Matador przestworzy Robert Standford Tuck
Za drutami
Contents
Tuck zapamiętał ten lot nieco inaczej niż opisał to raport bojowy P/O Harleya. Robert wspominał, że już po ataku na gorzelnię zauważył koło Boulogne unieruchomiony pociąg i skręcił tam, żeby właśnie jego zaatakować. Po pierwszym podejściu, kiedy podciągał swojego Spitfira w górę, w spód samolotu przygrzmociły pociski Flak. Wiatrochron został zalany czarnym olejem, a silnik natychmiast zgasł. Tuck odsunął owiewkę, żeby sprawdzić, co się dzieje, i z przerażeniem uprzytomnił sobie, że leci na wysokości 50 stóp, z prędkością 250 mil na godzinę z rozwalonym silnikiem. Opanowała go jakaś rezygnacja. Pomyślał, że “tym razem to naprawdę koniec” i poczuł żal, że nawet nie zadzwoni już do Joyce, żeby się pożegnać. Lecąc coraz wolniej, zobaczył przez wysmarowany olejem wiatrochron, jak zbliża się do ciągle strzelającej do niego ciężarówki ze sprzężonym dwulufowym działkiem na platformie. Beznamiętnie skierował samolot w jej stronę i odpalił ostatnią serię. Zaraz potem Spitfire klapnął na ziemię, a Tuckiem miotnęło o tablicę przyrządów. Stracił przytomność.
Gdy ocknął się, wokoło stali wściekli niemieccy żołnierze. Wydawało się, że chcieli go zlinczować. Jednak jak wspominiał Tuck, ich złość ustąpiła stopniowo uznaniu. Jeden z pocisków ostatniej serii miał bowiem wbić się w lufę działka przeciwlotniczego, rozrywając ją. Anglikowi już miał wrócić optymizm, kiedy przypomniał sobie o amulecie z Krzyża Żelaznego, który miał w kieszeni. Jednak Niemcy chyba go tak dokładnie nie przeszukiwali, bo Tuck nie wspominał potem o żadnych awanturach.

[Źródło: Larry Forrester, „Fly for Your Life – The Story of Spitfire & Hurricane Ace Robert Stanford Tuck”, wydawnictwo Acquisition Analytics Inc.]
Początek w niewoli był, jak to Niemcy często marketingowo rozgrywali, niezły. Tucka przewieziono do St Omer, gdzie sam dowódca Jagdgeschwader 26 Oberst Adolf Galland zaprosił go na kolację. Panowie sobie słodzili, rozmawiali o kobietach, o winie, o jedzeniu. Galland przechwalał się, że omal Tucka w powietrzu nie zabił, a Tuck, że on z kolei zestrzelił skrzydłowego Gallanda. Po kolacji Tucka wzięły nudności, spowodowane prawdopodobnie urazami twarzy po przymusowym lądowaniu, ciężkim jedzeniem i alkoholem. Niemcy wzięli go więc za wszarz, wepchnęli do celi, a nazajutrz został wsadzony do więziennej budy i przewieziony do Niemiec, do Dulag Luft w Oberursel, czyli do takiego “sanatorium” do przesłuchiwania jeńców. Standardową metodą zmiękczania jeńców było tam umieszczanie ich w bardzo przegrzewanej izolatce (tzw. “Hot box”).
Podobno w Dulag Luft Tuckowi udało się powstrzymać przed sypaniem jakiegoś załamanego amerykańskiego lotnika, co miało rozwścieczyć Niemców. W każdym razie po krótkim pobycie w Dulag Luft wysłano go do Oflagu IX A/H w zamku Spangenberg. Już w kwietniu 1942 roku Tucka przeniesiono do słynnego Stalag Luft III w Żaganiu, gdzie spotkał swojego byłego dowódcę w dywizjonie 92 S/Ldr Rogera J. Bushella, który trafił do niewoli jeszcze 12 maja 1940 roku po zestrzeleniu nad Dunkierką.

[Źródło: iwm.org.uk]
Niepokorny Tuck został wciągnięty do konspiracji i został mianowany szefem zaopatrzenia. Oczywiście chodziło o zaopatrzenie ekipy kopiącej tunel ucieczkowy w wysublimowane narzędzia drążące, jak na przykład deski z ławek lub różne metalowe narzędzia kupowane na lewo od strażników. Tuck nie polegał jednak wyłącznie na samym tunelu. W czerwcu 1943 zgłosił się do grupy jeńców pozorującej udanie się od odwszalni. Strażnik obozowy nie dał się oszukać i cała grupa wróciła na prycze. Druga próba była jeszcze bardziej nieudolna. Razem z poznanym polskim pilotem dywizjonu 303 Zbigniewem Kustrzyńskim, ukryli się pod fałszywym dnem wozu z odpadkami. Jednak ciężar śmieci omal ich nie zabił i musieli wzywać pomocy samych… Niemców.
W marcu 1944 załoga Stalag Luft zrobiła dochodzenie i czystkę, rozbijając konspiracyjną organizację w Żaganiu. Kilku jeńców, w tym Tucka, przeniesiono do innych obozów, żeby rozbić grupę spiskowców. Tuck trafił do podobozu Belaria. To uratowało mu życie, bo w nocy z 24 na 25 marca 1944 osiemdziesięciu jeńców uciekło wreszcie zakończonym tunelem, ale większość z nich została złapana i zamordowana przez Niemców. W grupie uśmierconych jeńców był Roger Bushell.

[Źródło: Helen Doe, „Stanford Tuck, Hero of the Battle of Britain – The Life of the Great Fighter Ace”, Grub Street.”]
W Belarii Robert Tuck został szefem komitetu ucieczkowego, który zaczął… kopać kolejny tunel, tym razem ochrzczony jako tunel Roger. Na szczęście, zanim jeńcy go zakończyli, Niemcy zaczęli ewakuować obozy Stalagu Luft III przed nadciągającymi Sowietami. W styczniu 1945 jeńcy zostali pognani na piechotę na zachód. Tuck odnalazł podczas marszu swojego polskiego kolegę Zbyszka Kustrzyńskiego. 1 lutego 1945, podczas postoju w Braunsdorf (dzisiaj Bronowice), Tuck i Kustrzyński ukryli się w sianie w stodole i zmylili psy, rozsypując wokół pieprz. Przez kilka kolejnych dni ukrywali ich rosyjscy robotnicy przymusowi.
Gdy wreszcie 22 lutego 1945 zostali wyzwoleni przez bohaterską Armię Czerwoną, jeden z jej poruczników, oczywiście pijany, chciał ich zastrzelić z powodu, hmm… że chciał ich zastrzelić. Na szczęście Tuck przypomniał sobie wszystkie rosyjskie słowa, jakich nauczyła go w dzieciństwie rosyjska guwernantka Aksinia i spróbował przekonać sowieckiego sołdata, że są sojusznikami. Porucznik był tak tym zaintrygowany, że zapomniał ich zastrzelić.
Przez kilka dni Tuck i Kustrzyński podążali na zachód z oddziałem Armii Czerwonej, który gości i sojuszników trzymał w zamknięciu i pod strażą, a w wolnych chwilach organizował zwyczajowe przesłuchania z udziałem NKWD. W końcu obaj piloci zostali zwolnieni i udali się na wschód do Częstochowy, która była miejscem zbornym dla uwolnionych jeńców alianckich. Tam zamieszkali u Polki, wdowy z dwiema córkami. Tuck zachowywał się w Częstochowie jak turysta i zwiedzał ciekawe miejsca. Oczywiście był na Jasnej Górze i tam podziwiał obraz Czarnej Madonny.
W Częstochowie spotkali Anglika Joe Dicksona, który dwa lata wcześniej uciekł z niewoli i ukrył się w wiosce. Tam ożenił się z Polką i założył gospodarstwo rolne. Któregoś dnia do Tucka i Kustrzyńskiego trafiła łączniczka AK o pseudonimie, który Tuck zapamiętał jako “Addie”. Prosiła o pomoc w ucieczce na zachód. Tuck jednak odmówił, gdyż bał się złapania ich przez NKWD z uciekinierką. 13 marca 1945 Tuck i Kustrzyński wsiedli do pociągu towarowego i udali się przez Lwów do Odessy. 26 marca 1945 weszli na pokład statku Duchess of Richmond i dopłynęli nim do Neapolu, skąd 4 kwietnia 1945 dotarli do WIelkiej Brytanii.
