Artukuły historyczne

Matador przestworzy Robert Standford Tuck

Czas nauki

Roland Robert Stanford Tuck urodził się 1 lipca 1916 roku w Catford. Był najmłodszym synem Stanleya Lewisa Tucka i Ethel Clary Tuck. Jego starszym rodzeństwem byli Jack Tuck i Peggy Tuck. Przynajmniej te fakty są pewne. Potem wokół Tucka narosło wiele legend wzbogacanych dodatkowo przez jego biografów. Szczególnie przysłużył się tu hagiograf Tucka, Larry Forrester. To on stworzył legendę, jakoby rodzina Tucków żyła w bajkowej posiadłości z wielkim ogrodem, w klimacie rodem z powieści Jane Austen. W rzeczywistości państwo Tuckowie żyli w skromnym bliźniaku w Catford. Ojciec, który podczas Wielkiej Wojny służył jako kapitan w pułku Queen’s Royal West Surrey, a po wojnie zasiadł we władzach rodzinnej firmy eksportowej Critchley, Hope & Co. Ltd., od początku popadł w poważne kłopoty. Jeszcze w 1921 roku firmę zaczęli prześwietlać dziennikarze śledczy z czasopisma “Truth” i opisali firmę jako niewiarygodną, nieinformującą klientów o swoich wynikach handlowych. W Wielkim Kryzysie firma zbankrutowała, ale Stanley Tuck zdołał znaleźć pracę jako dyrektor w firmie bukmacherskiej Frederick Mundy & Co., której postawiono zarzut wyłudzania pieniędzy. Do skazania nie doszło, ale reputacja i kondycja finansowa rodziny Tucków bardzo ucierpiały i wylądowała ona w skromnym mieszkanku w Lewisham.

​Sam Robert Tuck nie miał łatwego dzieciństwa. Był niespokojnym duchem o konfliktowej naturze i nie bardzo wiedział, co chce w życiu robić. Jego ojciec nauczył go strzelectwa i zaraził go zainteresowaniem wojskowością, ale tu pozytywne relacje z synem się kończyły. Wyraźnie faworyzował jego starszego brata Jacka, czego Robert nie wybaczył mu do końca życia. Mimo wielkich problemów finansowych Robert trafił jednak do koledżu St Dunstan, ale prawdopodobnie utrzymał się tam wyłącznie dzięki stypendiom. Dobrym uczniem na pewno nie był, ale ratowała go miłość do sportu. Reprezentował szkołę w zawodach szermierczych, pływackich i strzeleckich. Ku rosnącej irytacji ojca Tuck nie przystąpił do sześciu końcowych egzaminów w koledżu i odszedł bez żadnego świadectwa ukończenia szkoły. W 1933 roku zaciągnął się jako marynarz na statek SS Marconi. Larry Forrester zbudował tu kolejną legendę, jakoby Tuck służył na jego pokładzie dwa i pół roku, stając się bohaterskim wilkiem morskim. W rzeczywistości nasz bohater rzucił służbę po dwóch miesiącach, doszedłszy do wniosku, że bycie marynarzem nie jest dla niego. Żeby zarobić na życie, Robert zatrudnił się na stanowisku urzędniczym w firmie Crittall Manufacturing Company, ale nie wytrzymał długo tej nudy. Dostał pracę maklera w londyńskim City, ale i tu spędził tylko parę miesięcy. To rzucanie się na lewo i prawo jedynie pogorszyło relacje z ojcem. Matka starała się go moralnie wspierać, ale ani nie miała nic do gadania, ani nie chciała nic prawdziwego robić, będąc wyjątkowo pasywną osobą.

Rodzina Tucków. Po lewej stoi ojciec Stanley Lewis Tuck, po prawej Robert. Na wiklinowym krześle siedzi matka Ethel Clara Tuck. Dziewczynka na kolanach to… no nie wiadomo kto. Córka jakichś znajomych rodziny. Wszyscy uśmiechnięci tak szeroko, że ciśnie się na ustach powiedzenie, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”.
[Źródło: Helen Doe, „Stanford Tuck, Hero of the Battle of Britain – The Life of the Great Fighter Ace”, Grub Street.”]

​Dla Roberta życie zmieniło się diametralnie w 1935 roku, kiedy w gazecie “The Times” przeczytał ogłoszenie o naborze na Short Service Commission w RAF. Przekonał ojca do udzielenia zgody na zaciągnięcie się i we wrześniu 1935 rozpoczął służbę w bazie RAF Uxbridge. 30 września 1935 Robert rozpoczął oficjalny kurs lotniczy w 3 Flying Training School w Grantham, gdzie jeszcze w październiku rozpoczął loty z instruktorem na dwupłatowcach Avro Tutor. Jak u wielu innych przyszłych asów, początki nauki latania były trudne. Pierwsze oceny instruktora F/O A. P. S. Willisa były miażdżące. Według niego Tuck nie wyczuwał maszyny; miał ciężką rękę i fatalną koordynację ruchów. Pomimo tego 24 października 1935 pozwolono mu na pierwszy samodzielny lot i wtedy wydarzył się cud. Robert “wyczuł” maszynę i chyba wreszcie zrozumiał, jak się lata. Od tego lotu jego oceny poprawiły się dramatycznie. Jego umiejętności były określane jako “ponadprzeciętne”. Po wstępnym szkoleniu na statecznych Tutorach pozwolono mu na szkolenie z pilotażu zaawansowanego na dużo mocniejszych bojowych Hawkerach Hart i Audax.

​Jak tylko Tuck poczuł się pewniej za sterami, od razu zaczął kozaczyć. Łamał regulamin, przelatywał pod mostami, “atakował” przejeżdżające pociągi. Apogeum jego wybryków nastąpiło jednak 28 maja 1936 roku, kiedy on i jego kolega John Loudon dachowali po pijoku samochodem nieopodal posterunku policji w Bracebridge Heath. 5 czerwca obaj stanęli przed sądem cywilnym w Lincoln. Na szczęście dla nich sąd został uproszony przez dowódcę 3 FTS i weterana Wielkiej Wojny W/Cdr Stantona, który argumentował, że “nie wiedzieli, co czynili, bo nie zaznali wcześniej alkoholu”. Obaj kadeci dostali grzywny. Loudon większą, bo on był kierowcą, a Tuck mniejszą. Kariera Tucka zawisła jednak na włosku i Stanson “skazał” go na cofnięcie się w kursie o trzy miesiące. Mimo tego Tuck przystąpił do egzaminu końcowego, oblał go, jednak po przystąpieniu do poprawki go zaliczył i 20 czerwca 1936 uzyskał jednak skrzydła pilota.

Jedno z pierwszych selfie w historii, czyli nienaganne zęby Roberta Stanfodra Tucka uchwycone podczas lotu szkolnym Avro Tutorem.
[Źródło: Helen Doe, „Stanford Tuck, Hero of the Battle of Britain – The Life of the Great Fighter Ace”, Grub Street.”]

Zaraz potem Tuck został przekierowany do Armament Training School w North Coates Fiddes, gdzie rozpoczął kurs strzelecki na rasowych myśliwcach Hawker Fury. I tu od początku stał się gwiazdą. Jego doświadczenie w strzelaniu z różnego rodzaju flint od wczesnych lat dziecięcych sprawiło, że osiągał najlepsze rezultaty na kursie. Dowódca ATS S/Ldr B. H. C. Russel odnotował, że Tuck jest urodzonym pilotem myśliwskim.

​We wrześniu 1936 roku Robert Stanford Tuck trafił do jednostki bojowej, do stacjonującego w Hornchurch 65 dywizjonu RAF. Dywizjon ten dwa miesiące wcześniej został przezbrojony z dwumiejscowych na bardzo wtedy nowoczesne jednomiejscowe Glostery Gauntlety Mk.II. Tuck został przydzielony do eskadry B, którą dowodził F/O Leslie Bicknell. W dywizjonie piloci ćwiczyli głównie akrobację powietrzną, loty w formacji i strzelanie do celu. W czerwcu 1937, ledwie po roku latania na Gauntletach, dywizjon 65 otrzymał nowiutkie Glostery Gladiatory Mk.I. W styczniu 1938 Tuck przeżył niebezpieczny wypadek, w którym zginął nowy pilot dywizjonu, Sgt. Geoffrey Gaskel. Lecąc w ciasnym kluczu, Gaskel został wyrzucony z szyku po tym, jak wpadł w strugi powietrza ciągnące się za Gladiatorem prowadzącego P/O Adriana Hope-Boyda. Wracając do szyku, Gaskel wpakował się wprost przed Gladiatora Tucka i śmigło Roberta prawie odcięło ogon maszyny Gaskela. Poważnie ranny Tuck wyskoczył ze spadochronem, ale Gaskel zginął we wraku Gladiatora. Po wylądowaniu Tuck został zabrany do szpitala. Jego policzek był przecięty tak, że w dziurę można było włożyć dwa palce. W dodatku od uderzenia wypadł mu jeden ząb. Przy lądowaniu na spadochronie Robert skręcił nogę. Mimo tego po rekonwalescencji Tuck wrócił do służby. W listopadzie 1938 doznał drugiej groźnej kolizji. Podczas lotu w formacji z F/O Bicknellem dwaj Brytyjczycy musieli zrobić gwałtowny unik przed inną formacją. Tuck zawadził skrzydłem o ogon Gladiatora Bicknella. Prowadzący musiał wyskoczyć ze spadochronem, a Tuck zdołał wylądować na własnym lotnisku. W marcu 1939 dywizjon otrzymał najnowocześniejsze wtedy myśliwce RAF, czyli Spitfiry Mk.I. Sześć miesięcy później Europę ogarnęła pożoga.

Memento morii, czyli przyponienie, że w kraksach ginęło często więcej pilotów, niż na froncie. Te dwa kompletnie zniszczone Gladiatory z dywizjonu 65 to samoloty Roberta Tucka i Sgt. Geoffreya Gaskela, który nie przeżył kolizji w styczniu 1938 roku.
[Źródło: Helen Doe, „Stanford Tuck, Hero of the Battle of Britain – The Life of the Great Fighter Ace”, Grub Street.”]
Udostępnij: