Matador przestworzy Robert Standford Tuck
Wielka wycieczka i powrót nad Francję
Contents
Choć skierowanie go do któregoś z Operational Training Unit wydawało się bardzo prawdopodobnym krokiem, Tucka czekała jednak o wiele ciekawsza przygoda. W październiku 1941 Wielka Brytania uruchomiła wielką kampanię PR mającą zwiększyć wsparcie społeczeństwa amerykańskiego dla walczącego w osamotnieniu “starego kraju”. Robert Stanford Tuck wraz z takimi tuzami jak dowódca skrzydła Biggin Hill, Adolph G. “Sailor” Malan, i dowódca skrzydła Hornchurch, Harry Broadhurst, zostali wysłani na misję łącznikową do Stanów. Wszyscy byli już wtedy celebrytami i zostali potraktowani za wielką wodą jak prawdziwe gwiazdy popkultury. W Nowym Jorku Tuck spotkał się z takimi aktorami jak Edward G. Robinson czy Rita Hayworth. Aby korzyść była obopólna, United Army Air Corps chciał wykorzystać brytyjskich asów do pozyskania z pierwszej ręki informacji o tajnikach walk w powietrzu nad Europą.

Pierwszy od lewej w pierwszym rzędzie G/Cpt John N. Boothman, dowódca bazy RAF Waddington, weteran biurokracji RAF, ale też wybitny pilot, który w 1931 wygrał Puchar Schneidera.
Drugi to wytrawny pilot Bomber Command, W/Cdr Hughie I. Edwards, który 22 lipca 1941 za nalot na Bremę został uhonorowany orderem Victoria Cross.
Trzeci to inny pilot Bomber Command W/Cdr Charles N. H. Whitworth.
Czwarty to Wing Commander Harry Broadhurst, dowódca bazy Hornchurch, który ciągle latał z kolegami ze skrzydła Hornchurch i mimo słusznego wieku zestrzelił 12 niemieckich samolotów, a po powrocie ze Stanów zestrzeli jeszcze jednego.
Czwarty stoi nasz W/Cdr Robert Stanford Tuck.
Piąty to inny legendarny as Adolph G. „Sailor” Malan z RPA. W tym czasie Malan z 26 zwycięstwami indywidualnymi i 7 zespołowymi był na szczycie listy asów RAF.
[Źródło: iwm.org.uk]
Podczas wizytowania bazy USAAC w Karolinie Południowej Tuck wziął udział w manewrach lotniczych, latając na myśliwcu Republic P-43. Podczas jednego z lotów nad rozległymi, zielonymi terenami tego stanu zagubił się i z braku paliwa musiał lądować na polu jednego z farmerów. Na szczęście udało mu się nie uszkodzić powierzonego samolotu. Podczas pobytu w zakładach Republic w Farmingdale na Long Island Tuck poznał osobiście Alexandra de Seversky. Ten dał mu przetestować prototyp P-47. Po locie zapoznawczym Robert był nim zachwycony. Z kolei w Waszyngtonie Tuck założył się z Gen. Henrym H. “Hapem” Arnoldem, że lepiej od niego strzela. Po bezkrwawym pojedynku na strzelnicy Arnold musiał przyznać, że Tuck jest lepszy. W nagrodę Anglik otrzymał pamiątkowy rewolwer Smith & Wesson. Pobyt Tucka w Stanach trwał około miesiąca. Pod koniec listopada 1941 wrócił do Wielkiej Brytanii, lecąc jako drugi pilot w bombowcu B-24.
1 grudnia 1941 Robert Stanford Tuck objął dowództwo nad skrzydłem Biggin Hill. Miało ono opinię jednostki elitarnej, w składzie której walczyły wcześniej najlepsze dywizjony myśliwskie RAF. W chwili, gdy Tuck obejmował dowództwo nad skrzydłem, tworzyły je dwa dywizjony brytyjskie 72 i 124 oraz kanadyjski dywizjon 401. Wszystkie trzy były już uzbrojone w Spitfry Mk.Vb. Piloci skrzydła byli pełni obaw, kto zastąpi doświadczonego dowódcę i asa W/Cdr Jamesa Rankina, który z końcem listopada został przeniesiony na odpoczynek do kwatery głównej Fighter Command. Na wieść o tym, że zastąpi go właśnie Tuck, wśród pilotów zapanowała szczera radość. Nie dość, że Tuck był świetnym pilotem, to w RAF krążyły już legendy o tym, jak wyciągnął z depresji dywizjon 257. Szeroko znana była jego bezpośredniość w kontaktach z lotnikami i z personelem naziemnym. Po objęciu stanowiska dowódcy Tuck przejął Spitfira z dywizjonu 124, który, nota bene, był najmniej doświadczonym dywizjonem z całej trójki. To mechanicy z dywizjonu 124 obsługiwali jego maszynę i potem zgodnie potwierdzali, że Tuck był wyjątkowym oficerem, który okazywał im dużo szacunku i był bardzo zaciekawiony ich pracą. Był wielkim fanem działek 20 mm i rozmawiał wiele razy o tym, jak sprawują się one w cienkim skrzydle Spitfira. Miały tam o wiele trudniejsze warunki “pracy” niż w skrzydle Hurricana o grubym profilu.

[Źródło: Helen Doe, „Stanford Tuck, Hero of the Battle of Britain – The Life of the Great Fighter Ace”, Grub Street.”]
W listopadzie RAF ograniczył ofensywne działania nad okupowaną Francją do absolutnego minimum. Circus 110, który zorganizowano 8 listopada 1940, był ostatnią tego typu operacją w 1941 roku. Powody rezygnacji z ofensywy były dwa. Pierwszym było znaczące pogorszenie pogody zimą. Śnieg, zachmurzenie, porywy wiatru czyniły takie operacje bardzo ryzykownymi przy pełnej gwarancji braku jakiegokolwiek sukcesu. Drugim powodem było pojawienie się na arenie nowych Focke-Wulfów FW 190A. Nawet mimo nadzwyczaj optymistycznych interpretacji wyników walk toczonych w 1941 roku, wszyscy byli tym razem zgodni, że Focke-Wulfy urządzają pilotom RAF krwawą rzeźnię. Loty ofensywne kontynuowano, ale rzadko i były to bardziej małe operacje polegające na przedarciu się chyłkiem nad terytorium wroga i ataki na małą skalę. Czytaj, operacje Rhubarb i ewentualnie eskrotowanie Hurribomberów atakujących jakiś konkretny cel.
8 grudnia 1941 piloci kanadyjskiego dywizjonu 401 wykonali nad Gap-Gris-Nez wymiatanie, po którym zgłosili 1 Bf 109F zestrzelony na pewno i 4 Bf 109 uszkodzone. W oficjalnym zestawieniu zwycięstw Fighter Command pojawia się informacja o 2 pewnych zwycięstwach, ale sami piloci ich nie zgłaszali. W każdym razie Tuck w tej walce w ogóle nie brał udziału.
17 grudnia 1941 dowódca dywizjonu 124 S/Ldr Raymond M. B. D. Duke-Wolley patrolował razem ze swoim skrzydłowym okolice Floatsam. Nad morzem na północ od North Foreland przechwycił i zestrzelił Junkersa Ju 88. Na miejsce tego zestrzelenia dołączył Robert Stanford Tuck, który prowadził do bazy skrzydło Biggin Hill po patrolu u wybrzeży Belgii i Holandii. Tuck dostrzegł, że na wodzie unosi się jeden z członków załogi zestrzelonego Junkersa. Zrobiło mu się go żal, bo w lodowatej wodzie, bez dinghy, z daleka od jakiejkolwiek pomocy Niemca czekało powolne umieranie z zimna. Wiedziony odruchem litości, Tuck postanowił Niemca… dobić. Zniżył więc lot i wpakował w niego serię z karabinów maszynowych. Chyba dopiero potem dotarło do niego, co zrobił, i wyrzuty sumienia miały go dręczyć jeszcze długo po wojnie.
Na początku roku 1942 loty bojowe ustały w ogóle. I piloci i mechanicy mieli więc wiele wolnego czasu. Wtedy Tuck wrócił do omawiania z technikiem uzbrojenia LAC Raymondem Daviesem szczegółów technicznych instalacji działek Hispano w Spitfire i z wielkim zainteresowaniem dowiadywał się o modyfikacjach mających poprawić ich niezawodność. Sześćdziesiąt lat później Davies wspominał to tak:
“Tuck był bardzo zainteresowany pracami przeprowadzonymi nad działkiem 20 mm i chciał dowiedzieć się wszystkiego o naszym systemie – od sposobu rozmieszczenia amunicji po modyfikacje, jakie wprowadziliśmy w samych działkach. Pamiętam, jak pewnego dnia w Biggin siedzieliśmy razem na skrzydle jego samolotu z otwartą komorą działową i omawialiśmy procedury, które przyjęliśmy podczas współpracy ze Stewartem, rozmawiając między innymi o modyfikacjach odpowietrznika gazu mających na celu zwiększenie odrzutu. Pokazałem mu, gdzie występowały główne problemy z zacięciami i jak udało nam się je rozwiązać, a on następnie pomógł mi ponownie uzbroić broń. Pamiętam go jako jednego z tych dowódców, z którymi łatwo było nawiązać kontakt i z którymi można było swobodnie rozmawiać; był szczerze zainteresowany pracą, którą wykonywaliśmy, niezależnie od tego, czy byłeś zbrojmistrzem, takim jak ja, czy monterem, linowcem itp.”
Podczas tych rozmów Tuck pożalił się Daviesowi, że głównym problemem w Spitfirze Mk.Vb było gospodarowanie amunicją. Bęben amunicyjny miał miejsce na jedynie 60 pocisków, a pilot mógł rozpoznać, że pociski się kończyły tylko po charakterystycznym odgłosie sprężonego powietrza. Davies wraz z kolegami siedzieli nad problemem tydzień i skonstruowali instalację, którą połączyli z typowym licznikiem ujęć fotokarabinu, który montowano w myśliwcach RAF od dawna.
Rankiem 28 stycznia 1942 Tucka odwiedził jego stary druch Howard P.r “Cowboy” Blatchford, który w międzyczasie został dowódcą kanadyjskiego skrzydła Digby. Koledzy pogadali, zjedli szybki lunch, ale spotkania nie mogli opić, bo Tuck miał po południu wystartować razem z P/O A. E. Harleyem z dywizjonu 401 do misji typu Rhubarb. Dwa Spitfiry wystartowały z Biggin Hill o 15:56 i skierowały się ku celowi oznaczonemu jako Target 34. Co się kryło za tym tajemniczym kryptonimem? Gorzelnia w Hesdin. Jednym z ulubionych celów misji typu Rhubarb była infrastruktura produkcji alkoholu. Piloci RAF byli złośliwi i mściwi na swój obrzydliwie „brytolski” sposób.
Dwaj piloci przelecieli nad Kanałem na minimalnej wysokości i wlecieli nad brzeg Francji koło Berck-sur-Mer. Podczas przelotu nad Aux-les-Châteaux skręcili na północny wschód i dolecieli do miejsca położonego 5 mil na północny wschód od Boulogne. Tam Tuck dał rozkaz ataku na stanowisko artylerii. Harley, atakujący po dowódcy, zauważył, że ze Spitfira prowadzącego wydobywa się struga pary glikolu. Tuck skręcił w prawo i zniknął z oczu swojemu skrzydłowemu. Harley zaś dokończył atak, zrobił zwrot na północny zachód i wylądował w Biggin Hill o 17:04. Wszyscy czekali na powrót Tucka jeszcze przez jakiś czas, ale się nie doczekali.
