Matador przestworzy Robert Standford Tuck
Burma Squadron
Contents
Robert Stanford Tuck wiedział, że w dywizjonie 257 czeka go ciężka przeprawa. Dotarły już do niego informacje, że dywizjon źle sobie radził w walkach, ale to wezwanie do pilnego stawiennictwa sugerowało, że sytuacja jest wręcz krytyczna.
Dywizjon 257 sformowano w maju 1940 roku i wyposażono go w Spitfiry Mk.I, ale już w czerwcu przezbrojono go na Hurricany Mk.I. Dywizjon był po części finansowany ze składek mieszkańców Birmy i stąd pochodzi jego oficjalna nazwa “The Burma Squadron”. Pierwszym dowódcą dywizjonu był S/Ldr David W. Bayne, który przygotował jednostkę do walki i wykonał z nią w pierwszych trzech tygodniach dwadzieścia lotów. To za jego kadencji 19 lipca 1940 piloci 257 dywizjonu wspólnie z pilotami 145 dywizjonu zestrzelili Dorniera Do 17, uzyskując pierwsze zwycięstwo dla swojej jednostki. Jednak 22 lipca 1941 Bayne został awansowany do stopnia Wing Commandera i przeniesiony do dowództwa Fighter Command w Bentley Priory. Dowodzenie dywizjonem 257 powierzono S/Ldr Hillowi Harknessowi, który właśnie zakończył kurs odświeżający kompetencje w 6 OTU w Sutton Bridge.
I tu zaczęły się problemy. Podobno Harkness nie miał wystarczających kompetencji, aby zarządzać dywizjonem na ziemi i w powietrzu. Nie miał on umiejętności przywódczych, nie był szanowany przez pilotów, a w powietrzu dowodził źle, nie potrafiąc nawet zrozumieć poleceń wydawanych przez kontrolę naziemną. Piloci szybko stracili morale; zaczynali wymyślać preteksty, żeby nie brać udziału w lotach bojowych. Gdy Harkness nie potrafił reagować na polecenia ataku wysyłane z ziemi i kręcił się bez celu w powietrzu, piloci potrafili wrzeszczeć na niego przez interkom i samodzielnie odłączać się od formacji, żeby nawiązać walkę.
Pod dowództwem Harknessa dywizjon odniósł kilka zwycięstw, ale ponosił też nieproporcjonalne straty. 19 sierpnia 1940 roku doszło do wielkiej bitwy powietrznej, w której piloci zgłosili jednego Dorniera Do 17 zestrzelonego prawdopodobnie, ale aż trzech pilotów dywizjonu zginęło. Tego dnia morale dywizjonu sięgnęło dna. W dodatku dywizjon zaczęto obwiniać o nierealizowanie wyznaczonych zadań. O kulisach tej katastrofy dowództwo Fighter Command było na bieżąco informowane przez oficera wywiadu dywizjonu Geoffreya Myersa. W takiej sytuacji Robert Stanford Tuck dostał rozkaz natychmiastowego przejęcia dowodzenia nad dywizjonem, a S/Ldr Hill Harkness został “awansowany” ruchem konika szachowego do A&AEE w Boscombe Down. Tam też się nie sprawdził i po kilku przeniesieniach na różne stanowiska biurowe został w 1941 roku wysłany do Kanady. Jego kariera skończyła się w grudniu 1943, kiedy to złożył rezygnację ze służby. Nikt przeciw temu nie protestował.

[Źródło: bbm.org.uk]
Kiedy Robert Stanford Tuck przybył do Martlesham Heath, przekonał się, że jest gorzej niż przewidywał. Wspominał potem, że uznał pilotów 257 dywizjonu za “bandę beznadziejnych nieudaczników”, którzy są mniej warci niż torba orzechów. Żeby nie było, wrażenie drugiej strony było bardzo kompatybilne. Piloci „Burma Squadron” ocenili Tucka jako osobę wyniosłą, próżną i arogancką. Był dla nich fircykiem i szpanerem. Jego nienaganny mundur, jedwabny szalik, chusteczka z monogramem z rękawie i długa cygarniczka wzbudzały u zmęczonych i zdołowanych pilotów pogardę. Jednak mimo pierwszych oznak niechęci czy wręcz wrogości relacje między Tuckiem a lotnikami z Burma Squadron zaczęły się szybko poprawiać. Jako pierwsi przekonali się do niego lotnicy z obsługi naziemnej. Jeden z mechaników, John Ryder, wspominał, że wbrew pozorom Tuck, w przeciwieństwie do innych oficerów, nie nosił nosa wysoko i bardzo szanował pracę obsługi naziemnej. Szybko przekonywać do niego zaczęli się również piloci. Po prostu widać było, że Tuck jest kompetentny i wie, co robi. W powietrzu potrafił dyskutować merytorycznie z zaleceniami kontroli naziemnej i zawsze wybierał najlepsze rozwiązania.
Przełomowa okazała się walka stoczona 15 września 1940 roku. PIerwszy lot bojowy dywizjonu tego dnia poprowadził F/Lt Peter M. Brothers , który pojawił się w „Burma Squadron” razem z Tuckiem. Dowódca dywizjonu uczestniczył bowiem w tym czasie w spotkaniu w Debden. W tej misji piloci zestrzelili 3 Dorniery Do 17 na pewno, jednego prawdopodobnie, a jednego uszkodzili. Po południu dywizjon był ponownie w powietrzu, tym razem prowadzony przez Tucka. Dziewięć Hurricanów z 257 dywizjonu wystartowało z Martlesham o godzinie 13:58 z rozkazem dołączenia do 17 dywizjonu nad Chelmsford na wysokości 15 000 stóp. Nad Chelmsford nawiązano kontakt z 17 dywizjonem, który zajął pozycję z tyłu i powyżej. Formacja skierowała się na południe w stronę Biggin Hill, a po drodze nad Hornchurch dywizjony otrzymały rozkaz patrolowania linii Hornchurch – Biggin Hill. Prawie natychmiast na południu i południowym zachodzie dostrzeżono trzy duże formacje bombowców osłaniane przez liczne myśliwce. 17 dywizjon odbił na wschód, podczas gdy 257 kontynuował lot na południe, by przechwycić najbliższą formację bombowców nadlatującą ze wschodu..
Wrogie siły składały się z około 40 Dornierów Do 17 i Heinkli He 111 lecących w rozproszonych kluczach po trzy maszyny. Nieco powyżej krążyły eskortujące Bf 110, a jeszcze wyżej krążyły luźne pary Bf 109. O 14:30 Tuck, prowadzący sekcję czerwoną, dał rozkaz do ataku na bombowce. Zanim piloci do nich dolecieli, zostali jednak zaatakowani z przewagi wysokości przez Messerschmitty Bf 109. Tuck odbił w bok, aby związać je walką, ale po oddaniu przez Tucka pierwszej serii Messery odleciały. Zanim nasz as wrócił do formacji, natknął się na Messerschmitty Bf 110. Zaatakował jednego z nich cztero-sekundową serią, po której Messer zapalił się i przeszedł w ostre nurkowanie. Zaraz potem dowódcę Burma Squadron zaatakowały dwa Bf 109. Tuck oddał w kierunku każdego z nich po jednej pięciosekundowej serii. Jeden z Messerów przeszedł w stromą spiralę, gubiąc po drodze kawałki blach. Korzystając z tego, że Tuck przejął na siebie walkę z eskortą, piloci 257 dywizjonu uszkodzili jednego Heinkla, a drugiego zestrzelili na pewno wspólnie z pilotami innego dywizjonu.
Po powrocie Tuck zgłosił jedno pewne zwycięstwo nad Bf 110, co zostało potwierdzone przez obserwatorów z ziemi, a Messera Bf 109 zgłosił jako prawdopodobnie zestrzelonego. Co najważniejsze, obie walki były stoczone przy dużej przewadze wroga, a mimo to żaden Hurricane nie został utracony. Jednak nie wszystko w tej walce było idealne. Tuck zauważył, że podczas ataku na bombowce dwóch pilotów odłączyło się od formacji i po prostu uciekło z pola walki. Po wylądowaniu wyciągnął z buta zdobyczny pistolet Mausera i wściekły ruszył ku dwóm dezerterom. Został w ostatniej chwili powstrzymany przez szefa mechaników F/Sgt Tyrera. Nie wiadomo, czy Tuck naprawdę chciał ich zastrzelić, czy po prostu blefował. Jednak dla wszystkich stało się jasne, że z dyscypliną u tego dowódcy żartów nie ma. Gdy Tuck się uspokoił, zaprosił wieczorem wszystkich do pubu White Horse na opicie sukcesu tego dnia. Impreza była przednia. Nawet zbyt przednia, bo po jej zakończeniu pijany Tuck wsiadł za kierownicę i przywalił w tył samochodu prowadzonego przez P/O Charlesa G. Frizzella, który z kolei zwolnił przed betonową blokadą drogową. Jedną z wielu poustawianych na drogach jako przeszkadzajki dla ewentualnych wojsk inwazyjnych. I Frizzell, i jego pasażer P/O Arthur C. Cochrane zostali w tym wypadku ranni i trafili do szpitala, ale całą sprawę umiejętnie zatuszowano.

[Źródło: iwm.org.uk]
Dzień później, czyli 16 września 1940 roku, do dywizjonu 257 przybył polski as P/O Karol Pniak. Wcześniej służył on w 142 eskadrze myśliwskiej i w 32 dywizjonie RAF, gdzie łącznie zgłosił 5.583 pewne zwycięstwa, 2 zwycięstwa prawdopodobne i 3 uszkodzenia. Podczas walki 25 sierpnia 1940 roku został jednak zestrzelony, skakał ze spadochronem i ranny trafił do szpitala. Razem z Pniakiem do 257 dywizjonu przybył P/O Zygmunt Pfeiffer. Dwa dni później P/O Marian Chełmecki. Gdy trzech Polaków rozpoczęło służbę, Tuck z satysfakcją przypomniał sobie, że jego guwernantka Aksinia uczyła go języka rosyjskiego. Wykorzystał to teraz, porozumiewając się z Polakami łamaną polszczyzną. Szczególną satysfakcję miał z ochrzaniania ich po polsku, kiedy ci wbrew regulaminowi dogadywali się w powietrzu w ojczystym języku.
23 września 1940 dywizjon 73 miał poprowadzić skrzydło Debden z dywizjonami 17 i 257 do patrolu nad Chelmsford. Nad celem prowadzący dywizjon 257 Robert Stanford Tuck dostrzegł, jak od strony słońca na Hurricany z 73 dywizjonu spływają dwa niemieckie myśliwce. Widząc zagrożenie, Tuck natychmiast wydał przez radio rozkaz rozproszenia formacji i sam rzucił się w pogoń za parą napastników. A przeciwnikami były maszyny zidentyfikowane przez asa jako Messerschmitt Bf 109 oraz Heinkel He 113. Oczywiście ten ostatni był wytworem niemieckiej propagandy, ale wielu brytyjskich pilotów zgłaszało ich pojawianie się nad Wyspami Brytyjskimi, myląc je z nieco inaczej kamuflowanymi Bf 109.
Tuck początkowo próbował dopaść „Heinkla”, jednak nie był w stanie go dogonić, więc skoncentrował uwagę na tym drugim “Messerschmitcie”. Pierwszą celną, trzysekundową serię oddał z tylnej ćwiartki. Niemiecka maszyna została trafiona, zadymiła się, ale kontynuowała ucieczkę ku Cap-Gris-Nez we Francji, tracąc jednak i wysokość, i prędkość. Tuck kontynuował pościg i zaatakował Messera jeszcze trzy razy. PIlot Messerschmitta próbował robić uniki, ale widać było, że sterowanie zestrzelonym samolotem jest coraz trudniejsze. W końcu 10 mil przed osiągnięciem przylądka Cap-Griz-Nez Niemiec wbił się w wody Kanału.
4 października 1940 Tuck otrzymał wreszcie oficjalną promocję na Squadron Leadera. Przez trzy tygodnie dowodził 257 dywizjonem jako Flight Lieutenant, co było dziwne i niezgodne z praktykami stosowanymi w Royal Air Force. Tego dnia pogoda była fatalna, a lotnisko w Martlesham Heath było całkowicie zasnute chmurami. Jednak mimo to poszczególne klucze i sekcje wysyłano od rana do patrolowania nad przepływającym wzdłuż wschodnich wybrzeży Anglii konwojem. O 9:48 rano Tuck wystartował sam do przechwycenia samotnego bombowca wykrytego przez stacje radiolokacyjne. Naprowadzany przez kontrolera z Debden Brytyjczyk przebił się przez pokrywę chmur i znalazł się ledwie 100 jardów od przechwytywanego samolotu, który okazał się Junkersem Ju 88.
Niemiecki pilot nie spodziewał się ataku w takich warunkach atmosferycznych i nie wykonał nawet żadnych manewrów obronnych. Tuck podciągnął swoją maszynę i wszedł dokładnie pod brzuch Junkersa.
Z odległości ledwie 150 jardów oddał długą serię, celując w kabinę i silniki. Efekt był natychmiastowy. Z kadłuba Ju 88 buchnął gęsty, czarny dym, a duże fragmenty konstrukcji zaczęły odpadać, przelatując niebezpiecznie blisko skrzydeł Hurricana. Tuck, widząc, że przeciwnik nie odpowiada ogniem, traci wysokość i wchodzi w stromy ślizg, zrównał lot z dymiącym bombowcem, nie widząc wewnątrz żadnych oznak życia. Junkers kontynuował nurkowanie, aż w końcu uderzył w taflę wody, eksplodując. Brytyjczyk krążył nad miejscem upadku Junkersa przez około pięć minut, jednak na powierzchni morza nie pojawił się żaden z członków załogi. Po powrocie zaliczono mu pewne zwycięstwo, a po wojnie niemieckie dokumenty potwierdziły, że jego ofiarą był Ju 88 z I/KG 77.
W październiku 1940 Bitwa o Anglię zaczęła wygasać. Niemcy, widząc determinację i skuteczność myśliwców Fighter Command, zaczęli wycofywać się z organizowania wielkich wypraw bombowych i zamiast tego zaczęli wysyłać małe formacje szybkich samolotów myśliwsko-bombowych. 12 października 1940 Tuck wybrał się w odwiedziny do swojej starej jednostki, czyli do stacjonującego teraz w Biggin Hill dywizjonu 92. Gdy przybył na miejsce, o 8:55 dywizjon 92 poderwano do przechwycenia wrogiej formacji myśliwców. Tuck nie mógł się powstrzymać i wskoczył do jednego ze Spitfirów, dołączając do startujących kolegów. Do przechwycenia wrogich samolotów nie doszło, ale dywizjon 92 pozostał w powietrzu, krążąc między Deal a Dungeness. O 10:15 Robert Stanford Tuck dostrzegł nieopodal kilka grup Messerschmittów walczących z jakimiś innymi Spitfirami. Zameldowawszy dowódcy formacji o wrogich maszynach, ruszył ku najbliższej parze Messerów. Za cel obrał prowadzącego Bf 109 i przeprowadził na niego pięć szybkich ataków. Pilot Luftwaffe próbował robić uniki, ale po trzeciej celnej serii runął w dół, ciągnąc za sobą wstęgę czarnego dymu. Tuck zarejestrował, że Messerschmitt miał namalowany przed krzyżem pojedynczy szewron (Winkel), co pozwalało się domyślać, że to maszyna ze sztabu Grupy. Jak się okazało, pilotem Bf 109 był Lt Bernhard Malischewski ze sztabu II/JG 54, który wylądował przymusowo w Small Hythe koło Tenterden i dostał się do niewoli.
Po tej akcji, która przyniosła Tuckowi 20 zwycięstwo powietrzne (według jego kalkulacji uwzględniającej zwycięstwa indywidualne, jak i zespołowe), Brytyjczyk został wysłany na krótki urlop. Do dywizjonu wrócił 21 października 1940.
25 października 1940 o 8:30 Tuck wystartował z dywizjonem 257 do patrolu nad bazą North Weald. Brytyjczycy nie spotkali jednak żadnego wrogiego samolotu i wylądowali. O 12:31 dywizjon poderwano jednak ponownie do patrolu nad Northolt. Tym razem dywizjon miał połączyć siły z dywizjonem 615, a całej formacji przewodził dowódca bazy North Weald, W/Cdr Victor Beamish. Podczas lotu Robert Stanford Tuck dostrzegł nieco niżej formację 20 Bf 109 lecących w kierunku Londynu. Cytując samego pilota:
“Lecąc na północny zachód w kierunku centrum Londynu na wysokości 25 000 stóp, dostrzegłem około 20 Me 109 lecących około 1 000 stóp poniżej mnie i kursem na wprost. Rozdzieliłem dywizjon, aby każdy atakował indywidualnie. Wyszliśmy od strony słońca i całkowicie zaskoczyliśmy przeciwnika. Wspiąłem się ponad ich formację i oddałem dobrą serię trwającą 3 sekundy z tylnej półsfery do skrajnie lewego Me 109, zmniejszając dystans z około 200 do 50 jardów. Widziałem wyraźnie, jak moje pociski trafiają w ten samolot. Natychmiast wykonał półbeczkę, wypadł z szyku, przeszedł w stromy lot nurkowy i zniknął z pola widzenia.
W tym czasie wywiązała się dość duża walka kołowa, ponieważ dołączyło około dziesięciu kolejnych Me 109, które wcześniej leciały za atakowaną przez nas dwudziestką. Podczas tej walki straciłem około 3 000 stóp wysokości, więc ponownie wzniosłem się na 25 000 stóp i zaatakowałem kolejnego Me 109, który właśnie wykonywał zwrot, aby zaatakować Hurricane’a. Po jednej trzysekundowej serii z tylnej półsfery wykonał półbeczkę i zanurkował. Gdy rozpoczynał nurkowanie, zobaczyłem, że od różnych części jego samolotu odrywają się około cztery fragmenty, ale ponieważ w pobliżu było jeszcze wiele Me 109, nie miałem czasu go śledzić.
Następnie zaatakowałem kolejnego Me 109 od tyłu. Zanurkował, pozostawiając za sobą cienką smugę czarnego dymu. Do tego czasu niebo było już niemal całkowicie oczyszczone z samolotów. Zauważyłem jednak maszynę około 3 000 stóp poniżej mnie i zanurkowałem w jej kierunku. Gdy zbliżałem się od tylnej półsfery, rozpoznałem, że był to Me 109. Otworzyłem ogień z tej pozycji i zobaczyłem, jak od samolotu odrywają się fragmenty; następnie zanurkował w kierunku południowo-wschodnim. Potem oddałem jeszcze dwie celne serie z pozycji dokładnie za nim, z bliskiej odległości, i zobaczyłem, jak nagle z nasady jego prawego skrzydła wytrysnęła duża chmura iskier, po czym całe prawe skrzydło odpadło.”
Po wylądowaniu Tuck zgłosił jedno pewne zwycięstwo nad Bf 109 i dwa uszkodzone Bf 109. W/Cdr Beamish zgłosił prawdopodobne zestrzelenie Bf 109 i uszkodzenie Bf 109. Dwaj inni piloci 257 dywizjonu zgłosili po jednym prawdopodobnym zwycięstwie.
Tego dnia Robert Tuck został również odznaczony baretką do posiadanego Distinguished Flying Cross za sukcesy odniesione do września 1940. W uzasadnieniu do odznaczenia opublikowanym The London Gazette możemy przeczytać:
“Od 11 czerwca 1940 r. oficer ten zestrzelił sześć nieprzyjacielskich samolotów oraz prawdopodobnie zniszczył lub uszkodził sześć kolejnych. Pewnego dnia w sierpniu 1940 r. zaatakował trzy bombowce Junkers Ju 88, zestrzelił dwa z nich, a trzeci uszkodził. Później w tym samym miesiącu przechwycił dwa Ju 88 na wysokości 15 000 stóp i w czołowym ataku zestrzelił jeden z nich. W podobnym ataku na drugi samolot pocisk z działka oderwał zbiornik oleju i płynu chłodzącego oraz część śmigła jego maszyny, jednak zdołał dolecieć do wybrzeża i opuścił samolot na spadochronie.
We wrześniu 1940 r. zestrzelił jeden samolot Messerschmitt Bf 110 oraz prawdopodobnie jednego Messerschmitta Bf 109, a tydzień później zniszczył kolejnego Messerschmitta Bf 109 nad morzem. Porucznik lotnictwa Tuck wykazał się odwagą oraz zdecydowanym przywództwem.”
28 października 1940 o 16:45 dowodzona przez Tucka formacja Hurricanów z 257 Dywizjonu leciała na wysokości 29 000 stóp nad Tunbridge Wells. W pewnym momencie Tuck dostrzegł grupę około 60 Messerschmittów Bf 109, które leciały 1000 stóp niżej. Tuck poprowadził dywizjon do ataku od strony słońca. Niemieccy piloci nie zauważyli zagrożenia i dali się zaskoczyć. Dowódca dywizjonu wziął na cel Messerschmitta zamykającego szyk. Po celnej serii maszyna przeciwnika wypadła z formacji, przechylając się na lewe skrzydło, i weszła w stromy korkociąg z gęstym, czarnym dymem wydobywającym się z silnika.Mimo że atak zaalarmował pozostałych Niemców, Tuck poderwał maszynę znowu w stronę słońca i nadal utrzymał przewagę taktyczną. Zanurkował ku drugiemu Bf 109, zbliżył się do niego na 50 jardów i odpalił serię. Widział, jak wsporniki usterzenia pionowego nieprzyjacielskiej maszyny odpadają i niemiecki myśliwiec najpierw lekko podciąga w górę, a po chwili wali się w lewostronny korkociąg, ciągnąc za sobą strugę białego dymu. Tuckowi nie udało się zarejestrować, co stało się z tymi dwoma Messerschmittami, i zgłosił je jako zestrzelone prawdopodobnie .
Pod koniec października Roberta Tucka odwiedziła siostra Peggy, której mąż zginął 8 lipca w Bristolu. Przekonała go, że absolutnie nie ma do niego żalu o śmierć męża i że Robert nie powinien brać tej tragedii do siebie. Jak potem wspominał, wybaczenie siostry bardzo mu pomogło. Jednak mimo uspokojenia wyrzutów sumienia Tuck nie czuł się najlepiej. Permanentny stres, nieregularne posiłki i tony wypalonych papierosów musiały odbić się na jego zdrowiu.
11 listopada 1940 roku dywizjon 257 miał niepowtarzalną okazję do przechwycenia jedynej włoskiej wyprawy bombowej na Wyspy Brytyjskie. O 13:30 radary wykryły 10 Fiatów BR.20 w eskorcie aż 40 Fiatów CR.42. Do lotu poderwano właśnie „Burma Squadron”, ale w powietrzu dowodził nim Kanadyjczyk F/Lt Howard P. “Cowboy” Blatchford, bo Robert Stanford Tuck uczestniczył w tym czasie w naradzie w Debden. Brytyjczycy zestrzelili trzy BR.20 i dwa CR.42 bez strat. Po powrocie z Debden Tuck udał się z kolegami obejrzeć jednego z zestrzelonych BR.20. Tam wydobył z kabury martwego strzelca pistolet automatyczny Beretta. Tuck był kolekcjonerem broni, a zabierania broni martwym wrogom nie traktowano jako “hienizm cmentarny”. Była wojna. Oprócz Beretty piloci dywizjonu znaleźli kosze z serami i salami, butelki wina Chianti i inne suweniry. Typowy ekwipunek załogi włoskiego bombowca lecącej bombardować wroga.
Choć historycy uznają, że Bitwa o Anglię zakończyła się już 31 października 1940 roku. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nalot wykonany przez Reggia Aeronautica 11 listopada 1941 był nieco operetkowym akordem zamykającym tę decydującą kampanię II wojny światowej.

Tuck w tej walce nie uczestniczył, za to Pniak jak najbardziej: zgłosił jednego Fiata BR.20 zestrzelonego indywidualnie oraz udział w zniszczeniu drugiego. W tle stoi osobisty Hurricane Mk.I V6864, DT-A Roberta Tucka, jeszcze przed przemalowaniem spodu lewego skrzydła na kolor Night oraz przed naniesieniem koloru Sky na kołpak śmigła i pas wokół tylnej części kadłuba.
[Źródło: iwm.org.uk]
