Artukuły historyczne

Matador przestworzy Robert Standford Tuck

Pembrey

18 czerwca 1940 dywizjon 92 odesłano na odpoczynek do 10 Group Fighter Command, na lotnisko Pembrey w południowej Walii, gdzie przejął obronę powietrzną nad portami Cardiff, Swansea i Bristol. Tam piloci dywizjonu wykonywali nudne patrole i próbowali przechwycić wysoko latające samoloty rozpoznawcze, co przez wiele dni się nie udawało. Nuda i spadek morale doprowadziły oczywiście do popisów akrobacji nad tamtejszymi domostwami, co, jak wszędzie, wzniecało protesty lokalnych władz.

​Całe życie towarzyskie skupiało się w restauracji Hotelu Stepney w Pembrey, gdzie właściciel William Maloney obiecał pilotom darmową butelkę szampana za każdego zestrzelonego szkopa. Pierwsza okazja przydarzyła się dopiero 8 lipca 1940, kiedy to niebieska sekcja Tucka została poderwana do patrolu nad Filton koło Bristolu. Już w powietrzu Brytyjczycy zostali powiadomieni o samotnym niezidentyfikowanym samolocie zbliżającym się do Bristolu. Tamtejsze zakłady lotnicze produkujące dwusilnikowe Blenheimy i inne bojowe samoloty były ulubionym celem niemieckich samolotów rozpoznawczych. I tym razem niezidentyfikowany samolot okazał się rozpoznawczym Dornierem Do 17. Po przechwyceniu trójka pilotów — Tuck, F/O Robert H. “Bobbie” Holland i Sgt Ralph “Titch” Havercroft — ostrzelała dość niecelnie Dorniera, ale jego pilot zrzucił bomby i umiejętnie skrył się w chmurach. Tuck poprowadził swój klucz za Dornierem, ale o mało co nie zderzył się z nim w chmurach. Wtedy zmienił plan i nakazał swoim pilotom wznieść się ponad chmurę i skierował się w miejsce, gdzie jego zdaniem Dornier powinien się wyłonić. I nie mylił się. Niemiecki pilot wyleciał z chmury dokładnie tam, gdzie zakładał Tuck. Brytyjczycy wykonali trzy ataki na Dorniera, po których z wrogiej maszyny zaczęły wydobywać się dym i strużki oleju. Brytyjczycy stracili go z oczu jakieś siedem mil od Bristolu. Przyznano im zespołowe niepotwierdzone zwycięstwo nad Do 17. Tuck, który od jakiegoś czasu narzekał bardzo na skuteczność karabinów maszynowych 0,303 cala, miał kolejny argument, że działka były o wiele skuteczniejszym uzbrojeniem. Podczas wieczornej imprezy w mesie w Pembrey wnerwiony Tuck podkreślał, że gdyby jego Spitfire miał działka, to Dornier spadłby po pierwszym ataku.

10 lipca 1940 historycy uznają za początek Bitwy o Anglię. W pierwszej fazie bitwy celem Luftwaffe była żegluga brytyjska na Kanale La Manche i na podejściach do portów na wschodnich i zachodnich brzegach Wysp Brytyjskich. Był to tak zwany “Kanalkampf”. W tym czasie dywizjon 92 był z dala od głównych kierunków ataków. Pod koniec lipca piloci latali swoimi Spitfirami na lotniska 11 Grupy Fighter Command, gdzie wymieniano śmigła ich samolotów na śmigła o stałej prędkości ze skokiem regulowanym automatycznie. Te nowe śmigła znacząco zwiększały prędkość wznoszenia Spitfirów.

Spitfire Mk.I, R6597, GR-A, rozbity w nocy z 21 na 22 lipca 1940 w Pembrey. Jego pilot Sgt. Ronald H. „Ronnie” Fokes wystartował o 00:40 do nieskutecznego przechwycenia intruza i przy lądowaniu o 02:20 przestrzelił pas lądowiska. Zwraca uwagę, że w drugiej połowie lipca dywizjon nadal używał oznaczeń kodowych GR.
[Źródło: Graham T. Emmanuel, „RAF Pembrey 1937 – 1957”]

25 lipca 1940 niebieska sekcja Tucka przechwyciła 10 mil na wschód od Fishguard samotnego Junkersa Ju 88. Mimo zaobserwowanych trafień dymiącemu Junkersowi udało się ujść z pola walki i Tuckowi przyznano jedynie ⅓ uszkodzenia. Możliwe jednak, że niemiecki bombowiec został zestrzelony, bo dokumenty II/KG 51 wskazują na utratę jednego Junkersa w tym dniu.

13 sierpnia 1940 Luftwaffe z hukiem rozpoczęła drugą fazę Bitwy o Anglię. Widząc, że w walkach nad Kanałem bombowce Luftwaffe były nieustannie przechwytywane przez myśliwce RAF, Herman Göring rozkazał przekierować ataki na kluczowe elementy infrastruktury Fighter Command, czyli na lotniska i stacje radiolokacyjne. Pierwszy dzień nowej fazy ofensywy został przez Niemców nazwany kryptonimem “Dzień orła” (“Adlertag”). Pogoda jednak Niemcom nie dopisała i zamiast rano cała akcja została rozpoczęta wczesnym popołudniem. Intensywność działań Luftwaffe wzrosła nad całym pasem wybrzeża i nawet 92 dywizjon w Pembrey miał okazję do stoczenia walk.

​Mniej więcej o 16:00 zielona sekcja dywizjonu pod dowództwem Roberta Tucka wystartowała do patrolu nad Portland. Nad Portland Bill Tuck uznał, że w powietrzu jest za dużo myśliwców RAF i poprowadził swoich pilotów dalej na południe, nad wody Kanału. Tam Brytyjczycy dostrzegli samotnego Junkersa Ju 88, który próbował uciec do Francji. Dogoniwszy go, trzech pilotów z sekcji – F/Lt Robert Stanford Tuck, P/O William C. Watling i Sgt Ralph E. Havercroft – wykonało skoordynowany atak, po którym Junkers wodował. Tuck widział, jak dwóch członków załogi wydostało się z wraku i uratowało się w gumowej dinghy. Ponoć Niemcy machali Brytyjczykom, zapewne zniechęcając ich do ostrzelania pontonu. W drodze powrotnej Tuckowi zaczęło kończyć się paliwo i wylądował po drodze na lotnisku Cleave. Tego dnia zaliczono mu ⅓ zwycięstwa nad Ju 88 i zostało ono po wojnie potwierdzone w dokumentach I/KG 54 Gruppe, która straciła o tej porze w misji nad Portland jednego Junkersa.

14 sierpnia 1940 o 17:15 niebieska sekcja Tucka w składzie trzech Spitfirów miała patrolować obszar nad Barry w południowej Walii. Zachmurzenie nad miastem było całkowite. Krążąc nad nim, Tuck usłyszał rozkaz skrętu na północ w głąb lądu, gdzie leciały jakieś trzy samoloty. Po wykonaniu tego manewru Brytyjczycy dogonili ciasny szyk trójki Junkersów Ju 88. Sekcja wykonała parę ataków od tyłu i z boków, ale nie przyniosły one żadnego rezultatu. Tuck dał więc gazu, wyprzedził bombowce, aby zaatakować je od czoła. Poinformował też swoich pilotów o planie akcji, ale z powodu silnych zakłóceń jego piloci go nie usłyszeli. Zaatakował więc sam. Najpierw obrał za cel bombowiec numer 3, który, trafiony, odłączył się od szyku i dymiąc zaczął się zniżać, niknąc w chmurach. Potem Tuck zaatakował prowadzący bombowiec z takim samym efektem. Dymiący Junkers zaczął obniżać lot i zszedł w chmury. Atak na trzeci bombowiec był już nieskuteczny, bo amunicja w jego Spitfire skończyła się. Robiąc pozorowane ataki, Tuck przyciągnął wreszcie uwagę swoich kolegów, którzy dołączyli do niego i postrzelali trzeciego Ju 88, który dymiąc wpadł w chmury poniżej. Mimo że Tuck nie widział upadku bombowców, zaliczono mu dwa pewne zestrzelenia. Możliwe, że zostały one potwierdzone przez kogoś na ziemi. Ostatecznie zostały one potwierdzone po wojnie w dokumentach grupy I/LG 1.

18 sierpnia 1940 Tuck wybrał się swoim Spitfirem do Northolt, aby wziąć udział w naradzie zorganizowanej przez Air Fighting Development Unit. Gdy o 13:50 ogłoszono alarm o potężnej wyprawie 160 samolotów Luftwaffe, Tuck nie mógł wysiedzieć na miejscu i samotnie wystartował do akcji. Po piętnastu minutach krążenia nad Beachy Head Anglik wypatrzył dwa Ju 88 uciekające do Francji. Nauczony doświadczeniem z poprzedniej walki, Tuck zdecydował się na atak czołowy. Niemcy też zauważyli Spitfira i oba bombowce rozpoczęły nurkowanie nad samą wodę Kanału, nabierając prędkości. Tuck wyprzedził je jednak i zaatakował Junkersa lecącego z tyłu. Celnie trafiony bombowiec spadł do Kanału, wzbudzając gejzer wody. Tuck podszedł do czołowego ataku na drugiego Ju 88, ale chwilę po naciśnięciu na spust przedni strzelec niemieckiej maszyny trafił jego Spitfira w śmigło i chłodnicę. Silnik zaczął niebezpiecznie wibrować i mimo że za Junkersem zaczęła się już ścielić struga oleju, Tuck musiał przerwać walkę i wykręcić na północ, ku wybrzeżu Anglii. Gdy do niego dotarł, kokpit był wypełniony gryzącymi oparami glikolu i dymem. Nie czekając na katastrofę, Tuck wyskoczył ze spadochronem, a jego Spitfire spadł na pole w Park Farm koło Horsmonden.

​Gdy Anglik opadł ze spadochronem na terenie posiadłości lorda Cornwallisa w Plovers Estate, zaoferowano mu gorącą kąpiel i poczęstunek herbatą. Tam też poinformowano go, że stowarzyszenie Men of Kent zebrało fundusze na nowy Spitfire specjalnie dla niego. Legenda głosi, że gdy Tucka zabrano na krótką rekonwalescencję do szpitala, okazało się, że położono go na łóżku obok członka załogi Junkersa, którego zestrzelił. Niemiec miał przekazać Tuckowi swój Krzyż Żelazny w uznaniu dla jego umiejętności. Odznaczenie to miał potem wkładać do kieszeni przed każdym lotem jako amulet. Czy to zdarzenie było prawdziwe? No cóż. To, co potwierdzają dokumenty, to że Tuckowi zaliczono 18 sierpnia 1940 jedno zwycięstwo pewne i jedno prawdopodobne. To pewne zostało po wojnie potwierdzone dokumentami KG 76, którego piąty Staffel utracił w tej misji jednego Junkersa Ju 88.

Spitfiry Mk.I z 92 dywizjonu RAF na lotnisku Pembrey. Widać, że noszą już one nowe litery kodowe QJ.
[Źródło: walesonline.co.uk]

25 sierpnia 1940 o 17:50 Tuck wystartował z F/O Robertem H. Hollandem i P/O Royem Mottramem do patrolu nad zbombardowanymi i płonącymi zbiornikami paliwa w Pembrey. O 18:10 klucz został przekierowany 40 kilometrów na zachód, gdzie w okolicach brytyjskiego statku na południe od latarni w St. Gowans Head wykryto krążący niemiecki samolot. Tuck doprowadził klucz na miejsce i na wysokości 4 000 stóp dostrzegł samotnego Dorniera. Błyskawicznie skierował się ku niemu i wykonał atak z boku, oddając dwusekundową serię, przechodząc płynnie w atak od tyłu. Z tej pozycji Tuck oddał drugą, czterosekundową serię, która wywołała gwałtowne błyski w silnikach Dorniera, a po chwili z niemieckiej maszyny posypały się kawałki blach. Zaraz po tym bombowiec wleciał w gęste chmury, a Brytyjczyk pogonił za nim. W pewnej chwili w jego Spitfira walnęła seria z karabinu maszynowego niemieckiego strzelca pokładowego, a za moment Tuck dojrzał wrogi samolot, który znajdował się około 20 stóp przed nim i nieco niżej od niego. Odruchowo obniżył lot, zwolnił i z odległości 25 jardów oddał ostatnią dwusekundową serię, trafiając Dorniera w ogon. Tuck musiał jednak zawrócić nad ląd. Znowu kabina wypełniła się kłębami dymu i glikolu, a zaraz po minięciu klifów na walijskim brzegu silnik Spitfira zgasł. Tuckowi udało się jednak przyziemić przymusowo w polu. Szorując po ziemi, Spitfire uderzył w kamienny mur ukryty w żywopłocie i jego pilot został rzucony na tablicę przyrządów. W zderzeniu Tuck został ranny w nogę, ale przeżył. I tym razem Tuckowi zaliczono pewne zwycięstwo, mimo że nie zaobserwował upadku Dorniera. Znowu jednak zwycięstwo to zostało potwierdzone po wojnie. Jego ofiarą był najprawdopodobniej Dornier Do 17 z 1/KüFlGr606, który nie wrócił z misji nad Kanałem Bristolskim.

​Podczas rekonwalescencji do Tucka dotarła tragiczna wiadomość, że jego szwagier John King-Spark, mieszkający w Bristolu, zginął 8 lipca od bomby. Tucka do końca życia prześladowały wyrzuty sumienia, że była to bomba zrzucona z Junkersa, którego wtedy zaatakował. Mniej więcej w tym samym czasie rodzina Tucków dostała potwierdzenie, że brat Roberta, Jack dostał się do niewoli i siedzi w obozie w Niemczech. Niby nie była to zła wiadomość, ale Robert i w tym przypadku poczuł wyrzuty sumienia, że on jest odnoszącym sukcesy pilotem RAF, a jego brat cierpi w niewoli.

​Pod koniec sierpnia Robert Stanford Tuck spotkał się z dowódcą 10 Grupy AVM Sir Quentinem Brandem i ten przekazał mu wieści, że Robert przejmie dowodzenie nad dywizjonem 257. Wieści te zmaterializowały się 11 września 1940, kiedy to Tuck otrzymał wezwanie do pilnego stawiennictwa w nowym dywizjonie w bazie Martlesham Heath na terenie działania 12 Grupy Fighter Command. Zbiegło się to z rozkazem dla 92 dywizjonu przeniesienia się na lotnisko Biggin Hill do epicentrum walk Bitwy o Anglię.

Udostępnij: