samoloty miały też w miarę możliwość kłaść zasłonę dymną na plaży. Oczywiście myśliwce miały cały czas zapewniać panowanie w powietrzu, szczególnie w fazie odwrotu.

Działania lotnictwa uruchomiono jeszcze przed świtem podrywając do ataku Bostony i Hurribombery. Myśliwce wysłano do wymiatania nad obszarem Dieppe. 317 dywizjon wystartował o 5:15. S/Ldr Skalski skierował “Wilniuków” na kurs 160° ku Beachy Head a stamtąd nad Dieppe, gdzie od 5:45 do 6:20 z całym 1 Polskim Skrzydłem Myśliwskim patrolowano na wysokości ok 10 000 stóp. Już wtedy postawieni na nogi Niemcy zaczęli atakować alianckie samoloty. I tak jeden FW 190 zanurkował z chmur i ostrzelał celnie Spitfira P/O Mariana Cholewki. Pociski strzaskały mu prawe ramię. Polak tracąc co chwila przytomność z upływu krwi wylądował jednak w Lympne wyłączył silnik i stracił przytomność na dobre. Leczenie i rehabilitacja miały potrwać półtora roku.

Do drugiej misji tego dnia “Wilniucy” wystartowali już o 9:30. Skalski poprowadził 12 Spitfirów dokładnie takim samym kursem jak o świcie. Polacy osiągnęli wybrzeże Francji na wysokości 8 000 stóp. Na niebie roiło się już od samolotów obu stron i w różnych miejscach dochodziło do starć. Piloci “trzysta siedemnastego” wzięli udział w kilku potyczkach. Najpierw F/Lt Kazimierz Rutkowski zestrzelił Dorniera Do 217 i widziano jak bombowiec spada i uderza w morze. Potem P/O Michał Maciejowski strącił Junkersa Ju 88 i Focke Wulfa FW 190. “Wilniucy” widzieli jak Junkers wybucha płomieniami i zarejestrowali jego upadek do wody. Focke Wulfa widziano jak zwala się w niekontrolowany sposób ku morzu. Jeden z pilotów dywizjonu Sgt. Władysław Pawłowski skupił się na strzelaniu do jakiegoś FW 190, którego zresztą uszkodził, kiedy jakiś inny Niemiec wpakował mu serię w tył Spitfire. Na szczęście uszkodzenia nie były poważne i Pawłowski zdołał wrócić do Anglii.

Trzeci lot “trzysta siedemnastego” nad Dieppe odbył się wczesnym popołudniem. Tym razem dywizjon poprowadził dowódca eskadry “A” F/Lt Władysław Trzebiński, ale wybrał on dokładnie taką samą trasę, jak wcześniej dwukrotnie Skalski. I tym razem w powietrzu Polacy zaobserwowali Focke Wulfy, ale tym razem do walk nie doszło.

Do czwartego lotu dywizjon poprowadził o 15:50 dowódca Eskadry B F/Lt. Kazimierz Rutkowski. Tym razem w składzie dywizjonu leciał też P/O Stanisław Brzeski. Przez cały czas czekał na ziemi w ramach “żelaznych rezerw” dywizjonu i teraz wreszcie mógł zobaczyć bitwę w Dieppe na własne oczy. Tym razem misja była trochę inna niż te trzy wcześniejsze. Polacy mieli bowiem patrolować nad jednym z powracających z Dieppe konwojów. Gdy “Wilniucy” dolatywali na miejsce dostrzegli, że Niemcy już się nad konwojem uwijają. W oddali krążyły FW 190, a statki były atakowane z dwóch stron przez niemieckie bombowce. Polacy rzucili się na wrogów w ślad za dowódcą. F/Lt Kazimierz Rutkowski i P/O Stanisław Brzeski strącili po jednym He 111. P/O Michał Maciejowski i Sgt. Adam Kołczyński zestrzelili wspólnie Do 217, a Sgt. Kazimierz Sztramko zestrzelił zespołowo z dwoma pilotami z dywizjonu 303 kolejnego He 111. Oprócz masakrowania bombowców “Wilniucy” starli się też z Focke Wulfami. W rezultacie F/O Stanisław Łukaszewicz zestrzelił jedną Fokę.

Raport Brzeskiego po locie brzmiał tak:

“Lecąc z dywizjonem nad tylnym końcem konwoju zauważyłem ogień przeciwlotniczy z naszych niszczycieli, a trzy wrogie bombowce wypadły z chmur uciekając na południe. Dałem pełny gaz i zacząłem gonić najbliższy samolot, ale kiedy dojrzałem, że trzy inne Spitfiry już atakują tę maszynę, skręciłem ku czwartemu bombowcowi, którego właśnie dostrzegłem nurkującego nad poziom morza 2 mile na południe od konwoju. Rozpoznałem, że ta maszyna jako He 111. Zaatakowałem do od tyłu z odległości 200 – 100 jardów częstując do dwoma salwami działek aż wystrzelałem całą amunicję. Jednak podczas strzelania widziałem jak eksploduje i łamie się w powietrzu. Wtedy zobaczyłem jak rozbija się w morzu po tym jak wystrzeliłem długą serię z karabinów maszynowych. Rozpadł się kompletnie w morzu na milę przed francuskim brzegiem. Krążąc nad moim He 111 w morzu zauważyłem w odległości około 3 mil na południe siedem FW 190 lecących w stronę konwoju. Dołączyłem do 2 Spitfirów lecących w moim kierunku, i z nimi dołączyliśmy do innych Spitfirów nad konwojem. Po paru minutach zauważyłem, jak jeden FW 190 został trafiony. W tym momencie następny FW 190 zaatakował Spitfira. Ten Spitfire został trafiony i rozbił się w morzu. Pilot się nie uratował. Zdołałem poczęstować innego FW 190 serią, z zamiarem przegonienia go, z odległości 600 jardów, ale nie mogłem dostrzec żadnych wyników.”

Ale później Brzeski w nie spisanych wspomnieniach dodał trochę smaczków do tej suchej relacji:

“Po południu kiedy eskadra wróciła znad Dieppe, gdzie lotnictwo niemieckie zrezygnowało z walki i w ogóle nikt nie strzelał, to namówiłem por. Janickiego, mówiąc mu, że jest zmęczony itp… (myśmy wtedy żartowali, że on bardziej interesował się swoją piękna żoną niż lataniem) i dał mi swój samolot na następna operację (patrolowanie powracającego konwoju z Dieppe), która była dość interesująca. Po kilku minutach, jak objęliśmy patrolowanie nad konwojem 5 bombowców zjawiło się, bez eskorty myśliwców … i 12 Spitfire mojej eskadry rzuciło się na ten niesamowity dar. Ja zdecydowałem się pogonić za samolotem, który był najdalej od nas, blisko brzegu Francji, bo te bliższe niemieckie bombowce miały 2- 3 myśliwce na ogonie i niebezpiecznie było nawet zbliżać się ze względu na możliwość zderzenia się z własnym samolotem. W rezultacie zestrzeliliśmy wszystkie 5 bombowców, z których 4 zostały zestrzelone przez całą eskadrę, a piąty, ja sam miałem przyjemność dodać do mego konta. Nieznanym szczegółem jest fakt, że wracając do konwoju po zestrzeleniu tego Heinkla 111, zobaczyłem 5 myśliwców niemieckich (Focke- Wulf) lecących pod chmurami w kierunku konwoju (one spóźniły się jakieś 3 minuty z pomocą ,czy eskortą, tych bombowców) i nawiązałem łączność radiową z 303 dyonem, który patrolował nad chmurami, podając im pozycję tych myśliwców. I 303 dyon zaskoczył te myśliwce i zdaje się 4 zostały zestrzelone, bez żadnych strat własnych.”

Droga powrotna przebiegła dla dywizjonu bez problemów. Jedynie P/O Michał Maciejowski nie mógł przy lądowaniu otworzyć podwozia, a wyczerpany psychicznie walkami zapomniał o mechanizmie awaryjnego wypuszczania goleni, i wylądował na lotnisku na brzuchu.

Dla “Wilniuków” akcje nad Dieppe zakończyły się niekwestionowanym sukcesem. Odnieśli 6 zwycięstw indywidualnych i trzy zespołowe oraz jedno uszkodzenie (7.333 – 0 – 1 zwycięstw) nie ponosząc żadnych permanentnych strat (jedynie jeden Spitfire został uszkodzony, a jego pilot ranny). Niestety o samej operacji naziemnej tego powiedzieć nie można. Zakończyła się katastrofą. Straty alianckie były bardzo duże. 1350 żołnierzy, głównie Kanadyjczyków, zginęło 2 465 zostało rannych, a 1 949 dostało się do niewoli. Całkowite straty wyniosły koszmarne 55% zaangażowanych żołnierzy. Do tego należy dodać 550 zabitych i rannych marynarzy Royal Navy. Zatonął jeden niszczyciel i 33 łodzie desantowe. RAF stracił 62 zabitych, 30 rannych i 17 lotników, którzy dostali się do niewoli. Spadło też dokładnie 100 samolotów alianckich. Straty niemieckie były nieproporcjonalnie niskie. Zginęło 311 żołnierzy, a 280 zostało rannych, Kriegsmarine straciła jeden ścigacz okrętów podwodnych. Luftwaffe straciła 23 FW 190 i 25 bombowców. Wielka Brytania z całą mocą udowodniła Stalinowi, że nie jest gotowa do inwazji na Kontynent.

Dzień po akcji w Dieppe 317 dywizjon pod dowództwem Skalskiego, ale bez Brzeskiego w składzie,  wziął udział w operacji Circus 206. A właściwie wziął udział w dywersji odciągającej Niemców od głównej wyprawy. Nad Le Havre Skrzydło zostało zaatakowane przez 6 FW 190, które nurkując ku innemu dywizjonowi nie zauważyły w ogóle “Wilniuków”. Skorzystał z tego F/O Florian Martini, który pognał za jedną z Fok i ją zestrzelił. Jak się miało okazać było to ostatnie zwycięstwo powietrzne 317 dywizjonu na długi czas. Następne pewne zestrzelenie “Wilniucy” zgłoszą dopiero prawie za rok.

21 sierpnia latania nie było. Była za to kolejna gratulacja “z góry”. Tym razem do Naczelny Wódz generał Sikorski gratulował dywizjonowi świetnych wyników w akcji nad Dieppe. 22 i 23 sierpnia aktywność 317 dywizjonu ograniczyła się do bezowocnych misji Rodeo i Rhubarb, a 24 sierpnia dywizjon wymiatał nad Francją w ramach wsparcia dla 12 Latających Fortec USAAF bombardujących plac spedycyjny w Trait koło Le Havre.

Pierwszym lotem operacyjnym Brzeskiego po Dieppe było jednak dywersyjne wymiatanie na rzecz operacji Circus 207 wykonane 27 sierpnia 1942. I tym razem trzon bombowy tworzyło 12 amerykańskich B-17, które za cel wzięły stocznie w Rotterdamie. “Wilniucy” kręcili się od Ostendy, przez Nieuwpoort w kierunku Dunkierki, wylecieli nad Kanał, po czym zawrócili koło Gavelines. W ostatniej fazie lotu “asystowało” ich od strony St. Omer sześć FW 190, a od strony Kanału kolejne dwa. Niemcy nie zdecydowali się jednak na podjęcie walki.

28 sierpnia 1942 Brzeski wziął udział w operacji Circus 210. “Wilniucy” wystartowali o 12:30 pod dowództwem F/Lt Władysława Trzebińskiego, przelecieli nisko nad Kanałem i przed osiągnięciem linii brzegowej koło Le Crotary osiągnęli wysokość między 15 000, a 20 000 stóp. Potem wznieśli się jeszcze wyżej na 20 000 do 25 000 stóp i zaczęli patrol nad Abbeville. Kontrola lotów w Anglii ostrzegała 317 dywizjon o “bandytach” kręcących się po okolicy, ale Polacy ich nie spotkali. O 14:15 “trzysta siedemnasty” lądował już w Northolt.

Przełom sierpnia i września 1942 był końcem pewnej epoki i dla dywizjonu 317 i dla Stanisława Brzeskiego. 5 września dywizjon opuścił Northolt i w ciągu paru dni przeniósł się do północno zachodniej Anglii, do Woodvale na północ od Liverpoolu. P/O Stanisław Brzeski zakończył zaś swoją turę bojową. 7 września został instruktorem w 58 OTU w Grangemouth w Szkocji. Do tego samego ośrodka szkoleniowego wysłano też Michała Maciejowskiego, z którym Brzeski wspólnie walczył od początku roku, od służby w 249 dywizjonie RAF. Jednak już po trzech tygodniach Brzeskiego wysłano do zakładów Rolls Royce’a na kurs obsługi silników. Kurs ukończył w grudniu i 28 grudnia wrócił do 58 OTU do pracy w charakterze instruktora.

W okresie, kiedy Stanisław Brzeski służył w 317 dywizjonie “Wilniucy” zestrzelili łącznie 29.333 samolotów na pewno, 6 prawdopodobnie i 9 uszkodzili. Pilotom zaliczono łącznie 22 zwycięstwa indywidualne i 15 zespołowych, 6 indywidualnych prawdopodobnych, 14 uszkodzenia indywidualne i 2 zespołowe. Sam Brzeski walcząc w składzie 317 dywizjonu zaliczył pięć zwycięstw indywidualnych, dwa zespołowe  i jedno indywidualne uszkodzenie (6.000 – 0.000 – 1.000 zwycięstw). Jak się miało okazać, był to najlepszy indywidualny wynik w dywizjonie “Wilniuków” w całej wojnie. Drugi wynik w dywizjonie uzyskał Michał Maciejowski z czterema zwycięstwami indywidualnymi i jednym zespołowym (4.500 – 0.000 – 0.000 zwycięstw) i on również nie zostanie pobity do końca wojny.

Przerwę w operacyjnym lataniu Brzeski wykorzystał do ostatecznego porzucenia stanu kawalerskiego. Od początku służby w 317 dywizjonie każdy dłuższy urlop spędzał z Sheilą Allison. W końcu oświadczył się jej, a ona z radością wyraziła zgodę. Para pobrała się 20 marca 1943 w kościele katolickim pod wezwaniem Świętego Roberta z Westminsteru w Morpeth, które tak połączyło ich losy. Po ślubie Sheila przeprowadziła się na południe, aby być bliżej Stana, bo tak Anglicy nazywali Brzeskiego.

14 października 1942. P/O Michał Maciejowski (po lewej z twarzą przysłoniętą skazą na zdjęciu) i P/O Stanisław Brzeski (pośrodku) rozmawiają z Air Marshallem Sholto Douglasem po ceremonii odznaczenia ich krzyżami DFC.
[Źródło: iwm.org.uk]
Udostępnij: